Dziesięć lat bez Profesora

Wydarzenia

Dziesięć lat bez Profesora

07.08.2017
autor: Elżbieta Szczuka
7 sierpnia 2017 r. minęła 10. rocznica śmierci Ludwika Maciąga – wybitnego malarza, autora ilustracji książkowych, projektów znaczków pocztowych, gobelinów, partyzanta, miłośnika koni, honorowego obywatela Gminy Wyszków, szlachetnego, mądrego człowieka, wielkiego patrioty. Jego imię nosi sala konferencyjna na III piętrze miejskiej biblioteki, a w holu można obejrzeć kilka pięknych akwareli Profesora.
Prawie 30 lat ostatnich lat życia prof. Ludwik Maciąg mieszkał w podwyszkowskim Gulczewie. Przedtem ponad 20 lat mieszkał w Wesołej. 12 lipca 2007 r. otrzymał tytuł honorowego obywatela Gminy Wyszków. 
Urodził się 13 lipca 1920 r. w Krakowie. Jego ojciec był artylerzystą armii austro–węgierskiej, matka była Chorwatka. Ojciec brał udział w I wojnie światowej. Z francuskiej niewoli wrócił do Polski w 1919 r., wraz z armią gen. Józefa Hallera. Ludwik miał dwóch starszych braci: Józefa (1914-1943) i Ottona (1918-2000, malarza, grafika, ceramika, walczył na froncie zachodnim, po wojnie został w Anglii).
W 1922 r. rodzina Maciągów przenosi się do Białej Podlaskiej, zamieszkuje w koszarach 9 Pułku Artylerii Lekkiej. Od wczesnych lat wszyscy mówili, że Ludwik będzie malarzem - po maturze chciał studiować na ASP, ale wybuchła wojna. 
Był zbyt młody, by walczyć w kampanii wrześniowej, chociaż próbował. Pierwsze konspiracyjne kontakty nawiązał dzięki najstarszemu bratu. Józef, oficer wojska polskiego, zaczął organizować w mieście ruch oporu. Kiedy wyjechał za granicę (jako cichociemny był zrzucony w Serbii), Ludwik przejął jego konspiracyjny pseudonim „Sas”. W 1942 r. rozpoczął konspiracyjną podchorążówkę. Wiosną 1944 r. wstąpił do oddziału partyzanckiego AK „Zenon”, był w plutonie zwiadu konnego (- Na 300 ludzi w oddziale tylko ja byłem okularnikiem, to piętno inteligenta niepożądanego w partyzantce - wspominał). Brał m.in. udział w akcji osłonowej wydobycia z Bugu i przerzutu do Anglii pocisku V2. Wtedy pierwszy raz zabił człowieka: - Likwidowaliśmy Niemców, którzy szukali pocisku. Po raz pierwszy strzelano do mnie i po raz pierwszy ja strzelałem. 
Zaraz po wojnie ukrywał się przed NKWD – w Janowie Podlaskim  pracował jako leśniczy oraz masztalerz w stadninie koni. W 1945 r. rozpoczął studia na ASP w Krakowie, potem przeniósł się do Warszawy. W latach 1950-1990 był wykładowcą w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, uzyskał tytuł profesora zwyczajnego. Przez jedną kadencję, w latach 1969-1972, był dziekanem wydziału malarstwa.
W latach 50., aby nie malować socrealistycznych obrazów, zajmował się ilustracją książek. Ilustrował chociażby „Bajki” Adama Mickiewicza, „Kopciuszka” Janiny Porazińskiej czy „Lassie, wróć!” Erica Knighta. Zrezygnował z tego zajęcia, kiedy tematy historyczne i animalistyka nie podobały się ówczesnym władzom, a w zamówieniach stopniowo eliminowano kolor.
- Kiedy zorientowałem się, że została mi tylko kreska i podrzędna literatura, zrezygnowałem. Nie chciałem plasować się na pozycji rysownika i tylko rysownika.
Wielką miłością Profesora były konie. Do końca życia jeździł konno, szczególnie ukochał konie arabskie. Ta miłość ma odzwierciedlenie w jego malarstwie. Konie w ruchu, z rozwianymi grzywami, w różnorodnych ujęciach, bałaguły. 
- Propagandzie PRL udało się zdegradować konia do czegoś podrzędnego w sztuce – mówił ze smutkiem. - Obrałem drogę konia, by uciec od pułapek, jakie zastawiał na mnie socrealizm. Ogłosiłem, że maluję konie; tylko one i trochę historia były moim światem. Historia była nie ta, i jeszcze byłem w nie tej partyzantce.
 
Artysta i człowiek
Aktorka Magdalena Stużyńska poznała Profesora w 2006 r. w wyszkowskiej bibliotece: - Profesor był mężczyzną, który nikogo nie pozostawiał obojętnym, miał niesłychany pierwiastek męskości, który jest poza wiekiem i poza wszystkim. Taka siła i twardość charakteru połączona z niezwykłym ciepłem. 
Prof. Stanisław Baj, malarz: - Dzięki swej postawie, niepokornej naturze malarz Ludwik Maciąg wymykał się krytykom i wszelkim schematycznym opiniom. Nie pasował do ogólnie przyjętych trendów. Taka droga twórcza ma jednak swoją cenę – jest naznaczona osamotnieniem, brakiem zrozumienia. 
Wieńczysław Pyrzanowski, malarz: - Ludwik Maciąg kontynuował najlepsze tradycje polskiego malarstwa. Zachowywał się w swoim życiu twórczym jak najwięksi mistrzowie i poszedł własną drogą. Miał świadomość własnej wartości, bolało go niedocenienie. Dlatego proszę wszystkich, żebyście wszędzie, gdzie możecie,  mówili o Ludwiku Maciągu, wielkim polskim artyście, właściwie prawie nieznanym.
Prof. Ludwik Maciąg zmarł w Gulczewie rankiem 7 sierpnia 2007 r., 16 sierpnia został pochowany w Warszawie-Wesołej na cmentarzu przy kościele św. Opatrzności Bożej. W ostatniej drodze odprowadzał go tłum ludzi. Przed kościołem stał, z żałobną wstążką na szyi, jego 23-letni ogier Eos. 
Prezydent RP pośmiertnie odznaczył Ludwika Maciąga Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Zainteresowanym życiem i twórczością Profesora polecamy znajdujący się w miejskiej bibliotece album „Maciąg”, wydany w 2008 r. przez wydawnictwo PUBLICUS.
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Mrówka grudzień2 2017
ITAMED
ITAMED