To rozmowa nie tylko o podróżowaniu, wyjątkowych zakątkach globu i ciekawości świata, ale też o domu, wolności i byciu ze sobą. Emil Wierzchoń i Luiza Skubniewska-Wierzchoń prowadzą nietypowe życie, życie w podróży. On jest wyszkowianinem, ona warszawianką. Poznali się w pracy – korporacji, w tzw. warszawskim Mordorze. Razem ruszyli w świat, a ich przygody i najpiękniejsze miejsca na ziemi można obserwować na Facebook’u i Instagramie pod nazwą Gimme That Trip.
Niedawno obchodziliście 4. rocznicę ślubu. Młode małżeństwa zazwyczaj myślą o stabilizacji. Wy wybraliście trochę inną, nietypową drogę. Czym jest dla was dom?
Luiza: Po prostu tym, że jesteśmy ze sobą. W sumie od trzech lat podróżujemy na pełen etat, więcej nas nie ma w Polsce, niż jesteśmy. Część podróży odbywamy kampervanem, który sami zbudowaliśmy. Mamy więc taki malutki domek, do którego możemy zabrać naszego kotka. A kiedy podróżujemy z plecakiem, to po prostu mamy siebie, bliską osobę. Nauczyliśmy się żyć bez stałego adresu. Mamy w Polsce mieszkanko, które na czas wyjazdów wynajmujemy. Kiedy do niego wracamy, mamy swój azyl, spokój, możemy odpocząć.
Emil: Przez ostatnich kilka sezonów latem w ogóle nie było nas w Polsce, bo byliśmy gdzieś na pracach sezonowych. Mamy taki schemat, że 3-4 miesiące w roku pracujemy, a 8-9 miesięcy podróżujemy. Nie wiem, ile to potrwa, bo nie wyznaczyliśmy żadnej daty końcowej. Dopóki nam się to nie znudzi.
Luiza: Staramy się wracać raz na jakiś czas, żeby odpocząć, spotkać się z rodziną, więc rzadko jesteśmy w naszym mieszkaniu. Często albo przyjeżdżamy do Wyszkowa spotkać się z rodziną Emila, pobyć z nią albo jedziemy do mojej rodziny. Generalnie z rodziną spędzamy tyle czasu, ile się da.
Emil: Przed podróżowaniem na cały etat w naszym mieszkaniu gromadziliśmy bardzo dużo rzeczy, jednak w momencie, kiedy postanowiliśmy przeprowadzić się do kampervana, musieliśmy zoptymalizować liczbę przedmiotów, których tak naprawdę potrzebujemy.
Luiza: A w momencie kiedy mieliśmy wyruszyć na kilka miesięcy na inny kontynent - „nasz dom” potrafiliśmy spakować tylko w dwa plecaki. Cały czas uczymy się minimalizmu, coraz bardziej przesuwamy sobie poprzeczkę i tak naprawdę coraz mniej rzeczy potrzebujemy.
To romantyczne, że sami jesteście dla siebie domem.
Luiza: W zasadzie spędzamy ze sobą 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. (śmiech)
Emil: Ludzie ciągle pytają, czy często się kłócimy. Oczywiście, że się zdarza, to normalne w związkach, ale staramy się nie zamiatać niczego pod dywan, tylko wyjaśniać wszystko od razu.
Luiza: Nauczyliśmy się kompromisów i rozmawiania ze sobą. Jeżeli mamy jakieś frustracje w sobie, to nie tłamsimy ich w środku, tylko staramy się pogadać, żeby jedna i druga strona wiedziała, o co chodzi i żebyśmy mogli dojść do porozumienia. W sumie uczymy się tego cały czas.
Emil: Jesteśmy 4 lata po ślubie, ale razem 13 lat, więc już kawał czasu.
Taki styl życia nie sprzyja chyba utrzymywaniu bliskich więzi, np. przyjacielskich.
Luiza: Mamy paczkę przyjaciół, z którą utrzymujemy relacje albo na kamerkach, albo po prostu telefonicznie. Zawsze jak wracamy, robimy wielkie spotkanie; podobnie pożegnanie, kiedy wyjeżdżamy na dłużej. Staramy się o te relacje dbać.
Emil: Ale trzeba przyznać, że troszeczkę jednak one się luzują. Może trochę się oddalamy, bo kiedy np. są czyjeś urodziny, jakieś imprezy, to nas nie ma.
Luiza: Ale też poznajemy w drodze mnóstwo ludzi. Mamy super znajomych, którzy też podróżują vanami, z którymi łączy nas wspólne hobby.
Emil: Wyjeżdżając np. na 5 miesięcy do Azji, znajomi z Polski pytają, co u nas, to my opowiadamy i opowiadamy. Kiedy pytamy: „a co u was?” Odpowiadają „po staremu”.
Wiecie, co to jest proza życia?
Emil: Chyba nie, bo u nas cały czas coś się dzieje.
Luiza: Chyba właśnie przez tę prozę życia postanowiliśmy coś zmienić, bo wszystko wydawało nam się takie monotonne. Cały czas tylko praca, dom, praca, dom; od weekendu do weekendu. Zaczęło nas to przytłaczać. Postanowiliśmy coś zmienić, wziąć życie w swoje ręce i gdzieś wyruszyć. Na początku myśleliśmy, że to potrwa rok i wrócimy do pracy, wcześniejszego schematu. Po roku stwierdziliśmy, że nie ma szans na powrót do tego, co było. Poczuliśmy, czym jest prawdziwa wolność i nie chcieliśmy już wracać na etat.
Emil: Pierwotna wersja była taka, że lecimy do Azji, z biletem w jedną stronę, ale był COVID, pozamykano granice. Stwierdziliśmy, że kupimy busa i stworzymy z niego domek na kółkach. Zajęło nam to 8 miesięcy. Cały czas chodziliśmy do pracy, a po niej i weekendami przerabialiśmy vana w Wyszkowie, u rodziców pod domem.
Luiza: Sąsiedzi pytali, co my tam cały czas robimy? Niektórzy byli w szoku, że chcemy się spakować do tej puszki i jechać gdzieś w świat na tak długo.
Emil: Finalnie ruszyliśmy vanem w kierunku Europy Zachodniej. Naszym pierwszym przystankiem była Holandia, bo stwierdziłem, że po korpo trochę fizycznie popracuję i dorzucę coś do naszej skarbonki. To było zbieranie szparagów - najgorsze, co mogłem przeżyć: 50 dni pracy, dzień w dzień bez żadnego wolnego. Pierwszy i ostatni raz.
Luiza: Po tej przygodzie Emil odpoczywał przez parę tygodni, ale gdy doszedł już do siebie wpadł na pomysł, że skoro jesteśmy we Francji, to możemy spróbować kolejnej pracy sezonowej - winobrania. Wtedy już razem podjęliśmy się pracy. Było to ciekawe doświadczenie i kolejny zastrzyk gotówki na kontynuację podróży.
Emil: Po kilku tygodniach pracy postanowiliśmy wynagrodzić sobie trudy i pojechaliśmy vanem do Paryża, do Disneylandu. W trakcie podróży vanem zwiedziliśmy spory kawałek Europy: Holandię, Belgię, Francję, popłynęliśmy promem do Anglii i wróciliśmy do Francji.
Luiza: Później odwiedziliśmy Hiszpanię i Portugalię, gdzie spędziliśmy zimę. W drodze powrotnej do Polski zwiedziliśmy jeszcze południe Hiszpanii, Gibraltar, Francję i część Włoch. Cała podróż trwała w sumie 11 miesięcy.
Emil: Być może trwałoby to dłużej, tylko że ograniczał nas… przegląd samochodu.
Wspomnieliście o pracach sezonowych, to opowiedzcie o nich. Już wiemy, że szparagi nie.
Luiza: Byliśmy kilka razy na winobraniu we Francji. Pracowaliśmy w różnych winnicach. Każdy zbierał winogrona w swoim tempie, nikt nie poganiał, dawali posiłek i nieograniczone ilości wina. (śmiech)
Emil: To nie jest praca, na której da się zarobić bardzo dużo. To bardziej przygoda, możliwość poznania ludzi z całego świata. Na pewno polecamy każdemu doświadczyć czegoś takiego.
Luiza: Pracowaliśmy też na kempingu w Norwegii. Wykonywaliśmy tam różne prace, codziennie robiliśmy coś innego. Sprzątaliśmy domki, pracowaliśmy na recepcji, w restauracji, byliśmy kelnerami, strażnikami nocnymi, oprowadzaczami ludzi po kempingu.
Emil: Pracowaliśmy też przy pielęgnacji winorośli. To też było fajne doświadczenie, bo pracowaliśmy 8 godzin dziennie, a weekendy mieliśmy wolne.
Luiza: Czuliśmy się, jakbyśmy sobie po prostu spacerowali we Francji po winnicach.
Ile musicie poświęcić czasu na pracę sezonową, żeby was było stać na swobodne podróżowanie przez pozostałe miesiące?
Emil: Pracujemy ok. 4 miesiące w roku. W podróży wydajemy mniej, niż wydawaliśmy, będąc na stałe w Polsce.
Luiza: Odchodzą kwestie rachunków. Zazwyczaj nie stołujemy się w restauracjach, tylko sami gotujemy. Wiadomo, że w każdym kraju trzeba spróbować lokalnej kuchni, więc czasem wyjdziemy „na miasto”, ale nie robiliśmy tego codziennie. Odchodzi też wydawanie pieniędzy na rozrywki, takie jak wyjście do kina, do pubu ze znajomymi. Zrobiliśmy podsumowanie 11 miesięcy podróży vanem i wyszło nam ok. 5 tys. miesięcznie na naszą dwójkę, w tym paliwo, jedzenie, atrakcje.
Emil: Mówimy o Europie. Będąc kilka miesięcy w Azji nie gotowaliśmy, bo tam można zjeść obiad za 5-7 zł.
Luiza: Po podróży vanem, dzięki winobraniu, udało nam się uzbierać tyle pieniędzy, że mogliśmy wyjechać w wymarzoną podróż z plecakami do Azji na 5 miesięcy. Kupiliśmy bilety w jedną stronę, daliśmy sobie nieograniczony czas, ale po 5 miesiącach stwierdziliśmy, że już nam wystarczy. Już bardzo tęskniliśmy za bliskimi i naszą kicią, strasznie mi się chciało do domu. Czasem w naszym życiu tych przygód jest chyba trochę za dużo i to potrafi wzbudzać różne emocje, czasem nawet negatywne. Podróżowanie to niestety nie tylko piękne widoki. Musimy codziennie znaleźć lokum, zaplanować transport. To cała logistyka, która czasem jest po prostu męcząca. W Europie w każdej chwili możesz zadzwonić do kogoś. W Azji jest już 6 godzin różnicy. Więc jak miałam gorszy czas i chciałam sobie z kimś pogadać, niekoniecznie z Emilem (śmiech), to musiałam czekać kilka godzin, żeby zadzwonić np. do przyjaciółki.
Zrobiliśmy podsumowanie 5 miesięcy w Azji i wyszło trochę ponad 20 tys. zł na dwie osoby.
Emil: Tu w odróżnieniu od podróży vanem dochodziły koszty noclegów i transportu. Bilet w jedną stronę kosztował ok. 2-3 tys. zł na osobę. My lubimy podróżować budżetowo, nie liczy się dla nas komfort tylko ciekawe przeżycia, przygody.
Co najbardziej się dla was liczy na wyjazdach? Widoki, ludzie, smaki, zabytki?
Luiza: Smaki przede wszystkim, bo bardzo lubimy jeść, gotować, więc jak wracamy, staramy się dla znajomych, rodziny ugotować coś, co odkryliśmy w podróży. Bardzo liczą się też przygody. Jak mamy wybór: jechać vip autobusem czy z lokalsami, to wolimy doświadczyć tego prawdziwego życia z lokalsami, chociaż wiemy, że nie będzie np. klimatyzacji, ale będzie przygoda, którą zapamiętamy na zawsze. Ważne są takie zwykłe doświadczenia, spotkania z ludźmi, rozmowy, nawiązywanie kontaktów. To otwiera oczy na inną kulturę. Nie chodzi tylko o ładne obrazki. Często, przejeżdżając przez mniejsze wioski, widzimy jak ludzie żyją. Po podróży po Azji bardzo doceniamy to, że w Polsce jest tak, jak jest. Tam w mniejszych miejscowościach bardzo widać biedę, domy zbudowane z czegokolwiek, dzieciaki biegające na bosaka po ulicach. Ale one też mają w sobie radość, która, mam wrażenie, trochę u nas zanika. Ludzie nie cieszą się z prostych rzeczy i nie doceniają tego, co mają.
Luiza: Smaki przede wszystkim, bo bardzo lubimy jeść, gotować, więc jak wracamy, staramy się dla znajomych, rodziny ugotować coś, co odkryliśmy w podróży. Bardzo liczą się też przygody. Jak mamy wybór: jechać vip autobusem czy z lokalsami, to wolimy doświadczyć tego prawdziwego życia z lokalsami, chociaż wiemy, że nie będzie np. klimatyzacji, ale będzie przygoda, którą zapamiętamy na zawsze. Ważne są takie zwykłe doświadczenia, spotkania z ludźmi, rozmowy, nawiązywanie kontaktów. To otwiera oczy na inną kulturę. Nie chodzi tylko o ładne obrazki. Często, przejeżdżając przez mniejsze wioski, widzimy jak ludzie żyją. Po podróży po Azji bardzo doceniamy to, że w Polsce jest tak, jak jest. Tam w mniejszych miejscowościach bardzo widać biedę, domy zbudowane z czegokolwiek, dzieciaki biegające na bosaka po ulicach. Ale one też mają w sobie radość, która, mam wrażenie, trochę u nas zanika. Ludzie nie cieszą się z prostych rzeczy i nie doceniają tego, co mają.
Na pewno ważne jest też odkrywanie nowych miejsc, doświadczenia typu wejście na wulkan, zobaczenie wodospadu z bliska. Natura bardzo nas zachwyca. Cały czas jest nam wszystkiego mało, chcielibyśmy odkrywać więcej i więcej.
W mediach społecznościowych macie hasło „Odkrywaj z nami świat”. Jakie jest najciekawsze miejsce, które dotychczas odkryliście?
Emil: W każdym kraju na pewno moglibyśmy takie miejsce wskazać.
Luiza: Ale chyba naszym odkryciem jest Indonezja, bo jest bardzo ładna i zróżnicowana. Byliśmy w tym roku na trzech wyspach, na Jawie, Bali i Nusa Penida.
Emil: Tylko nie tym Bali turystycznym, tylko tym, które odkrywaliśmy sami.
Emil: Tylko nie tym Bali turystycznym, tylko tym, które odkrywaliśmy sami.
Luiza: Najbardziej nam się podobała Jawa, bo była piękna, tania, mieściła w sobie masę ciekawych miejsc i miała bardzo dobrą kuchnię. Były wulkany, były przepiękne wodospady, nocne wyprawy. I bardzo mili ludzie.
Emil: Wiem jeszcze co. Na Filipinach byliśmy na wyspach w pobliżu Balabac. Nie da się tam dotrzeć samemu, tylko trzeba kupić zorganizowaną wycieczkę. Jest też dzienny limit turystów, bo ta wysepka jest malutka. To jakby obejść ten blok rotacyjny w Wyszkowie. Ale jest przepiękna, spokój, cisza, pływanie z żółwiami. Zapytaliśmy lokalsów, czy możemy kupić kokosa. Patrzymy, a jeden z nich, nie używając żadnych pasów czy lin, wdrapał się na palemkę i cyk, ściął nam maczetą kokosa. Zero komercji, sklepów. Jakby bezludna wyspa.
Luiza: Bardzo podobał nam się też Wietnam, jest bardzo różnorodny. Widoki zachwycające, jak z bajki: pola herbaciane, nieziemskie dolinki.
A jeżeli chodzi o Europę, bliższe kierunki, to bardzo nas zachwyciła Hiszpania Północna - Asturia, Galicja.
Emil: To nie są może zbyt turystyczne miejsca, ale wspaniałe połączenie morza i gór.
Luiza: Picos de Europa. Naprawdę piękne szlaki.
Emil: Tanie linie lotnicze omijają północ Hiszpanii, dzięki czemu jest mniej turystów i jest to wciąż dzikie miejsce.
Luiza: Nie da się uniknąć turystów, zresztą my też jesteśmy turystami (śmiech). Czasem się wkurzam, że nie mogę zrobić ładnego zdjęcia, bo wszędzie są ludzie. Wiem jednak, że, tak samo jak oni, też jestem tam po to, żeby zrobić zdjęcie. Tak samo jak oni, usłyszeliśmy o tym miejscu i chcieliśmy je zobaczyć na żywo.
Macie globus, na którym zaznaczacie miejsca, w których byliście?
Luiza: Mamy mapę korkową, którą dostaliśmy z okazji ślubu, tylko musimy kupić ładne szpileczki.
Prowadzę natomiast przez aplikację zapiski, gdzie jesteśmy, aktualizuję nasze podróże. Odwiedziliśmy 30 krajów.
W jakieś zimniejsze rejony się wybieracie?
Emil: Raczej jesteśmy na baterie słoneczne.
Luiza: Choć bardzo nas kręci Islandia.
Emil: Jest chłodniejsza, dlatego chcielibyśmy ją odwiedzić latem.
Luiza: Chcielibyśmy też zobaczyć Norwegię zimą. Może w tym sezonie wybierzemy się tam znów do pracy sezonowej.
Emil: Prace sezonowe to nie tylko zbiory latem. W Norwegii sezon trwa cały rok, latem jest możliwość pracy na np. kempingach, natomiast zimą na stokach narciarskich i restauracjach. Więc możliwe, że tym razem ciepełko na jakiś czas odpuścimy.
Planujemy też następne przygody. Chcemy w przyszłości pokonać szlak Camino, do Santiago de Compostela. Planujemy, że ja wystartuję z Portugalii, a Luiza z Hiszpanii i spotkamy się na miejscu.
Luiza: Chcemy zobaczyć, jak nam będzie osobno. Często to ja bardzo polegam na Emilu, bo, wiadomo, jest facetem. Chciałabym przekonać się, jak mi będzie samej, czy dam radę wszystko ogarnąć, zdana sama na siebie, to byłoby wyjście poza moją strefę komfortu. Tak samo Emil, bo uzupełniamy się w tych naszych podróżach.
Mamy jeszcze sporo pomysłów. We wrześniu chcemy pojechać vanem do Rumunii.
Emil: Van czy plecak?
Luiza: Są w nas dwa wilki. Jeden chce spokoju, a to daje van, gdzie mamy wszystkie swoje rzeczy, ulubione kubki. A ten drugi ciągnie nas w świat, bo podróże z plecakiem to większa przygoda. Wszystkie dni są zupełnie inne, nie wiesz, co cię czeka. Wiadomo, że czasami mamy już dosyć i chcemy po prostu pobyć w jednym miejscu trochę dłużej, ale częściej jesteśmy złaknieni przygód i odkrywania świata. Jesteśmy chyba uzależnieni od tej adrenaliny, cały czas coś musi się dziać.
Emil: Na przykład będąc w Wietnamie kupiliśmy motocykl, aby w miesiąc przemierzyć nim cały kraj, jednak pierwszego dnia mieliśmy wypadek - ktoś zajechał nam drogę i uciekł. Kilka dni dochodziliśmy do siebie i zastanawialiśmy się, czy kontynuować trasę, czy się poddać i zostawić motocykl gdzieś w rowie… Ale ostatecznie postanowiliśmy nie odpuszczać i zobaczyliśmy sporo pięknych miejsc. Motocykl przewiózł nas prawie 4000 km z południa na północ Wietnamu, a na koniec sprzedaliśmy go kolejnemu podróżnikowi.
Motocykl był w planie, czy to był impuls?
Luiza: Tak, był w planie. Chcieliśmy spróbować innej formy podróży, a że wiedzieliśmy, że przez Wietnam biegnie słynny szlak motocyklowy Ho Chi Minh, to postanowiliśmy spróbować swoich sił w przebyciu go.
Emil: Na motocyklu udało nam się zobaczyć dużo więcej, niż podczas podróży pociągiem czy autobusem. Mogliśmy się zatrzymać w każdym miejscu, docieraliśmy do miejsc, w których mieliśmy wrażenie, że mieszkańcy pierwszy raz widzą białego człowieka. Zdarzało się, że dzieciaki wracające ze szkoły telefonami robiły nam zdjęcia, filmowały nas, byliśmy atrakcją dla nich.
Luiza: Ludzie ciągle chcieli robić sobie z nami zdjęcia. Tutaj dziecko mam potrzymać do zdjęcia, tutaj stanąć obok tej osoby, obok tamtej. Któregoś dnia wykupiliśmy rejs łódką i okazało się, że nawet na atrakcji dla nas, my byliśmy atrakcją dla kogoś. Na każdym przystanku łódki, ludzie podchodzili do nas i pytali, czy mogą sobie z nami zrobić zdjęcie.
A gdzie chcielibyście w przyszłości pojechać?
Emil: To nie jest plan, tylko na razie wizja - Sumatra.
Luiza: Marzy nam się kilkudniowy trekking po tamtejszej dżungli. Spanie w szałasach. To byłaby nowa przygoda, wyjście z naszej strefy komfortu. Chcielibyśmy też zobaczyć Borneo. Czyli cały czas idziemy w kierunku azjatyckim, ale też chciałabym bardzo pojechać do Australii. Coraz więcej słyszy się o tym, że Wielka Rafa Koralowa powoli ginie. W tym roku zrobiliśmy kurs nurkowy i możemy schodzić na 18 m głębokości na otwartych wodach. Chcielibyśmy to wykorzystać i zobaczyć tamtejszy podwodny świat.
A czy jest jakieś miejsce, w którym chcielibyście zamieszkać?
Luiza: Na pewno marzy nam się domek w Polsce, gdzie będziemy mogli zostawić wszystkie swoje rzeczy i zapraszać wszystkich naszych bliskich po powrotach z podróży.
Emil: A jeśli chodzi miejsce w świecie, to myśleliśmy o Hiszpanii, bo po pierwsze jest tam ciepło przez praktycznie cały rok, po drugie odpowiada nam temperament ludzi, a po trzecie kochamy tamtejszą kuchnię.
Luiza: Hiszpania lub Włochy – bo to dwa narody, które aż buzują energią. O Azji nie myśleliśmy pod kątem zamieszkania, bo jednak za daleko od domu, a chcielibyśmy, żeby rodzina i znajomi mieli możliwość nas odwiedzać.
Emil: Życie w Azji jest w miarę tanie, ale bilety są już jednak bardzo drogie.
Luiza: Poprowadziliśmy w tym roku wycieczkę po Azji dla ludzi z Wyszkowa. Mamy nadzieję, że takich podróży będzie więcej.
Emil: Na razie współpracujemy z zaprzyjaźnionym biurem podróży, zabierając ludzi w miejsca, które nas urzekły, ale być może kiedyś otworzymy własne. W sezonie 2026 też myślimy, żeby zorganizować jakieś wyjazdy. Jeśli się to uda, będziemy o tym informować na naszych social mediach. Myślę, że zaplanujemy coś na styczeń/luty. To pewnie będzie Tajlandia, bo dla osób, które pierwszy raz lecą do Azji, jest to najlepsza opcja przede wszystkim dlatego, że jest to różnorodny kraj: połączenie wielkiego, zatłoczonego miasta Bangkok, dzikich dżungli, pięknych wysp z turkusowymi wodami i przepyszną kuchnią, która niemal każdemu odpowiada.
W takim razie życzę powodzenia w realizacji planów i dziękuję za rozmowę.