Dariusz Andrzejewski uniewinniony

Wydarzenia

Dariusz Andrzejewski uniewinniony

23.04.2021
autor: Sylwia Bardyszewska
Wyrok uniewinniający były prezes Bugu Wyszków Dariusz Andrzejewski usłyszał w piątek 23 kwietnia. Sąd uznał, że brak jest bezsprzecznych dowodów potwierdzających winę oskarżonego.
 
Przypomnijmy, że Dariusz Andrzejewski i była pracownica klubu Bug Wyszków usłyszeli po siedem zarzutów. Dariusz Andrzejewski m.in. z art. 286§1 kk: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. Prokuratura zarzuca byłemu prezesowi również poświadczenie nieprawdy i wyłudzenie dotacji. Z kolei Ilonie J. postawiła zarzuty z art. 270§1 kk – fałszowania dokumentów.
Po ponad 2 latach proces w Sądzie Rejonowym w Wyszkowie zakończył się wyrokiem uniewinniającym byłego prezesa Bugu Wyszków. Sąd uznał, że prokuratura nie przedstawiła dowodów, które w oczywisty sposób świadczyłyby o winie oskarżonego. - Wynikająca z Kodeksu postępowania karnego zasada domniemania niewinności polega na tym, że dopóki się oskarżonemu nie udowodni winy, to skazać go nie można. Dowody mają dawać sądowi pewność, że tylko na podstawie tych dowodów wersja przedstawiona przez oskarżyciela jest jedyną, która mogła mieć miejsca, a nie która jest najbardziej prawdopodobna. Zdaniem sądu dowody zgromadzone w tej sprawie nie wykluczają innej wersji zdarzenia, tej na którą wskazuje oskarżony, czyli że nie wiedział, że podpisy na przedkładanych dokumentach były podrobione. Nie da się wykluczyć, że taka wersja mogła mieć miejsce - decyzję uzasadniał sędzia Wacław Dąbkowski. - Sąd uniewinnia oskarżonego nie tylko wtedy, kiedy jest niewinny, ale również wtedy, kiedy dowodów bezsprzecznych brak.
Zwrócił uwagę na panujący w dokumentacji klubu bałagan: - Procedury zatrudniania, rozliczania wynagrodzenia za pracę trenerów były daleko odformalizowane, co uniemożliwia sądowi dokonanie kontroli dowodów, na które powołuje się prokurator w akcie oskarżenia. Żaden z trenerów w czasie objętym przez akt oskarżenia nie przedstawił jakichkolwiek rozliczeń. Oni nie byli w posiadaniu, klub nie był w posiadaniu żadnych rozliczeń, a sprawa wynikła dopiero jak wybrano nowego prezesa klubu.
Sędzia przyznał rację obrońcy, którego zdaniem nie można twierdzić, że Dariusz Andrzejewski w sposób umyślny wprowadził w błąd gminę Wyszków, która udzieliła dotacji. - Trudno byłoby wysnuć z materiału dowodowego i tego, co działo się w klubie wniosek, że oskarżony jakąś korzyść miał dla siebie, klubu lub innych osób. Trenerzy świadczyli pracę, młodzież była trenowana, więc kto miałby tę korzyść odnieść? Żaden dowód nie wskazuje na to, że cele dotacje nie zostały wykonane. Trudno uznać miasto i gminę za pokrzywdzonych. Bezsprzecznym jest fakt, że w klubie panował bałagan, jeśli chodzi o rozliczenia finansowe między trenerami a zarządem klubu. Ale to nie jest przestępstwem opisanym przez prokuratora w kwalifikacji zarzutów. Bałaganiarstwo nie jest mile widziane, ale karalne nie jest tak długo, dopóki nie wypełnia znamion jakiegoś przestępstwa. Dlatego sąd uniewinnił oskarżonego, uznając, że żadnej korzyści nie było, żadnego wyłudzenia dotacji nie było.
Sędzia podkreślił również, że nie ma dowodów, by któryś trener protestował przeciwko niewypłacaniu należności. - Co nie znaczy, że trenerzy mieli płacone wynagrodzenie zgodnie z umową. Ale klub piłkarski to studnia bez dna, zawsze będzie brakowało strojów, piłek, siatek. Jest to działalność niedochodowa. Gospodarowanie pieniędzmi nie jest sprawą łatwą, znalezienie pieniędzy na taką działalność jest jeszcze trudniejsze. Brak dokumentacji finansowej, która mogłaby nam dużo powiedzieć, przemawia na korzyść oskarżonego. Bo to mogłoby być dowodem. A zeznania świadków w obliczu tego, że mijają się z prawdą, są mało wiarygodne.
Zdaniem sądu przedstawione dowody pozwalają natomiast na uznanie za winną oskarżonej Ilony J., która została skazana na grzywnę w wysokości 3 tys. zł. Kobieta przyznała się zresztą do dokonania zarzucanych jej czynów, podrobienia podpisów na umowach i rachunkach przedstawionych oskarżonemu, które posłużyły do rozliczenia dotacji na działalność klubu. - Ilona J. nie działała w celu osiągnięcia korzyści majątkowej - zaznaczył jednak sędzia.
Zeznania byłej pracownicy klubu są jednym aspektem obciążającym Dariusza Andrzejewskiego. - Ale sąd ma mieć pewność, że tak było - podkreślił sędzia. - Oprócz jej wyjaśnień nie ma żadnych innych dowodów. Samo pomówienie oskarżonej nie wystarczy w tej sprawie. Jeszcze raz powiem, bo to ważne: nie da się wykluczyć, że pani Ilona J., nic nie mówiąc oskarżonemu, podrabiała podpisy na umowach. Motywy mogły być różne. Nie chciało się szukać trenera, miała bałagan w biurze, zgubiła umowę. Poszła na skróty i stało się, jak się stało. Nie ma dowodów na jej współdziałanie z oskarżonym. 
Zdaniem sądu następca Dariusza Andrzejewskiego na stanowisku prezesa klubu „był mocno zainteresowany, żeby oskarżonego doprowadzić do sądu.” Sędzia odniósł się również do tego, że następca Dariusza Andrzejewskiego roszczenia trenerów uznał wyłącznie na podstawie ich oświadczeń. - Niektórzy z trenerów próbowali przed sądem przedstawić obraz taki, że dokonywali rozliczeń skrupulatnie, że są w posiadaniu dokumentów. W posiadaniu byli jednak wyłącznie do czasu, gdy sąd zobowiązał ich do przedstawienia dokumentów. Żaden z trenerów żadnego dokumentu nie przedstawił - podkreślił sędzia. - Nie jest to dowód na niewinność oskarżonego, ale jest to dowód na nie do końca czyste intencje świadka – następcy oskarżonego.
Wyrok jest nieprawomocny. Służy od niego apelacja.
Kredico 2021
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość