Czy Sylaba zostanie w Hutniku? (foto)

Wydarzenia

Czy Sylaba zostanie w Hutniku? (foto)

04.06.2020
autor: Sylwia Bardyszewska
Trudne rozmowy na linii Sylaba – dyrekcja Hutnika. Chodzi już nie tylko o obniżenie etatów instruktorkom, ale też przyszłość rewii: czy nadal będzie jedną z artystycznych form domu kultury, czy może już prywatną działalnością. Chodzi o prawo do decydowania w kwestiach organizacyjnych zespołu. - Prawo do Sylaby jest głęboko w pani – na wtorkowym spotkaniu do założycielki rewii Ireny Zdunek zwróciła się zastępczyni burmistrza Aneta Kowalewska. - Musicie się państwo zastanowić, czy chcecie się tym prawem podzielić, czy chcecie mieć je na wyłączność.
 
W spotkaniu z rodzicami i instruktorkami Sylaby wzięli udział radni miejscy, kierownictwo urzędu miejskiego i Hutnika. Rozpoczęło się od odpowiedzi dyrektora domu kultury na pytania i wątpliwości zadawane w przestrzeni publicznej przez rodziców.
Podkreślił, że nie zwolnił instruktorek Sylaby. Pracę straciła jedna osoba, której w sierpniu wygasa umowa o zastępstwo. - Prawie wszystkim pracownikom domu kultury zaproponowałem zmianę warunków, co podyktowane jest wyłącznie czynnikami finansowymi - zapewnił Mariusz Kowalski. W okresie epidemii przychody ośrodka spadły do zera i wciąż nie wiadomo, kiedy będzie mógł ruszyć pełną parą. Przedstawione pracownikom nowe warunki to zmniejszenie wymiaru pracy i wynagrodzenia:
ognisko muzyczne: 88 uczestników, 5 instruktorów - zawieszone umowy cywilnoprawne
koło plastyczne: 132 uczestników, 1 instruktor + 0,5 etatu instruktorskiego - zawieszona umowa cywilnoprawna + zredukowana umowa o pracę
studio wokalne: 48 uczestników, 0,5 etatu instruktorskiego - zredukowana umowa o pracę
Sylaba: 150 uczestników, 2,5 etatu instruktorskiego - zredukowanie umowy o pracę. Po redukcji teoretycznie pozostaje 1,75 etatu, ale 1 etat należy do osoby przebywającej na długotrwałym świadczeniu. Katarzynie Janus pozostaje 20 godz. tygodniowo, Irenie Zdunek - 5 godz. (plus 5 godz. na studio piosenki). To godziny wyłącznie na prowadzenie zajęć.
Pięć etatów pozostaje nieruszonych, o co pytał Adam Szczerba. To etat chroniony wiekiem przedemerytalnym, etat dyrektora, etat instruktorki Sylaby przebywającej na innym świadczeniu. Na pozostałe etaty składa się troje pracowników obsługi i księgowa.
Mariusz Kowalski zaprzeczył informacjom, jakoby Sylaba miała być zlikwidowana: - Nie rozważałem likwidacji jakiejkolwiek stałej formy ośrodka, zakładam natomiast ograniczenie aktywności. Będą miały na to wpływ czynniki ekonomiczne i epidemiczne. Nie chcę likwidować, natomiast w tym momencie robimy 2 kroki do tyłu, żeby nie zderzyć się z tą lokomotywą. W jakiej perspektywie czasowej? Nie wiem, nikt nie jest w stanie tego powiedzieć.
Zdaniem rodziców, nie wprowadzając w czasie epidemii zajęć online, dyrektor naraził Hutnik na straty finansowe.
- To nieprawda, że zabroniłem zajęć online - wyjaśniał Mariusz Kowalski. - Przyjęte zostało rozwiązanie wprowadzenia tzw. postojowego, co od razu pozwoliło zaoszczędzić ok. 7 tys. zł. Zasada ta została przyjęta dla wszystkich form działania ośrodka. Nigdy nie zabroniłem aktywności w sieci. Z inicjatywy pracowników ośrodka takie zajęcia były zresztą prowadzone. Nie wyraziłem natomiast zgody na pracę zdalną. Organizacja zajęć online wiązałaby się z utrzymaniem pracowników w pracy, a co za tym idzie wypłacaniem ich wynagrodzenia w pełnej wysokości. Niewyobrażalne byłoby pobieranie opłat za tego typu zajęcia. Nie mieszajmy pracy online z pracą zdalną.
- Można tak zmienić warunki pracy i płacy, że osoba, której się je wręcza, nie przyjmie ich - skomentował Mariusz Marszał, jeden z przedstawicieli rodziców. - Czy pan wziął pod uwagę, że ta kadra może zrezygnować i pan tego już nie odbuduje?
- Zamieniamy się w sąd pracy. Myślałem, że będziemy rozmawiali o zakresie godzinowym zajęć, a państwo w ogóle o tym nie mówicie. Skupmy się na dzieciach - skomentował Grzegorz Nowosielski.
- Żadna inna sekcja nie wnosi tyle, co Sylaba, która jest marką światową. Pan dyrektor doprowadził do tego, że kadra instruktorska może nie przyjąć tej zmiany. Kto dalej poprowadzi rewię? - dopytywał Mariusz Marszał.
- Wmawianie dzieciom, że są najlepsze i nic więcej się nie liczy, nie jest wychowawcze - skomentował burmistrz.
W trudnej sytuacji znalazły się inne wyszkowskie zespoły artystyczne, np. Młodzieżowa Orkiestra Dęta OSP. W ramach konkursu dla organizacji pozarządowych otrzymała od gminy 75 tys. zł. - Jest w długach, grozi jej widmo zwrócenia dotacji, ponieważ nie jest w stanie wypracować wkładu własnego, przez pandemię nie ma możliwości zarabiania - wyjaśniła naczelnik wydziału promocji Edyta Wittich.
Zmiany czekają również szkoły. - Jestem po spotkaniu z rodzicami SP2, którzy walczą o to, żeby nie łączyć ich klas. Musimy to zrobić, bo budżet szkoły się nie zamknie - mówiła Aneta Kowalewska.
 
Odcięcie pępowiny
Mariusz Kowalski chce, by od września zajęcia Sylaby odbywały się w niezmienionym wymiarze czasu. Planuje przejąć obowiązki organizacyjne, a odpłatność za zajęcia w całości ma wpływać do kasy ośrodka. Obecnie składka wynosi 70 zł, z czego 30 zł wpływa do kasy Hutnika.
- Zaproponowane przeze mnie działania ograniczające działalność ośrodka, w jak najmniejszym stopniu mają dotknąć dzieci. Liczba zajęć tanecznych nie zostanie uszczuplona - podkreślił dyrektor. - Deklaruję chęć dalszej współpracy, ale na ściśle określonych warunkach.
Rodzice i instruktorzy mają wątpliwości co do organizacyjnej roli dyrektora Hutnika: - Stroje, programy, wyjazdy? Pan to na siebie weźmie? - dziwili się. 
Tak wywiązała się dyskusja na temat przyszłości Sylaby: jej funkcjonowania w Hutniku lub poza nim, ramach stowarzyszenia lub fundacji.
- Mam wrażenie, że państwu w takiej formule jest za ciasno, chcecie decydować o wszystkim, co związane jest z Sylabą - zauważył burmistrz. - Macie państwo prawo, ale pod warunkiem, że będzie poza domem kultury. Nie może być tak, że dyrektor będzie brał odpowiedzialność, a decydowało będzie stowarzyszenie, rada rodziców czy inna nieformalna grupa. Albo Sylaba będzie sekcją w ramach trzeciego sektora i trenować będzie w tych samych obiektach (tak, jak Bug nie jest właścicielem stadionu), albo w ramach domu kultury, ale to dyrektor będzie decydował, kto będzie świadczył usługi. Instruktorzy muszą skupić się na warstwie artystycznej, cała technika i finanse należą do dyrektora.
- Nie chcemy za nikogo decydować - zapewniła Patrycja Ogrodzińska - ale, jako rodzice, chcemy mieć wpływ, kto opiekuje się naszymi dziećmi. Rewia to nie jest tylko taniec. To historia, którą rozpoczęła pani Irena i chcemy, żeby to trwało.
Zdaniem radnego Dariusza Glinki, Sylaba powinna rozważyć funkcjonowanie poza strukturą Hutnika: - Państwo chcecie utrzymania poziomu, podczas gdy warunki miasta są ograniczone. Jest państwa presja, żeby wchodzić w buty dyrektora. Na państwa miejscu zastanowiłbym się nad odcięciem pępowiny, założeniem własnej fundacji.
Zdaniem Ireny Zdunek powodem zmian wcale nie jest epidemia i finanse. - Po 36 latach zaproponowano mi ¼ etatu za 880 zł brutto. 5 godzin na zajęcia wokalne, a ja mam 41 wokalistów. Solista płaci 100 zł, zespół - 70 zł. Przy 5 godzinach wiadomo, że zostawiam 5 solistów. Będzie pan miał 500 zł. Jeśli zostawiłby mi pan 40, to ile by pan miał? - zwróciła się do dyrektora.
- Państwo nie rozumieją, czym jest Sylaba, mówiąc, że nasze dzieci są wywyższane. Naszym zdaniem jest deprecjonowana. Jeśli przez zwolnienia instruktorów chcą państwo powiedzieć, że Sylaba ma odejść z Hutnika, to proszę nam o tym otwarcie powiedzieć. Czy pan dyrektor zna się na wychowaniu dzieci, funkcjonowaniu rewii, żeby wchodzić w to tak głęboko? - pytała przedstawicielka rodziców Ewelina Kowalczyk. - Czujemy się przez państwa oszukiwani, nikt z nami nie rozmawia. Czy Sylaba nie jest cennym skarbem dla pana dyrektora? Czy pan wykorzystał wszystkie środki, żeby nie zwalniać pracowników?
 
Żaden dyrektor nie spełni oczekiwań
Burmistrz zauważył, że komunikacja działa w dwie strony: - Zmieniali się dyrektorzy Hutnika, poprzednicy odchodzili na bazie konfliktu z Sylabą.
Najpierw był miesiąc miodowy, potem było źle. Ten dyrektor jest trzeci. To już któraś rada rodziców, która twierdzi, że rewia jest niedoceniana. Państwo sami stawiacie się poza domem kultury. Żaden dyrektor nie jest w stanie spełnić państwa oczekiwań. Nikt państwa z domu kultury nie wypycha, ale jeśli państwo zostajecie, to podlegacie pod pewne warunki.
Irena Zdunek zauważyła, że zespół pracuje wg rocznego planu zatwierdzonego przez dyrektora, to dyrektor podpisuje umowy, np. na wynajem autokarów. - Jakby nie chciał, to by nie podpisał. Gdzie jest nasza samowola? - pytała. - Pan płaci nam pensję, ale kostiumy, wyjazdy, nagrania, choreografia, rekwizyty – to wzięli na siebie rodzice. Jedyne, o co prosimy, to zostawcie nasze pensje, z resztą sobie poradzimy. My nie jesteśmy problemem. Przykro mi to wszystko słyszeć po 36 latach pracy w ośrodku. To są dzieci z Wyszkowa, zespół jest z Wyszkowa. Jestem w wieku emerytalnym. Jeśli pójdę na emeryturę, to czy pan mnie zatrudni?
- Ja podtrzymuję ¼ etatu - zapewnił Mariusz Kowalski.
- Pani stworzyła piękny, autorski projekt – do Ireny Zdunek zwróciła się Aneta Kowalewska. - Prawo do Sylaby jest głęboko w pani. Musicie się państwo zastanowić, czy chcecie się tym prawem podzielić, czy chcecie mieć je na wyłączność.
- To mój autorski projekt - przyznała Irena Zdunek. - Zostałam ściągnięta do Wyszkowa, żeby taki zespół zrobić. I ja to realizuję. Dajcie, żebyśmy robili swoje. Jeśli pani mówi, że pan dyrektor ma prawo zatrudniać ludzi do mojego autorskiego projektu, to na jakiej podstawie? Czy on funkcjonuje źle? Czy możemy spotkać się po środku? Na ten jeden rok podniesie nam pan składkę, ale czy na ten jeden rok można zostawić etat dla Sylaby i tak go podzielić, że ja zostanę na ¼ etatu, ale żeby było pół etatu dla pani Oli? Serce mi pęknie, jeśli mam wybrać 5 wokalistów w studiu piosenki. Wole powiedzieć im, że przerywamy na rok, a te 10 godzin poświęcić Sylabie? Czy pan by się na to zgodził?
Padła propozycja spotkania za dwa tygodnie, by porozmawiać o rozwiązaniach zarówno doraźnych, jak i przyszłościowych.
- Na czas pandemii oferta dyrektor jest zamknięta. O czasach po pandemii możemy spotkać się i rozmawiać - zastrzegł jednak burmistrz.
- To po co mamy się spotkać za te 2 tygodnie? - pytali rodzice.
- Nie ma sensu się spotykać, bo nic się nie zmieni. Z państwa strony nie ma żadnej woli dyskusji, nie ma żadnego postępu. Nie ma o czym dyskutować.
MajsterPlus728x240
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Zitcom
Zitcom