W piątek, 24 lipca, 117. rocznica urodzin Jerzego Różyckiego – absolwenta wyszkowskiego gimnazjum (1926 r.), wybitnego matematyka i kryptologa, który wspólnie z Marianem Rejewskim i Henrykiem Zygalskim załamali kod niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma” (dzięki temu II wojna światowa trwała krócej i zostały uratowane miliony ludzi).
Jerzy Witold Różycki urodził się 24 lipca 1909 r. w Olszanie, w guberni kijowskiej. Był czwartym, najmłodszym dzieckiem Wandy z Benitów i Zygmunta Różyckich. Rodzina Różyckich przyjechała do Wyszkowa w 1918 r. - uciekła z ogarniętych rewolucją terenów byłego Imperium Rosyjskiego do odrodzonej po zaborach Rzeczypospolitej. Jerzy wraz z bratem Eugeniuszem uczyli się w ośmioklasowym Prywatnym Koedukacyjnym Gimnazjum w Wyszkowie nad Bugiem. Szkoła miała siedzibę w pałacyku w parku nad Bugiem, zakupionym przez władze magistrackie od rosyjskiego senatora Jerzego Sołowiewa. Młodzież gimnazjalną wychowywano w duchu patriotycznym.
W maju 1926 r. Jerzy zdał maturę, w październiku rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Poznańskiego. W lutym 1932 r. uzyskał dyplom magistra filozofii w zakresie matematyki, zaś w grudniu 1937 r. dyplom magistra filozofii w zakresie geografii.
W 1929 r., na zlecenie Sztabu Głównego Wojska Polskiego, zorganizowano w Instytucie Matematyki Uniwersytetu Poznańskiego kurs kryptologii – chodziło o wyszukanie wyróżniających się w studentów, którzy włączyliby się w prace nad rozszyfrowaniem niemieckiej maszyny kodującej „Enigma”, uważanej za najdoskonalsze urządzenie tego typu. Wśród tych najlepszych byli: Jerzy Różycki, Marian Rejewski i Henryk Zygalski. Zaczęli pracować w zespole kryptologów w filii Biura Szyfrów Sztabu Głównego w Poznaniu, a od 1932 r. w Biurze Szyfrów Sztabu Głównego Wojska Polskiego w Warszawie (radiokontrwywiad wojskowy).
Wiosną 1937 r., podczas wycieczki do Francji, Jerzy Różycki poznał swoją przyszłą żonę, Marię Barbarę Majkę, która wówczas była nauczycielką w Państwowym Żeńskim Gimnazjum Krawieckim w Poznaniu. Dzieląca ich odległość powodowała, że pisali do siebie listy, pełne miłości czułości i humoru. Zachowało się kilkadziesiąt listów, które Jerzy pisał do ukochanej w latach 1937 – 1938 (niestety, nie były datowane). Dziś przedstawiamy dwa spośród nich.
Powiedziałaś „może” i wstąpiła we mnie nadzieja
Radosna, szczęsna, wielka miłość weszła do mej duszy i to było Drezno. I wtedy powiedziałaś „nie” i skurczyło się w bólu serce moje. A potem był Poznań i powiedziałaś „może” i wstąpiła we mnie nadzieja. Przychodziły listy Twoje ze Stobiernej, wtedy zdarłaś pierwszy paseczek z mego serca – bolało. Aż przyjechałaś do Warszawy i był ten wielki dzień naszych zaręczyn. I zdawało mi się nieszczęsnemu, że już jest dobrze. A tu przychodzą znów listy, co jak rozpalonym żelazem me serce piekły, i przyszedł list, żem zawył z bólu i nie wytrzymało serce, i napisałem prosząc, żebyś się uczciwie i nieodwołalnie wypowiedziała. Nadeszło to wielkie „tak”. List, który złotymi zgłoskami w mej duszy się wyrył. Znam go na pamięć. Teraz już byłem spokojny, byłem szczęśliwy. I nagle znów wydrapujesz ranę w mym sercu. Szaleństwo mię ogarnęło. Cierpienie gnało mię wczoraj wieczorem przez puste ulice miasta. Zwaliłem się, jak kłoda do łóżka i z otwartymi oczami przeżywałem swoje nieszczęście. Takiego cierpienia jeszcze wżyciu nie miałem i nie sądziłem nawet, że tak wielkie istnieć może. A nad ranem wstałem i zacząłem czytać Twe listy. I znów uśmiech powrócił. Toż z tych listów wyraźnie widać, że mię kochasz. Poza tym człowiek uczciwy, gdy raz dał słowo, gdy później to słowo nieprzymuszony powtórzył nie może, nie powinien się cofać dla głupich, błahych, urojonych przyczyn. I niemożliwe, żebyś mi mogła powiedzieć „nie”, byłoby to podłe, niskie, tak niepodobne do Ciebie. I wierzę Baśka, i z uśmiechem idę na dworzec, bo gdybym stracił tę wiarę, to przestałbym wierzyć, że masz Matkę, że istnieje dobro i piękno na świecie, że jest logika, że jest słońce, że jest Bóg…
Quo vadis Baśka?
Baśka kochana!
Jak możesz mieć wątpliwości co do naszego przyszłego szczęścia. Kocham Cię Baśka z każdym dniem więcej i nie chcę, żebyś była taka jak Hala czy inna, lecz taką właśnie, jak jesteś.
Dbaj o swoje zdrowie Basiu i nie stołuj się po restauracjach i nie wolno Ci już targać nerwów złymi myślami. Ja dzięki Tobie mam ostatnio świetne samopoczucie, wilczy apetyt i tak, jak Basia chciała, utyłem pewnie już 100 gramów!
Opiszę Ci dzisiejszy swój dzień, żebyś się zorientowała, jak żyję. 7.35 zrywam się gwałtownie z łóżka (zawsze umiem siłą woli oderwać się od przyjemności, jeśli mi tak obowiązek lub sumienie nakazuje, jak npsz. w sobotę 23.50), robię 15 minut gimnastykę i biuro. Godz. 15.30 obiad, potem odwiedziłem Heńka Zyg., który jest chory (zjadł ¼ kilo łososia żarłok). Godzinę pisałem pracę, potem kolacja, spacer i spać (bardzo dużo śpię ostatnio - 11 godzin na dobę). W międzyczasie rozmawiam z Tobą, myślę o Tobie – tęsknię. Za 10 dni znów Cię zobaczę.
Roznoszę Cię pocałunkami
Jurek
Jerzy Różycki zginął w katastrofie
Maria Barbara i Jerzy pobrali się 2 lipca 1938 r. w Rzeszowie, rok później w Warszawie urodził się ich syn Jan Janusz, w przyszłości szermierz, medalista olimpijski, malarz.
Po wybuchu wojny polscy kryptolodzy znaleźli się na terenie Francji, gdzie do 1943 r. kontynuowali swoją działalność, ściśle współpracując z wywiadami państw alianckich. Jesienią 1941 r. Jerzy Różycki popłynął do Algieru, aby rozszyfrowywać przechwycone depesze radiowe. Zginął w drodze powrotnej do Francji 9 stycznia 1942 r. - statek Lamoriciere, którym płynął, zatonął podczas sztormu na Morzu Śródziemnym w pobliżu Balearów.



