Pasja, bez której nie byłbym sobą

Od czytelników

Pasja, bez której nie byłbym sobą

25.01.2021
autor: Leszek Szczesny
Święto Babci i Dziadka to dobry moment nie tylko na laurki, życzenia i odwiedziny, ale też pochylenie się nad historią własnej rodziny. Warto porozmawiać z dziadkami o tym, jak dawniej wyglądało ich życie, ale też o ich dziadkach, czyli nieznanych nam przodkach.
O tym, dlaczego warto tworzyć drzewo genealogiczne w ostatnim, VII wydaniu „Zeszytów Wyszkowskich” (2018 r.) pisał Leszek Szczesny. Prezentujemy obszerne fragmenty.
 
Moja historia z genealogią zaczęła się dość dawno, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Od najmłodszych lat interesowało mnie, kim byli moi przodkowie i jak daleko wstecz mnie to zaprowadzi. Wychowałem się na wsi. w niewielkiej miejscowości Leszczydół-Nowiny pod Wyszkowem. Kiedy rodzice dużo czasu spędzali w polu, dziadkowie opiekowali się mną i moim bratem. Dawniej przeszłość przekazywano sobie słownie. Babcia Anna i dziadek Czesław bardzo dobrze znali dzieje swojej rodziny: swych rodziców, dziadków i jakie miejscowości zamieszkiwali oraz jakie wykonywali zawody. Ich odpowiedzi na moje pytania o przeszłość, rodziły wiele nowych pytań. Spędzanie dużo czasu z dziadkami opłaciło mi się, doskonale zapamiętałem ich opowieści. Dziadkowie w wolnym czasie odwiedzali swych krewnych, którzy również przychodzili do nich w odwiedziny. Ci krewni, bywało, mieli więcej informacji, w każdym razie z tych rodzinnych opowieści wszystko układało się w logiczną całość. 
Moi dziadkowie po niedzielnej mszy św. w kościele św. Idziego odwiedzali często cmentarz parafialny przy ul. Nadgórze, zachodzili na groby swych rodziców, szczególnie na grób moich pradziadków ze strony babci. Dziadek mawiał, że cmentarz jest takim ogrodem pamięci, o którym należy pamiętać i pomodlić się nad grobem zmarłych.
(…) Dożył wieku sędziwego. Z biegiem lat podupadł na zdrowiu. Zmarł w 1999 r., dokładnie 2 kwietnia w Wielki Piątek. Zanim odszedł na zawsze, zdążył przekazać nam dużą wiedzę o przeszłości rodziny (aczkolwiek nie wiedział o swoim pradziadku Franciszku, czyli trzy pokolenia przed swoim urodzeniem). Zdarzały się w niej nieścisłości, chociażby w datach urodzin jego sióstr, ale stanowiła przyczynek do podjęcia dalszych poszukiwań. Babcia była najmłodsza z rodzeństwa. Jej najstarszy brat urodził się w 1899 r., a do jej przyjścia na świat w 1921 r., rodziły się jeszcze inne dzieci, które zmarły. Odejście dziadka dało mi dużą motywacje do działania, by wygrać z czasem, zdobyć wiarygodne informacje o swoich przodkach.
Zacząłem od swojej obecnie ponad 96-letniej babci, następni byli krewni: m.in. brat stryjeczny dziadka – Wacław Szczęsny z Nowin oraz jego siostra cioteczna Irena z Sieczych. 
Z czasem opowieści rodzinne stały się dla mnie niewystarczające. Czynna aktywność w mojej przygodzie z genealogią zaczęła się od 2006 r. Najpierw zająłem się cmentarzem parafialnym przy ul. Nadgórze, a dokładnie grobami pradziadków ze strony babci i kuzynostwa mojego dziadka. Zdarzało się, że daty urodzeń i zgonów nie zgadzają o rok lub dwa. Wiązało się to z innym sposobem upamiętnienia zmarłego w zależności od zamożności rodziny. Dawniej stawiano zazwyczaj drewniane krzyże z napisem na krzyżu lub blasze, z czasem napisy na nich zatarły się. Najwięcej nieścisłości w datach było skutkiem II wojny światowej. Każdy starał się jakoś przeżyć, przesuwając pamięć o przodkach na dalszy plan. 
Postanowiłem zaczerpnąć też informacji z ksiąg parafialnych parafii św. Idziego w Wyszkowie. Posiadając podstawowe dane z nagrobków na cmentarzu, rozpocząłem poszukiwania. Bez problemu udostępniono mi księgi w kancelarii przy ul. Białostockiej, tam przy pomocy ksiąg: urodzeń, małżeństw i zgonów otrzymałem odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Przy tym dowiedziałem się, ile faktycznie rodzeństwa mieli dziadkowie, a nawet dużo więcej – poszerzyłem swoje wiadomości jeszcze o jedno pokolenie wstecz. Zmotywowany tymi odkryciami, coraz bardziej pogłębiałem swoje zainteresowanie genealogią.
Zebrane dane okazały się na tyle pomocne, że gdy rozmawiałem z babcią, stryjem dziadka i jego cioteczną siostrą o treściach zawartych w księgach, przypomniało im się wiele informacji i nazwisk. Wszystko coraz bardziej zaczęło do siebie pasować jak w układance. 
Zbiory ksiąg parafii św. Idziego w Wyszkowie za lata 1897 – 1915 pisane są w języku rosyjskim, po 1915 r. – już w języku polskim. Gdy Polska była w niewoli, w zaborze rosyjskim od1868 r. do 1915 r. językiem urzędowym był język rosyjski. Czytanie ksiąg pisanych w tym języku tylko z początku sprawia trudność. W księgach tych zapisywano dużo informacji m.in.: dokładne daty, nazwy miejscowości, wiek świadków i rodziców, zawody oraz miejscowość skąd pochodzili ich rodzice.
Kiedy zebrałem już dużo wiadomości i danych w Wyszkowie, udałem się do Archiwum Państwowego w Warszawie Oddział w Pułtusku. (…) W zasobach archiwum przechowywane są księgi: urodzeń, małżeństw i zgonów za lata 1874-1912. Zanim się tam udałem, przygotowałem zapiski, które sporządziłem z ksiąg parafii św. Idziego w Wyszkowie. Dowiedziałem się, że archiwum posiada swoja stronę internetowa z indeksem ksiąg, z numerami akt. Dzięki wyszukiwarce nazwisk zawartych w zasobie łatwiej znaleźć akta swoich prakrewnych, bez konieczności przeszukiwania całej księgi. Wszelkie aktualne informacje sa na stronie: www.warszawa.ap.gov.pl
Równie przydatna jest strona www.qenealodzy.pl , zawiera bardziej szczegółową bazę i zbiór zdjęć niektórych metryk z lat 1890 – 1912. 
Ważną sprawą dla poszukiwawcza jest posiadanie dużej mapy np. Mazowsza, aby można było znaleźć miejscowości, w których mieszkali lub do których nasi przodkowie, ponieważ zdarzało się, że niektóre z ich dzieci rodziły się w sąsiednich parafiach. 
Kolejne pomoce naukowe to: Słownik Królestwa Polskiego, zawierający w porządku alfabetycznym nazwy miejscowości, w tym: liczbę mieszkańców w danym roku, podstawowe opisy, wiadomości, liczbę budynków i areałów ziemi itp. Dużo danych zawierają również książki opisujące lokalne społeczności, np. Marii Żywirskiej Puszcza Biała. Jej dzieje i kultura czy Wincentego Szydlika Moja Osuchowa. Zawarte są w nich dane uzupełniające, np. jak powstawała dana wieś, kim byli pierwsi mieszkańcy, jakie nosili nazwiska i czym się zajmowali. 
Pomocne są też lustracje kościelne z wieku XVII i XVIII, z których można skorzystać w Płocku – w Archiwum Państwowym (ul. Kazimierza Wielkiego 9b), które ma zbiory ksiąg urodzeń małżeństw i zgonów z lat 1808 – 1874, oraz w Archiwum Diecezjalnym (ul. Abpa A. Nowowiejskiego 2), posiada dokumenty z lat 1696 – 1899. (…)
Wraz z pomocami naukowymi oraz Internetem znacznie powiększyła się liczba zebranych przeze mnie informacji. Najwięcej w moich badaniach wydarzyło się w roku 2010 i na przełomie lat 2011 i 2015. 
W 2010 r. wyjechałem do Bydgoszczy, mieszkałem tam od wiosny do jesieni, podejmując się różnych prac, z których najlepiej wspominam ostatnią przy renowacji zabytków. W Bydgoszczy mieści się Archiwum Państwowe, do którego udało mi się pójść kilka razy podczas przerw w pracy. Spotkałem tam Szczesnego z Chojnic, z którym rok wcześniej korespondowałem. Napisał mi, że posiada nasze całe drzewo genealogiczne. Jednak nie chciał mi udostępnić całości pracy (!), bo już tym hobby zajmował się 20 lat, a moja genealogia jeszcze raczkowała w tym czasie. Udzielił mi jedynie wskazówek, jak i gdzie szukać przodków. Kuzyn Szczesny miał na kilku arkuszach wszystkich wyrysowanych z główną linią Szczesnych z Mazowsza od 1587 r., zaczynając od Chojnic i później z wędrówką ich poprzez te różne miasta w następnych wiekach. Nie wszystko jeszcze miał dokładnie rozpracowane; u niektórych brakowało mu do pełnego udokumentowania albo daty zgonu, albo aktu urodzenia. Resztę informacji kuzyn pozyskał ze źródeł kronikarskich, spisu osób płacących tzw. podymne, lustracji i innych dokumentów trudnych do zdobycia, zachowanych w większości w bardzo złym stanie w konsekwencji użytkowania, złego przechowywania w czasie wojen lub kiedy były ukrywane. Dokumentów jest wiele, ale ich stan nie pozwala na przeglądanie. Czekają na digitalizację, czyli „wprowadzenie do pamięci komputera tradycyjnych, drukowanych lub rękopiśmiennych materiałów bibliotecznych lub archiwalnych w postaci danych cyfrowych metodą skanowania”. Mam nadzieję, że doczekam się rezultatów tych prac, choć wymaga to dużych nakładów finansowych, współpracy i zaangażowania wielu osób.
 
Pasja
E-mail od kuzyna Szczesnego z okolic Chojnic odmienił moje hobby, ciekawość przerodziła się w prace systematyczne, w tworzenie genealogii mojej rodziny. Postanowiłem tak zorganizować życie, dopóki jestem kawalerem i nie mam dużo obowiązków, by jak najwięcej czasu poświęcać genealogii. Oddawałem się swojej pasji całkowicie do czasu, aż poznałem moją przyszłą żonę – na jakiś czas musiałem odłożyć genealogię, ale jeszcze do niej powrócę.
Tego, co przyniesie nam przyszłość, nie znamy, ale najważniejsze jest to, co przeżyliśmy, bo tego nam nikt nie odbierze.
 
Taktyka działania
Kiedy świat był okryty białym puchem, mniej miałem do wykonania robót domowych i gospodarczych. Bardziej wypoczęty i rześko myślący, skupiałem się na genealogii i rozważaniach, jeździłem do różnych archiwów nawet kilka razy, jeśli czas pozwalał. Planowałem wszystko tak, by przy okazji wyjazdu załatwić różne sprawy, zakupić potrzebne urządzenia, co rekompensowało nieco koszty podróży. Zauważyłem, że zimą jest mniej interesantów w archiwach, co ułatwiało korzystanie z nich. Zdobyty tam materiał pozostawiałem do późniejszej analizy.
To taki sprawdzony system i patent na moją pracę. Zawsze kierowałem się wzajemną pomocą. Genealog nie pracuje przecież sam, tylko z innymi osobami o tym samym kierunku zainteresowań. Kiedy któryś z moich przyjaciół ma dzień wolny i jedzie do archiwum z listą aktów, metryk do wyszukania, zasięga rady innych, aby nie dublować aktów z ksiąg, ponieważ każde foto kartki z księgi ją niszczy niepotrzebnie, a materiał ma być pomocny w badaniach też kolejnych pokoleń. Księgi parafialne to nasze dziedzictwo i pamięć o naszych przodkach, bezcenne chwile uchwycone z przeszłości.
Każdy planowany z tygodniowym wyprzedzeniem wyjazd, pozwalał mi wiele rzeczy skorygować i zaplanować, a przede wszystkim zarządzać wspólnie z przyjaciółmi zakresem przeszukania i sfotografowania zasobu.
Początki genealogii były dla mnie trochę trudne, bo nie miałem dostępu do Internetu ani pomocy naukowych. Z czasem stało się to prostsze dzięki radom uzyskanym w Bibliotece Miejskiej w Wyszkowie, dzięki osobom poznanym na forach internetowych genealogicznych oraz dzięki osobom, u których przy herbatce notowałem informacje o interesujących mnie wydarzeniach, genealogicznie wraz z ramami czasowymi. Wiele z tych osób jest odeszło, ale można powiedzieć, że była to nasza wspólna praca, złożona ze wspomnień i okruchów życia. Mam tu na myśli osoby trochę dalej spokrewnione ze mną, a bliżej mojego dziadka Czesława i jego przyjaciół, z którymi spędzał czas niegdyś i mnie do nich zabierał w czasach mego dzieciństwa, na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Tych osób, w przedziale wiekowym 75-88 lat, pamiętających wydarzenia i uczestniczących w nich jako naoczni świadkowie, głównie mieszkańców powiatu wyszkowskiego, z nazwiska i imienia nie wymieniam, gdyż obiecałem im, że pozostaną anonimowi. 
Z tymi osobami miałem dobry kontakt też po śmierci dziadka Czesława w 1999r. Zanim odszedł na zawsze, udało mi się spisać to, co dziadek pamiętał, jego wspomnienia, jego słowami. 
To, co zapamiętałem z rozmów z dziadkiem i jego krewnymi, zmotywowało mnie, by z wielu wspomnień złożyć jedną całość. Doświadczenia z wielu podróży po Polsce i późniejsze założenie rodziny dało mi ogromne wsparcie duchowe, dzięki czemu powstaje to opracowanie.
Również sąsiedzi występujący w aktach metrykalnych mych przodków dostarczają ważnych informacji, ponieważ pozwalają lepiej odtworzyć wizualnie obrazy ówczesnej wsi. To są inspiracje do budowy mego gen drzewa. 
Przykładowo, śledząc losy chociażby rodziny, spośród której pan młody się żenił, można odnaleźć, skąd dana rodzina przybyła i czy dobrze się ze sobą znali, czy trzymali się gromadnie i tak migrowali. 
Wiele takich poszlak tworzy nowy trop i wykonując nową gałąź drzewa tej rodziny, którą chciałoby się dopisać, nie potrzeba cofać się, wypożyczając znów te same księgi. Tak właśnie postępowałem, należy kroczyć „raz przy razie”. Genealogia jest jak smaczny owoc, im powoli i dokładniej się nim delektujesz, tym większe uzyskujesz efekty i satysfakcję. (…)
Leszczek Szczesny
Na fot. Przykładowa metryka w języku polskim po 1915 r.
Kredico 2021
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość