Spotkanie z panią Felą (foto)

Wydarzenia

Spotkanie z panią Felą (foto)

08.07.2019
autor: Elżbieta Szczuka
Ciekawe spotkanie z p. Felicją Nadolską-Juchnowicz, mieszkanką Nowej Zelandii, w której znalazła się pod koniec października 1944 r. jako tzw. tułacze dziecko, odbyło się 28 czerwca w Urzędzie Miejskim w Wyszkowie.
 
Spotkanie, w którym uczestniczyli przede wszystkim wyszkowscy seniorzy i zastępca burmistrza Aneta Kowalewska, odbyło się z inspiracji Elżbiety Zacharzewskiej, która poznała panią Felicję w ub. roku i była pod ogromnym wrażeniem jej osoby. A poznała dzięki Klaudynie Matejko-Kulasińskiej, u której w trakcie pobytu w Wyszkowie zatrzymuje się pani Fela.
Główną bohaterkę spotkania i przybyłych powitała pełnomocnik burmistrza ds. senioralnych Anna Lidia Stępkowska.
O pani Felicji, jej wojennej drodze i związkach z Wyszkowem opowiedziała Klaudyna Matejko-Kulasińska. - Czujemy się zaszczycone tak miłym przyjęciem – rozpoczęła. - Pani Fela jest osobą prywatną, która znała moją mamę. Fela przyjeżdża do Wyszkowa od 2008 r. i ma nadzieję, że w przyszłym roku też przyjedzie.
- Naturalnie, że przyjadę – wtrąciła pani Felicja.
- Fela urodziła się w Lublinie. Kiedy nastąpiły wywózki z Kresów wschodnich, przebywała poza domem rodzinnym, u cioci w Tarnopolu. I w 1940 roku z ciocią i jej synkiem została wywieziona na Syberię. Przebyła znaną państwu gehennę. Również moja babcia, ciocia i mama przebyły taką drogę, ale były wywiezione z innego miasta. Potem Fela została oddana pod opiekę osób, które mogły wyjść z Rosji w 1944 roku. Ponad 700 dzieci, przeszło 100 opiekunów poprzez Persję, Indie (Bombaj) trafiły do Nowej Zelandii. Fela z moją mamą poznały się w obozie polskich dzieci w Pahiatua. Tu polskie dzieci miały możliwość uczenia się wg polskiego, przedwojennego programu. Miały też lekcje angielskiego. Fela była w jednej klasie z moją mamą. Z tym, że moja mama miała to szczęście, że miała do kogo wrócić po wojnie – bo moja babcia wróciwszy z Rosji wszczęła poszukiwania swoich córek i odzyskała swoje dzieci. Mama wróciła do Polski na Boże Narodzenie 1947 r., natomiast Feli nikt nie poszukiwał i została w Nowej Zelandii. Tam dokończyła swoją edukację; po zakończeniu działalności obozu dla polskich dzieci poszła do katolickiego gimnazjum, gdzie uczyła się w jęz. angielskim, potem skończyła kolegium nauczycielskie i uczyła w szkole. Jej mąż Wacław też był tułaczym dzieckiem. Fela wrosła w Nową Zelandię, jest obywatelką NZ, ale czuje się z Polską związana.
- Jestem szczęśliwa, że mogę być w Polsce – wzruszonym głosem pani Felicja (świetnie mówi po polsku) dziękowała za przekazane jej przez panią burmistrz pamiątki. – Jestem Polką! Do śmierci.
Podkreśliła, że Polacy mieszkający w Nowej Zelandii kultywują polskie tradycje, uczą polskiej historii. Wszystkie jej dzieci (ma czworo) były w Polsce. Wnuki mają polskie paszporty.

Najlepsza lekcja historii
Mama pani Klaudyny odnowiła kontakty z panią Felą na początku XXI w. - Pani Elżbieta Zacharzewska przyczyniła się do tego, żeby przed kilku laty napisać wspomnienia o moich rodzicach (publikowaliśmy je w NW – red.) 
- Z 20 lat temu przeczytałam książkę Hanki Ordonówny „Tułacze dzieci”, wydanej w 1948 r. w Bejrucie pod pseudonimem Weronika Hort, opisującą gehennę polskich dzieci, i zachłysnęłam się tą historią – opowiadała Elżbieta Zacharzewska. - Przypomniałam sobie, że pani Jadzia, mama pani Klaudyny, wspomniała kiedyś, że była w raju, w Nowej Zelansii. Zaciekawiłam się tym i zaczęłam zgłębiać te losy. Choć pani Jadzia za bardzo nie lubiła wspominać. Potem pani Klaudynka wspomniała, że do Wyszkowa przyjeżdża pani Fela… To najlepsza lekcja historii, spotkanie z osobą, która to wszystko przeżyła.
Potem była okazja do indywidualnych rozmów z panią Feliksą, organizatorzy częstowali też czereśniami – ulubionymi owocami pani Feliksy.
MajsterPlus728x240
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość

Najczęściej komentowane

Zitcom