Instytut Pileckiego, we współpracy z powiatem wyszkowskim i gminą Somianka, upamiętnił Mieczysława Żemojtela, zamordowanego w obozie koncentracyjnym na Majdanku za pomoc Annie i Marianowi Kowalskim, żydowskiemu rodzeństwu, prawdopodobnie uciekinierom z warszawskiego getta. - Dziś Somianka jest świadkiem pięknego, wzruszającego wydarzenia. Upamiętniamy bohaterstwo człowieka, który przed laty mieszkał nieopodal miejsca, w którym się znajdujemy – podczas uroczystości, która odbyła się w czwartek 21 czerwca, mówił wójt Andrzej Żołyński.
Upamiętniono także Annę Kowalską, której niezłomna postawa prawdopodobnie ocaliła życie trzem pomagającym jej Polkom.
Historia Mieczysława Żemojtela i rodzeństwa Kowalskich (fragmenty tekstu napisanego przez Instytut Pileckiego)
W wyniku klęski w wojnie obronnej 1939 r. większość ziem polskich znalazła się pod okupacją niemiecką. W ramach polityki wyzysku gospodarczego zajętych terenów, niemiecka administracja przejęła nadzór nad ogromnym majątkiem Władysława Müllera w Somiance. Właściciel musiał przeprowadzić się do budynku rządcy, a pałac został zajęty na potrzeby niemieckiego zarządu „dóbr Somianka”. Nowym kierownikiem został Niemiec Karol Rubach. W gospodarowaniu miał go wspomagać polski zarządca Mieczysław Żemojtel.
Mieczysław Żemojtel urodził się w 1898 r. na Wileńszczyźnie. W okresie kształtowania się granic II Rzeczypospolitej działał na rzecz państwa - został za to odznaczony w 1933 r. Medalem Niepodległości przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Na początku lat 20. przeniósł się na stałe do Warszawy, założył rodzinę i pracował jako urzędnik w Pocztowej Kasie Oszczędności. W rodzinnych przekazach zachowała się informacja, że w początkowej fazie okupacji pomógł znajomej rodzinie żydowskiej dokonać zabronionych przez Niemców operacji finansowych. Za te działania miał zostać wyrzucony z pracy, dlatego też musiał zostawić w stolicy żonę z dwójką dzieci i wyjechać za pracą do nieodległej Somianki.
W 1941 r. w Somiance pojawiło się dwoje młodych Żydów, którzy zostali zapamiętani jako rodzeństwo – Anna (Hania) i Marian (Moniek) Kowalscy. Prawdopodobnie byli uciekinierami z warszawskiego getta. Z relacji świadków wynika, że Anna miała około 18-20 lat, Marian był nieco młodszy. Żemojtel przyjął ich do pracy, umożliwiając im w ten sposób legalny pobyt. Wielu pracowników wiedziało, że Anna i Marian to Żydzi. Oboje pomagali w pałacu i mieszkali na jego strychu lub w piwnicy.
Zeznanie Marianny Stępkowskiej:
„Mniej więcej w lecie 1941 roku do majątku przyszła młoda Żydówka, w wieku około 18 lat, wraz z młodszym od niej o około dwa lat bratem. Sprzątała ona podwórze, zamiatała korytarze i za to dostawała wraz z bratem jedzenie. Ja oraz Maria Krawczyk dawałyśmy jej odzież, a niejednokrotnie i jedzenie. Nie wiem, jak się nazywała. Ona mówiła, że nazywa się Nizińska Anna, a niektórzy ludzie mówili, że nazywa się Kowalska. Ja mówiłam do niej po imieniu – Andzia. Jej brata nazywaliśmy Marian”.
Gdy do Somianki zaczęły docierać informacje na temat kolejnych akcji eksterminacyjnych wymierzonych w ludność żydowską, Anna i Marian zaczęli się ukrywać.
Od października 1941 r. na terenie GG za pomoc Żydom obowiązywała kara śmierci. Mimo to Żemojtel nadal pomagał rodzeństwu. W akcję zaangażowane były również inne osoby pracujące w pałacu: dwie młode kobiety, Marianna Krawczyk i Marianna Stępkowska, oraz gospodyni pałacu Maria Kroczewska. Dostarczały one ukrywającym się żywność i ubrania.
W ostatnich dniach października 1942 r. do pałacu w Somiance przyjechało kilku żandarmów z posterunku w Wyszkowie. Prawdopodobnie w wyniku donosu dowiedzieli się, że przebywają tam Żydzi. Niemcy przeszukali budynek i złapali Annę, Marianowi udało się uciec. Torturami usiłowali zmusić dziewczynę do wskazania osób, które udzielały jej pomocy. Mimo okrucieństwa Niemców, ich ofiara pozostała niezłomna i nie wydała nikogo. Żandarmi zorientowali się, że nie dowiedzą się niczego od Anny – wobec tego podjęli decyzję o jej egzekucji. Dwudziestokilkuletni znany z brutalności żandarm Henrich Sichau i jego współpracownik wyprowadzili Annę bocznym wyjściem z dworu. Kilka metrów dalej została zastrzelona.
Postawa Anny w trakcie przesłuchania spowodowała, że Niemcy nie mieli podstaw do przeprowadzenia natychmiastowej egzekucji również na pomagających jej Polakach. Wobec tego polecili Żemojtelowi wezwać osoby pracujące w budynku – zakładali, że musiały wiedzieć o ukrywanych Żydach. Mieczysław przyprowadził do dworu Mariannę Krawczyk i Mariannę Stępkowską, uprzedzając je, że Anna, mimo tortur, nie powiedziała, że one jej pomagały. Po kolejnym przesłuchaniu całej grupy żandarmi wyjechali z Somianki, zaaresztowawszy Rubacha i Żemojtela. Niemiecki kierownik majątku został wkrótce wypuszczony, natomiast Żemojtel pozostał w areszcie w Wyszkowie. Około 10 listopada 1942 r. aresztowano również trzy kobiety pomagające żydowskiemu rodzeństwu, jednak dzięki niezłomności Anny Kowalskiej Niemcy nie mieli dowodów, że pomagały rodzeństwu, co najprawdopodobniej ocaliło im życie.
Czwórka aresztowanych została przetransportowana do Ostrowi Mazowieckiej, a następnie na Pawiak. Stamtąd przeniesiono ich do obozu koncentracyjnego na Majdanku (KL Lublin). Żemojtel trafił tam 13 marca 1943 r. W obozie przetrwał jedynie kilka dni – zginął już 19 marca. Rodzina o jego losie dowiedziała się dwa miesiące później. Aresztowane z nim kobiety zostały zwolnione z obozu pod koniec maja 1943 r. Przetrwały wojnę.
Zwłoki Anny Kowalskiej (według jednej z relacji) pochowano w pobliżu miejsca zbrodni. W 1958 r. zostały ekshumowane i przeniesione na Cmentarz Powstańców Warszawy. Marian Kowalski uniknął aresztowania. Jego los pozostaje nieznany.
Karol Rubach przyczynił się w 1944 r. do zamordowania prawowitego właściciela Somianki – Władysława Müllera. Sam zginął w okresie powstania warszawskiego.
Heinrich Sichau, żandarm odpowiedzialny za morderstwo Anny Kowalskiej i innych osób w rejonie Wyszkowa, stanął przed niemieckim sądem w latach 70. W 1979 r. postępowanie umorzono ze względu na jego stan zdrowia. Sichau zmarł w wieku 85 lat w 2003 r.
„Postępowanie […] Prokuratury Düsseldorf przeciwko podejrzanemu Sichau zostało na podstawie § 205 kpk zawieszone, ponieważ podejrzany nie jest w stanie uczestniczyć ani w przesłuchaniu, ani w rozprawie. Cierpi on […] na angina pectoris, hipertonię arterii i lekką cukrzycę. Według opinii lekarza powiatowego w Grevenbroich z 2 września 1975 roku, prof. dr. L. Seipela z 8 grudnia 1976 roku oraz dr. Schnelbacher z 5 lipca 1978 r. podejrzany Sichau nie może uczestniczyć w przesłuchaniu bez bezpośredniego zagrożenia dla życia i zdrowia. Stres związany z przesłuchaniem w każdej chwili może wywołać bezpośrednie niebezpieczeństwo ataku serca lub zawału. Dlatego też postępowanie należy umorzyć”.
Mamy wspólną pamięć
Mieczysław Żemojtel i Anna Kowalska to kolejne osoby upamiętnione przez Instytut Pileckiego w ramach programu „Zawołani po imieniu”. - Kiedy Niemcy mordowali nastoletnią Żydówkę, liczyli na to, że nie będziemy pamiętać już nigdy. Że nikt nigdy nie wspomni imienia, nie zapali świeczki, nie położy kamienia. A my dzisiaj robimy odwrotnie. I to jest sensem tego programu. Pamięć i szacunek – mówiła w Somiance dyrektor instytutu Magdalena Gawin.
- Mieczysław Żemojtel nie stosuje się do okupacyjnych zakazów i nakazów. Mówi: nie! Ania Kowalska, która miała może 18-19 lat, została skonfrontowana z czymś, co przerosłoby wielu z nas. Kiedy Niemcy weszli do majątku, pokazali jej trzy Polski i, bijąc, wymuszali zeznania, która z nich im pomagała. I robili to wielokrotnie. To ciągnęło się godzinami. Dziewczyna za każdym razem mówiła: nie wiem, nie pamiętam. Dzięki temu uporowi te trzy panie przeżyły. Chciałabym, żeby Andzia Kowalska była pamiętana nie tylko jako ofiara holokaustu, ale także jako bohaterka. Jesteśmy tutaj, żeby przywracać pamięć, ale też żeby cała wspólnota lokalna gromadziła się wokół tego niezwykłego przykładu heroizmu, bohaterstwa i człowieczeństwa.
Uroczystość była wielkim przeżyciem dla Mirosławy Koryckiej, jedynej wnuczki Mieczysława Żemojtela: - Moja dziś 100-letnia mama jest jedynym żyjącym dzieckiem Mieczysława i mojej babci Bronisławy. Poza mamą, babcia i dziadek mieli syna Tadeusza, który zginął w walce w czasie okupacji w Warszawie. Mój dziadek już wtedy nie żył.
- Co kierowało dziadkiem, gdy zdecydował się ukrywać w zarządzanym przez siebie majątku dwoje młodych Żydów? - zastanawiała się pani Mirosława. - Prawdopodobnie była to chęć uratowania życia niewinnych ludzi. Babcia próbowała ratować życie męża. Zgromadziła posiadane kosztowności, pieniądze i przekazała je komendantowi obozu. Wziął łapówkę, wiedząc, że dziadek już nie żyje. Do tej pory zamożna rodzina znalazła się w tragicznej sytuacji materialnej.
Instytutowi Pileckiego podziękowali starosta Wojciech Kozon i wójt Andrzej Żołyński.
- Wszyscy mamy świadomość, że losy cichych bohaterów, ludzi mieszkających w naszej najbliższej okolicy do dziś pozostają nieodkryte. Takim bohaterem był właśnie Mieczysław Żemojtel. Znajomość i pielęgnowanie lokalnej historii, najbliższej nam są bardzo ważne. Naszym wspólnym zadaniem jest jej upowszechnianie i przekazywanie – mówił starosta.
- Imię Mieczysława Żemojtela zyskuje dziś symbol odwagi i człowieczeństwa. Pokazuje, że kiedy drugi człowiek znajduje się w niebezpieczeństwie, potrafimy wznieść się ponad strach, by ratować to, co najważniejsze, czyli drugie życie. Dla wielu mieszkańców gminy Somianka imię i historia Mieczysława Żemojtela nie były szerzej znane. Dzięki tak ważniej inicjatywie Instytutu Pileckiego i programowi „Zawołani po imieniu” pamięć o tym człowieku pozostanie żywa już na zawsze. Miejsce, w którym dziś się znajdujemy, było świadkiem tych tragicznych wydarzeń sprzed 80 lat. Dziś staje się świadkiem zawołania po imieniu człowieka, który, nie zważając na niebezpieczeństwo, pomagał żydowskiemu rodzeństwu.
Do podziękowań przyłączyli się również posłanka Anna Maria Siarkowska, wicewojewoda Sylwester Dąbrowski i Artur Hofman, przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.
- Wzruszamy się tą inicjatywą. Przypomina, że w społeczeństwie polskim znajdowali się aniołowie. Dopóki człowiek jest człowiekiem, dokonuje właściwych wyborów, nawet w tym najtrudniejszym momencie. Jeśli nie może pomóc, nie pomaga, ale też nie wydaje, nie donosi. Jesteśmy razem, mamy wspólną pamięć i chcielibyśmy, żeby była również dobrze odczytywana w Europie i na świecie – mówił Artur Hofman.
Modlitwę przy pomniku, który stoi przy Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej poprowadzili rabin Icchak Rapoport i proboszcz parafii w Somiance ks. Wojciech Zyśk.