Vacek Festiwal o(d)czarował Wyszków (FOTO)

Wydarzenia

Vacek Festiwal o(d)czarował Wyszków (FOTO)

14.07.2021
autor: Sylwia Bardyszewska, fot. SB, MJK
Rewelacyjny Vacek Festiwal był drugą odsłoną Dni Muzyki Dobrej zorganizowanych przez Stowarzyszenie Pan Hilary. Był to nie tylko wieczór poświęcony wybitnemu pianiście Vackowi Kisielewskiemu, pełen wzruszających wspomnień i zabawnych anegdot, ale przede wszystkim wielkie święto muzyki. Muzyki dobrej, muzyki zacierającej granice między gatunkami i łączącej pokolenia. „Klasyków grają jak przeboje, a przeboje jak klasyków” - mówiło się o duecie Marek i Vacek. Te słowa idealnie oddają również to, co działo się na Vacek Festiwal…
 
Koncert, odbywający się nad Bugiem w Rybienku Leśnym we wtorek 13 lipca, rozpoczął się mocnym akcentem. Gromkie brawa rozległy się na wieść, że w Wyszkowie być może powstanie muszla koncertowa im. Vacka Kisielewskiego. - Chyba wszyscy by sobie tego życzyli - dodał Piotr Adler ze Stowarzyszenia Pan Hilary.
- Jestem bardzo dumny, że koncert, który - jestem absolutnie przekonany - przejdzie do historii polskiej muzyki, odbywa się w Wyszkowie. Mam nadzieję, że odczaruje pamięć rodziny Kisielewskich o naszym mieście - gości powitał burmistrz Grzegorz Nowosielski. - Muzyka to najbardziej uniwersalny język ludzkości. Muzyka łączy pokolenia, łagodzi obyczaje. Najwspanialsze melodie są wieczne. Dlatego też jako samorząd staramy się wspierać wszelkie przedsięwzięcia budujące wspaniałą polską kulturę i tożsamość.
Wśród wielkich osobowości muzycznych, które mogliśmy tego wieczoru podziwiać, znalazł się 10-letni wyszkowianin. Jako pierwszy do fortepianu zasiadł Ignacy Piekarz, finalista 28. Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina dla Dzieci i Młodzieży. Gratulujemy sukcesu i wtorkowego występu!
Mimo że tego wieczoru mogliśmy usłyszeć utwory największych kompozytorów w mistrzowskich wykonaniach, od samego początku panowała przyjazna, ciepła, niemal swojska atmosfera. Widzowie mogli się poczuć zaproszeni do rodziny Kisielewskich, a to dzięki prowadzącym festiwal córce i bratu Vacka Kisielewskiego, Zuzannie i Jerzemu. Zuzanna Kisielewska weszła na scenę przy dźwiękach słynnej melodii „Dla Zuzi”, którą tata napisał specjalnie dla niej, gdy miała kilka lat. Swojego wuja, dziennikarza radiowego i telewizyjnego, przedstawiła: - Pan anegdotka, mistrz dykteryjek, wirtuoz dygresji, potomek duchowy Scarlett O'Hary oraz, cytując klasyka, ulotny jak ulotka…
Na widowni zasiadło zresztą wielu członków rodziny Kisielewskich, jego przyjaciół, znajomych, miłośników jego muzyki, m.in. dziennikarz Jerzy Iwaszkiewicz, który o Vacku napisał kiedyś: „Kłaniał się tylko publiczności”. Był też Marcin Kydryński, syn Lucjana. - Ojciec wymyślił najlepszą definicję duetu Marek i Vacek, którą powtarzał na różnych spotkaniach: klasyków grają jak przeboje, a przeboje jak klasyków - przypomniał Jerzy Kisielewski.
Niektórzy związani z duetem Marek i Vacek spotkali się po 35 latach. - Te spotkania były przejmujące - drżącym głosem przyznał Jerzy Kisielewski. Ci, którzy nie mogli przybyć, słuchali koncertu na żywo w Radiu dla Ciebie. 
Wielkie podziękowania za organizację wydarzenia wielokrotnie płynęły w stronę Piotra Adlera. - Dlaczego pan to zrobił? - zapytał Jerzy Kisielewski.
- Muzyką Vacka ja, nasi znajomi byliśmy zauroczeni od dawna. Chcieliśmy, żeby w naszym mieście odbyła się impreza muzyczna poświęcona właśnie Vackowi, związana z szeroko rozumianą muzyką dobrą - odpowiedział główny organizator festiwalu.
- Wielka chwała panu za to - dziękował Jerzy Kisielewski.
- To miejsce niezbyt radośnie nam się kojarzy przez to, że Vacek zmarł właśnie w Wyszkowie - przyznała Zuzanna Kisielewska. - Ale jest chyba tak, że w najmniej oczywistych miejscach i głowach powstają najlepsze pomysły. Za ten pomysł bardzo dziękuję. To wielki prezent dla mnie i będzie wielka uczta dla wszystkich gości.
 
Vacek pozostał z nami
Wystąpili wirtuozi, którzy w takim gronie nigdy wcześniej nie spotkali się na tej samej scenie: Marek Tomaszewski, Janusz Olejniczak, Andrzej Jagodziński i Marcin Masecki. - Każdy z tych artystów jest w jakiś sposób powiązany z Vackiem. Więc to będzie ciekawa podróż - na koncert zaprosiła pani Zuzanna.
I rzeczywiście była. Zresztą podróż nie tylko muzyczna, bo dzięki wspomnieniom i anegdotom mogliśmy choć odrobinę poznać świat nie tylko Vacka Kisielewskiego, ale też innych wspaniałych muzyków.
Podróż rozpoczął Marek Tomaszewski, czyli druga połówka duetu Marek i Vacek, który na koncert przyjechał z Francji. - Czas doprowadza nas nieuchronnie do odejścia, ale muzyka jest ponadczasowa. Vacek pozostał z nami - powiedział, witając się z publicznością.
Na Vacek Festiwal wybrał utwory m.in. Ludwiga van Beethovena, Krzysztofa Komedy, Siergieja Rachmaninowa, utwory, które gra solo i te, które wykonywał z Vackiem. Słuchacze zamykali oczy, gdy ze sceny popłynęły „Polskie drogi”. Marek i Vacek nagrali ten przepiękny utwór na dwa fortepiany w stanie wojennym. - Nie spodziewaliśmy się, że stanie się symbolem naszych koncertów podczas stanu wojennego, kiedy cudem uzyskaliśmy pozwolenia na wyjechanie z kraju. Vacek zapowiadał go jako grany w hołdzie Solidarności, z którą był bardzo gorąco związany - opowiadał Marek Tomaszewski.
- Podskórnie czułam, że to osoba, która spędziła z Vackiem najwięcej czasu spośród wszystkich ziemskich istot - relację ojca z Markiem Tomaszewskim wspominała Zuzanna Kisielewska.
Panowie poznali się podczas studiów w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. - Mieliśmy wykład z literatury muzycznej. Profesor się spóźniał i koleżanki poprosiły, żebyśmy coś razem zagrali. I myśmy zaczęli grać - opowiadał Marek Tomaszewski. - Przyszedł profesor, ale powiedział: nie przeszkadzajcie sobie, grajcie dalej. Przez 2 lata przyjaźni nikt nie myślał o jakiekolwiek karierze. I z przyjaźni wynikła ta cała historia.
Historia, dodajmy, ponaddwudziestoletnia. Do tej historii nawiązali kolejni dwaj mistrzowie fortepianu, których mogliśmy usłyszeć podczas wtorkowego koncertu. W 1998 r. Marcin Masecki i Andrzej Jagodziński wydali płytę „Tribute to Marek & Wacek”.
W Rybienku Leśnym Andrzej Jagodziński zagrał m.in. Jana Sebastiana Bacha („Bach” to tytuł najnowszej płyty Andrzej Jagodziński Trio) i Fryderyka Chopina, Marcin Masecki - brazylijską muzykę choro.
- Operuje na granicy gatunków, a w zasadzie te granice znosi. Trochę chochlik polskiej pianistyki, wielbiciel nieczystych dźwięków i rozstrojonych instrumentów - Marcina Maseckiego przedstawiła Zuzanna Kisielewska.
- Nie pamiętam czasów bez duetu Marek i Vacek - przyznał muzyk. - Ojciec na okrągło puszczał w domu ich płyty. To było połączenie klasyki z jazzem, rozrywką. I koniec końców zostało to ze mną, robię to cały czas.
Fryderyka Chopina nie mogło zabraknąć podczas występu czwartego mistrza fortepianu. Janusz Oleniczak jest i laureatem, i jurorem Konkursu Chopinowskiego. - Kiedyś łupnął Etiudę Rewolucyjną tak, że przylecieli sąsiedzi. Jednym trzęsły się szyby w oknach, a inni myśleli, że to ja tak gram - to jedno ze wspomnień z dzieciństwa Zuzanny Kisielewskiej.
Publiczność chyba najbardziej czekała na występy na cztery ręce. Nie tylko serca, ale dłonie i nogi drgnęły podczas utworu „Coś drgnęło” w rewelacyjnym wykonaniu Marka Tomaszewskiego i Andrzeja Jagodzińskiego. Był to zresztą oficjalny dżingiel Dni Muzyki Dobrej. Duet Andrzej Jagodziński i Marcin Masecki - miłośnicy jazzu - sięgnęli z kolei do repertuaru Milesa Davisa. 
Wielkim wydarzeniem i ukoronowaniem wieczoru był zagrany wspólnie przez wszystkich mistrzów utwór Stanisława Moniuszki. - Takiej „Prząśniczki” jeszcze nie było - zauważył Jerzy Kisielewski, a potwierdziła publiczność owacjami na stojąco, domagając się bisu. Koncert zakończył utwór „Rhythm of Time”. - Wszędzie na świecie, gdziekolwiek gram, tylko tym utworem kończę koncerty. Jak powiedziałem, Vacek jest w naszej pamięci na stałe - podsumował Marek Tomaszewski.
- Był to dla mojego przyjaciela bardzo trudny wieczór - o Jerzym Kisielewskim mówił Janusz Olejniczak. - Wiem, że dość długo zastanawiał się, czy akurat w tym miejscu należy ten koncert zorganizować. Vacek był moim idolem w każdym znaczeniu tego słowa. Wyszków wspominam bardzo niedobrze. Ostatni raz byliśmy tu 35 lat temu, żeby zabrać Vacka ze szpitala. Wszystko mija, ale pamięć zostaje. To ogromne wzruszenie, że państwo tu jesteście.
- To Piotr Adler i wszystkie osoby, które zaangażowały się w ten pomysł, odczarowały Wyszków. Od dzisiaj Wyszków kojarzy się nam z muzyka, pamięcią. To, że takie grono pianistów, tak różnych, tak uznanych stanęło tutaj bez wahania na apel Piotra Adlera, to jest wzruszające - dodał Jerzy Kisielewski. - Podobno mamy wrócić za rok…
Nina Wiśniewska
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość