Kampania antynowotworowa (sfinansowano ze środków EPL)
Jesteś ostatni. Po Tobie nikt nam nie został (foto)

Wydarzenia

Jesteś ostatni. Po Tobie nikt nam nie został (foto)

30.07.2020
autor: Sylwia Bardyszewska
Kpt. Marian Czajkowski, ps. Dym, żołnierz oddziału partyzanckiego Jana Kmiołka zmarł w niedzielę 26 lipca. Miał 89 lat. - Żegnamy Cię z bólem serca, wiemy, że jesteś ostatni. Po Tobie nikt nam nie został. W niebie trzeba, żeby kpt. Marian Czajkowski stanął w niebieskim szeregu, z orzełkiem lśniącym na czole. Tam też trzeba polskich bohaterów - zmarłego żegnał ks. Tomasz Trzaska.
 
Marian Czajkowski należał do powojennego podziemia antykomunistycznego jako członek Narodowego Zrzeszenia Wojskowego, był członkiem oddziału Jana Kmiołka ps. „Wir”, więźniem katowni UB. Po przemianach demokratycznych w Polsce działał na rzecz upamiętnienia braci Jana i Franciszka Kmiołków. W 2009 r. za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz środowisk kombatanckich został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Uroczystość pogrzebowa śp. Mariana Czajkowskiego odbyła się w czwartek 30 lipca i miała charakter wojskowy. Mszy św. w sanktuarium św. Rodziny przewodniczył ks. proboszcz Kazimierz Wądołowski.
Wzruszające, osobiste kazanie wygłosił kapelan Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, wyszkowianin ks. Tomasz Trzaska. - Jedni mają powołanie do życia małżeńskiego, inni kapłańskiego, zakonnego, ktoś może wieść życie samotne. Ale są też szczególne rodzaje powołań. Jednym z najbardziej szlachetnych jest powołanie do służby Ojczyźnie, często kosztem najbliższych albo własnego życia - zauważył.
Ks. Tomasz zwrócił się do zmarłego: - Wokół Twojej trumny stoi Wojsko Polskie, a na ich beretach orzeł lśni. Jak kiedyś stali obok Ciebie przyjaciele z konspiracji z Janem Kmiołkiem i Stanisławem Kowalczykiem, tak dzisiaj stoją wokół Twojej trumny żołnierze Wojska Polskiego, młodzież ze szkoły im. Armii Krajowej, członkowie Związku Piłsudczyków, Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Związku Żołnierzy AK. Są ludzie, którzy pamiętają Twoją ofiarę, tamte czasy, ale też którzy pamiętają, co było potem, gdy skończył się bój, gdy trzeba było cierpieć na sali sadowej, w więzieniach. Cierpieć za to, że kochałeś Polskę. Są ci, którzy spędzili z Tobą długie lata, Twoja małżonka Krystyna. Żyłeś życiem trudnym, ciężkim. Nie tylko dlatego, że czasy były ciężkie. Kiedy wyszedłeś z więzienia usłyszałeś od jednego z sąsiadów: gdybym cię teraz zabił, nikt by mi nic nie zrobił, bo jesteś polityczny, nic nie znaczysz. Ale wytrwałeś na drodze powołania, także jako mąż, ojciec, dziadek.
Marian Czajkowski doczekał się pięciorga dzieci i dziewięciorga wnuków. Ks. Tomasz poznał go podczas wizyty kolędowej. W kartotece jeden z księży podczas wcześniejszych wizyt napisał: „Bohater narodowy”. - Zapytałem, skąd ten wpis. Pokazałeś mundur, czapkę, opowiedziałeś o swoich przeżyciach. Wychodząc, spojrzałem na Twojego 10-letniego wnuka Łukasza. Powiedziałem: może jeszcze nie rozumiesz, ale chciałbym, żebyś zapamiętał, że ksiądz wychodził od was wzruszony i dumny. Łukasz stanął niemalże na baczność i powiedział: mój dziadek jest żołnierzem niezłomnym.
Ks. Tomasz przypomniał słowa Mariana Czajkowskiego: „Polski trzeba bronić na tyle, ile się da! Jak się polegnie za Ojczyznę, to nie będzie jakimś złem. Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej, że mogłem tam wtedy być.” - Nie złorzeczyłeś za cierpienie, ale dziękowałeś. Jak mówiła „Inka”, zachowałeś się, jak trzeba. Ale i wobec Ciebie ludzie zachowywali się, jak trzeba. Byłeś pobłogosławiony wspaniałą rodziną. Wokół Ciebie gromadzili się uczniowie, społeczność.
O tym co, spotkało Jego oraz żołnierzy wyklętych Marian Czajkowski opowiadał podczas licznych spotkań z młodzieżą. - I zawsze miałeś jedno słowo na ustach: Polska – podkreślił ks. Tomasz. - Żegnamy Cię z bólem serca, wiemy, że jesteś ostatni. Po Tobie nikt nam nie został. W niebie trzeba, żeby kpt. Marian Czajkowski stanął w niebieskim szeregu, z orzełkiem lśniącym na czole. Tam też trzeba polskich bohaterów. Twoje życie to dla nas wzór: że Bóg, że Polska, że Rodzina.
Mariana Czajkowskiego pożegnał również proboszcz parafii św. Rodziny: - Człowiek wyjątkowy, kochający Ojczyznę, ale przede wszystkim Boga. Panie Marianie, zostanie po Tobie puste miejsce w kościele. Dziękuję Panu Bogu, że w naszej parafialnej wspólnocie był ktoś taki, jak Ty. Do zobaczenia w krainie żyjących. 
W uroczystości wzięła udział asysta honorowa Wojska Polskiego z garnizonu w Ostrowi Maz. Obecne były również poczty sztandarowe Światowego Związku AK, Związku Narodowych Sił Zbrojnych, Szkoły Podstawowej nr 5 im. Żołnierzy AK oraz delegacja Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Ks. Tomasz Trzaska odczytał listy od wiceprezesa Instytutu Pamięci Narodowej Krzysztofa Szwagrzyka i dyrektora Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL Jacka Pawłowicza.
Marian Czajkowski spoczął w rodzinnym grobie na cmentarzu parafialnym przy ul. Białostockiej. Rodzina pożegnała Go ze łzami w oczach, wojsko - salwą honorową. Zabrzmiała melodia „Śpij kolego”…
Karolina Puchalska
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość