W czasach mroku i ciemności

Wydarzenia

W czasach mroku i ciemności

14.03.2018
autor: Redakcja (opr.)
Rachela i Brucha Rubinowicz – to dwie Żydówki uratowane podczas II wojny światowej przez burmistrza Stanisława Wolskiego. Warto poznać ich dramatyczną historię. Oczami kilkuletniej Bruchy zobaczyć, co działo się w Wyszkowie na początku wojny. Rachela o swoich przeżyciach i wdzięczności dla rodziny Wolskich opowiedziała z dłuższej perspektywy czasu, w wieku 60 lat.
 
Zyskała miano „ducha życia”
Jedną z uratowanych przez Stanisława Wolskiego Żydówek jest dziś 85-letnia Brucha Rubinowicz. Po wojnie przeprowadziła się do Izraela, gdzie nadal mieszka.
W 1947 r. w Łodzi, mając 14 lat, opowiedziała swoją historię jednej z organizacji pomagających Żydom. Publikujemy obszerne fragmenty jej wspomnień z czasów wojny.
 
Łódź, 2 kwietnia 1947 r., rejestrator: Genia Pilkes
Rubinovitch Brucha
Urodzona w Wyszkowie 24 grudnia 1933 r.
Imię ojca: Yosef, imię matki: Chaya Blawotnik
Zawód ojca: kuśnierz
Rodzeństwo do czasu okupacji: trzy siostry, starszy brat. Wszyscy członkowie rodziny zostali zabici podczas ewakuacji, z wyjątkiem jednej starszej siostry.
Miejsce zamieszkania przed okupacją: Wyszków; podczas okupacji: Wyszków, Getto Wołomin, później w miejscowości Powsin (za Warszawą), Wilanów, Rembertów, Sulejówek; po wyzwoleniu: Łódź, zakład dla dzieci
 
Brucha Rubinowicz opowiada
Przed wojną nasze życie było bardzo dobre. Nie wiedziałam, czym jest wojna, po prostu myślałam, że pojedziemy z jednego miejsca do drugiego i że pojawi się powódź ludzi, którzy opuszczą jedno miasto do drugiego. Nie wyobrażałam sobie, że coś złego może mi się przydarzyć, ponieważ miałam wspaniałych rodziców.
Matka i ojciec byli bardzo zdenerwowani. Kiedy zbombardowali miasto Wyszków, wszyscy ukryliśmy się w piwnicy. Dzieci nie przejmowały się niczym, ale obserwowały ogniska, w których paliły się domy.
Kiedy mój ojciec wyszedł i zobaczył, jak pali się całe miasto, zaczęliśmy biec, a potem przekroczyliśmy most. Przez rzekę Bug był tylko jeden most, więc zostawiliśmy wszystkie nasze rzeczy i zaczęliśmy biec przez las. Staraliśmy się trzymać z daleka od ludzi, aby spróbować chronić się. Trzymałam się sukienki mojej matki i płaszcza mojego ojca. Byłam przerażona, że uciekną ode mnie.
Kiedy bombardowanie trochę się uspokoiło, matka zabrała mojego najstarszego brata, a ponieważ most już nie stał, zapłacili, by przeprawić się małą łodzią. Na razie nasz dom wciąż stał. Mama wzięła coś do jedzenia, a potem wróciła do nas i powiedziała, że wszyscy wrócimy jutro, aby znowu zamieszkać w naszym domu. Moja starsza siostra Rachel nie chciała czekać do następnego dnia i postanowiła sama wrócić do domu. Nastąpiło nagle straszliwe bombardowanie i moja siostra nie wróciła. Wszyscy byliśmy bardzo przestraszeni. Matka martwiła się, że ojciec chciałby pójść z moją siostrą – Niemcy byli już wtedy w Wyszkowie. Tak więc matka wzięła mnie, a trójka dzieci pozostała na brzegu wraz z ojcem. Matka i ja przeprawiłyśmy się łodzią przez rzekę i poszłyśmy poszukać mojej siostry.
To był gorący dzień we wrześniu, a gdy Niemcy bili ludzi i krzyczeli, rozdzielali mężczyzn, kobiety i dzieci. A jeśli matka lub ojciec nie chcieli oddzielić się od dziecka, zabili rodzica na miejscu.
Byłyśmy zdecydowane znaleźć moją siostrę. Po drodze spotkałyśmy kobietę i spytałyśmy ją, czy widziała młodą dziewczynę o ciemnych włosach i czarnym płaszczu. Kobieta odpowiedziała: „Tak, widziałam ją”. I wskazała na spalone dziecko leżące martwe w pobliżu drzewa. Matka zapłakała gorzko i wzięła mnie za rękę. To nie była moja siostra. Wciąż miałyśmy nadzieję, że znajdziemy ją gdzieś żywą. Poszłyśmy do naszego domu, a tam była moja siostra. Nie mogę opisać naszej radości po tylu trudnych dniach. W domu już nie było niczego. Zaczęłam błagać matkę, abyśmy wróciły do ojca. Nie mogłam już patrzeć na zmarłych, ani na dłonie, stopy i głowy, które krążyły wszędzie po drodze.
W ciągu kilku dni przeniesiono nas transportem do Wołomina i tam się osiedliliśmy. Pewnego dnia matka i siostra wzięły trochę rzeczy i pojechały do Wyszkowa, żeby je sprzedać. Czternastoletni polski chłopiec rozpoznał, że moja matka jest Żydówką i pobiegł, by powiedzieć gestapo. Żandarmi z psami przyszli poszukać mojej matki. Kiedy ją znaleźli, zrobiła się biała jak kreda i zemdlała. Siostrze udało się uciec do Wołomina. Zabrali rzeczy mojej matce i ją aresztowali. Drugiego dnia strasznie ją pobili, po czym ją puścili. Kiedy wróciła do domu, była jak nieżywa.
Matka nie chciała znowu sprzedawać rzeczy. Siostra i ja poszłyśmy, bo nie wyglądałyśmy na Żydów. Z Wyszkowa przynosiłyśmy kwaśną śmietanę, masło, ser i inne potrawy. Sprzedawałyśmy je w Wołominie. Nawet gdy handel był dobry, nadal żyliśmy słabo. Ojciec nie mógł pracować, a matka bała się wyjść. 
Byłam poważna. Zrozumiałam, że odpowiedzialność za utrzymanie rodziny spoczywa na mnie. Nic mnie nie interesowało – żadnych gier i dzieci. Miałam wtedy siedem lat.
Tak było do roku 1940. Była jesień. Nie pamiętam dokładnego miesiąca, ale pamiętam, że na zewnątrz było już zimno. Ludzie gromadzili się w grupach i dyskutowali, jak to będzie w getcie, że zabiją wszystkich lub że wszyscy umrą z głodu. Nie bardzo wiedziałam, co to znaczy. Czym jest getto? Kiedy zobaczyłam ogrodzenie z drutu, zrozumiałam, że to zamknięte więzienie, z którego nie można było odejść. Bardzo się przestraszyłam. 
Uznałam, że muszę zarabiać pieniądze. Zrobiłam dziurę w drutach i wyszłam na drugą stronę. Nosiłam listy wewnątrz getta i po aryjskiej stronie. Byłam bardzo zwinna i wszyscy chwalili mnie za pracę. Nigdy nie kupiłam niczego dla siebie, nigdy nie jadłam sama.
 
Stanisław Wolski
(…)
Kiedy wróciłam, zastałam wszystkich w wielkim zamieszaniu – w naszym domu i w całym mieście. Wszyscy mówili, że za około dwa dni Niemcy otworzą getto i ewakuują wszystkich Żydów. To było w roku 1941, w październiku. Żydowska policja powiedziała wszystkim, że nadchodzą tragiczne dni. Matka i ojciec kazali mi uciec i spróbować ratować siebie. Ojciec dał mi swój złoty zegarek jako pamiątkę i powiedział, że jego życie nie jest nic warte, ale najważniejsze było to, żebym przeżyła.
(…)
O szóstej następnego ranka zaczęła się straszna strzelanina. (…) Wtedy postanowiłam ratować się zgodnie z życzeniami rodziców. W tym momencie nie myślałam, że pozostanę przy życiu. Było dużo strzelaniny, przeskakiwałam trupy. Zsunęłam kłujące przewody, rozdarłam ręce, podarłam płaszcz i pończochy i przeskoczyłam przez przewody. Poszłam na dworzec kolejowy. Miałam 10 złotych, kupiłam bilet i postanowiłam udać się do Wyszkowa, do Polaków, o których wiedziała moja matka. Wysiadłam z pociągu i pojechałem do przedwojennego burmistrza miasta, przyjaciela mojego ojca. Powiedziałam mu, co stało się z moimi rodzicami i wszystkimi innymi, którzy byli z nami w domu i powiedziałem, że jestem teraz sama. 
Mąż nazywał się Stanisław Wolski, a kobietą była Nisa Wolska. Mieli czworo dzieci – chłopca w wieku 18 lat, drugiego syna w wieku 16 lat i dwie dziewczynki, jedną w wieku 15 lat i drugą 12. Karmiłam zwierzęta, gęsi, trzy kurczęta. Powiedzieli, żebym nie rozmawiała z nikim, ponieważ można było odkryć, że jestem Żydem. Byłam bardzo samotna, myślałam tylko o moich rodzicach i tych, którzy już nie żyli. Miałam tylko poważne myśli, nie byłam jak inne dzieci. Byłam już w stanie trochę czytać, nauczyłam się, żona burmistrza dawała mi książki do czytania. Czasami najmłodsza córka przychodziła do mnie i pomagała z krowami. W deszczowy dzień było trochę trudniej, siedziałam pod szafką i czytałam historie.
Pewnej nocy, kiedy już spałam, drzwi się otworzyły i weszła dziewczyna o blond włosach. Poczułam, zanim zobaczyłam, że to moja siostra. Mój gospodarz i jego żona pozwolili mojej siostrze spędzić ze mną noc i dać jej trochę jedzenia. Ale nie mogła już tu zostać, moi gospodarze bali się ją zatrzymać. Siostra dowiedziała się, że polska dziewczyna w tym samym wieku, co ona, została wysłana do pracy przymusowej do Prus i że nie chciała jechać, więc moja siostra zdecydowała się pójść na jej miejsce.
Byłam bardzo samotna i nienawidziłam życia. Jedna myśl utrzymywała mnie, że mam siostrę, i jeśli przeżyjemy, będziemy razem.
Krążyły pogłoski, że sąsiad, który pomógł Żydowi, został zamordowany. W innej wiosce, gdzie również ukrywali Żydów, wieśniacy byli karani. Mój gospodarz i żona Frau Wolska przestraszyli się i bali się mnie zatrzymać. Więc Frau Wolska zabrała mnie do swojej siostry we wsi Powsin koło Wilanowa.
 
Narażali swoje życie
Fragmenty wniosku Racheli Rubinowicz o nadanie Stanisławowi i Wincentynie Wolskim medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Urodziłam się w dniu 18 marca 1927 roku w mieście o nazwie Wyszków.
 
Burmistrz Pan Stanisław Wolski i jego żona Wincentyna byli bardzo lubiani (użyto słowa „kochani”) przez całą ludność żydowską, w szczególności przez moich rodziców. Często bywali jako goście w naszym domu.
Jak wybuchła II-ga wojna światowa Pan Wolski zrezygnował z zajmowanej przez siebie pozycji i nie miał ochoty na współpracę z Niemcami. Był sam bardzo schorowany i zrozumiał dobrze, kim byli niemieccy mordercy. Miasto zostało spalone i zburzone, podobnie budynek burmistrza został spalony, a on sam ze swoją rodziną liczącą 6 osób mieszkali w zapuszczonej szopie. Oczywiście my zostaliśmy bez dachu nad głową i rozpoczęliśmy wędrówkę.
Nadszedł czas, gdy Żydzi pozostawieni żywi w mieście po wprowadzeniu okupacji niemieckiej i ocaleni z pierwszej fali morderstw popełnionych na Żydach zostali skoncentrowani w Getcie Wołomin Sosnówka, w tym też i my.
Kiedy udało się nam opuścić getto i nielegalnie dotrzeć do Wyszkowa, oczywiście poszliśmy do burmistrza, który przyjął nas z otwartymi rękoma, oni podzielili się z nami jakimkolwiek pożywieniem i wszystkim, co mieli, chociaż sami zamieszkiwali w ubóstwie i w nędznej chacie. Pomimo tego pomagali nam i narażali swoje życie. Zwłaszcza burmistrz Wolski i jego żona i, co zrozumiałe, jego dzieci, które podążały za przykładem rodziców i gotowały nam pożywienie.
Nie mogliśmy przebywać tam za długo, ponieważ mieli sąsiada, który należał do Volksdeusche i gdyby się dowiedział, iż burmistrz nas ukrywa, z pewnością przekazałby go Gestapo, i wówczas my wszyscy zostalibyśmy zamordowani. Mimo tego Pan Burmistrz i jego rodzina narażali swoje życie, jak tylko to było możliwe.
Po zlikwidowaniu getta w Wołominie udało mi się nadal żyć i wędrowałam pomiędzy wsiami. W mieście Wyszkowie byłam znana przez mieszkańców i chociaż zdołałam dotrzeć do burmistrza, pomógł mi on na ile mógł, okresowo okrywając i karmiąc.
W 1943 roku miałam dość życia i powiedziałam burmistrzowi Wolskiemu, iż idę zgłosić się na Gestapo. Pan Wolski nie chciał tego słuchać i powiedział: „Jak długo ja żyję, nie pozwolę ci tego zrobić” i ze wszystkim swoimi siłami będzie mi pomagać. Powiedział, iż ja i moja siostra, która się ukrywała, musimy pozostać pomiędzy żywymi. Z jego wsparciem zdołałam ukrywać się w kilku miejscach, aż do momentu, kiedy poprzez jego pomoc dostałam polskie chrześcijańskie dokumenty, z którymi mogłam wyjechać do Niemiec na przymusowe roboty.
(…)
Pan Wolski i jego żona wysyłali mi do Niemiec paczki z żywnością i odzieżą oraz pozostawali ze mną w ciągłym kontakcie. W Niemczech pracowałam przy produkcji amunicji i broni. Praca była bardzo ciężka i dzięki wsparciu od Pana Wolskiego oraz dlatego, iż moja siostra była bezpiecznie ukryta, miałam siłę to wszystko w Niemczech przetrzymać.
Pragnę stwierdzić, iż Pan Wolski dokonał tego wszystkiego i w zamian nie otrzymał żadnej finansowej rekompensaty oraz też żadnego świadczenia z naszej strony. Robił to wszystko jedynie z powodu, iż nas kochał, był przyjacielem Żydów z miasta. To samo tyczy się jego dzieci. Pamiętam, iż zanim zostaliśmy zamknięci w getcie, ojciec zaprowadził nas do Pana Wolskiego i powiedział nam, iż rodzina Wolskich będzie naszymi drugimi rodzicami. Ojciec miał przeświadczenie, iż ja i moja siostra Bracha pozostaniemy żywe z pomocą Pana Wolskiego i jego rodziny.
(…)
Ja i moja siostra Bracha pragniemy nagrodzić Pana Wolskiego jego żonę tytułami Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata i dać okazję ich córkom posadzenia drzewka o imieniu Stanisław i Wincentyna WOLSCY. Realizując to, podziękujemy córkom i ich rodzicom za wszystko, co dla mas zrobili w czasach mroku i ciemności.
Obszerniejsze fragmenty opowieści sióstr w najnowszym wydaniu Nowego Wyszkowiaka, już w sklepach i kioskach.
 

Film Weroniki Chworak, wysłany na konkurs Centropy.
 
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Odwiedź naszą stronę www Pobierz najnowszą gazetkę promocyjną Odwiedź nas na facebooku
Odwiedź naszą stronę www Pobierz najnowszą gazetkę promocyjną Odwiedź nas na facebooku
Odwiedź naszą stronę www Pobierz najnowszą gazetkę promocyjną Odwiedź nas na facebooku

Sonda

Kto, Twoim zdaniem, wygrał debatę kandydatów na burmistrza?
(Materiały z debaty na naszej stronie www i naszym kanale YT)
21.82% (199 głosów)
28.95% (264 głosów)
7.24% (66 głosów)
7.68% (70 głosów)
34.32% (313 głosów)
manhattan