Bo jest policjantem, a ja jestem nieważna?

Wydarzenia

Bo jest policjantem, a ja jestem nieważna?

29.09.2016
autor: Sylwia Bardyszewska
- pyta nasza czytelniczka oburzona sposobem załatwienia przez policję zgłoszonej przez nią interwencji i skargi. Zaczęło się od konfliktu z sąsiadem, który, jak twierdzi kobieta, nerwowo reaguje, gdy dzieci zbyt głośno się bawią. Sąsiad odbija piłeczkę, uważa, że to dzieci mu dokuczają. A policja poucza… - To po co ja poszłam na komendę? Jaki jest wynik mojej interwencji? – skarży się czytelniczka.
Do interwencji w jednym z bloków przy ul. Sowińskiego wracamy po dwóch latach. - Po tamtym artykule było trochę spokoju, ale potem znowu się zaczęło – mówi nasza czytelniczka. Znowu skarży się na to samo: na sąsiada, który, delikatnie mówiąc, w niekulturalny sposób zwraca się do dzieci bawiących się przed blokiem: – Jak to dzieci przed blokiem, hałasują, wołają mamę, żeby coś zrzuciła przez okno, grają. To osiedle bloków, tu dzieci nie mają swoich podwórek – podkreśla nasza czytelniczka. - To trwa od lat. Sytuacja się powtarza, a policja nie chce z nami współpracować, jest nieobiektywna, bardziej broni sąsiada. Nie ma na tych państwa żadnego wpływu. Jest wręcz odwrotnie, atak na nas. 
Po jednej z awantur nasza czytelniczka udała się na komendę policji, do dzielnicowego. Okazało się jednak, że dzień wcześniej na komendzie pojawił się sąsiad. Poskarżył się i na dzieci, które kopią piłkę w drzwi i używają wulgarnych słów, i na sąsiadkę, której zwrócił uwagę, ale spotkał się z agresywną reakcją. Przyznał jednak, że często pracuje na nocne zmiany, po których musi odespać w dzień. Potrzebuje więc spokoju. 
- Dzielnicowy powiedział, że to moje dzieci bawią się na ulicy, dokuczają sąsiadowi, niszczą mu drzwi. Inna sąsiadka z kolei twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca – podkreśla nasza czytelniczka. – Jak dzieci coś niszczą, to sama zwrócę im uwagę, nie jest tak, że nie widzę, kiedy one robią coś złego. Ale jak dorosłemu coś się nie podoba w zachowaniu dziecka, to powinien przyjść do rodziców, zwrócić uwagę, a nie dziecko wyzywać. Mam spokojnie patrzeć, jak ktoś wyzywa moje dzieci? To już bawić się im nie wolno?
Czytelniczka skarży się na bierność policji: - Dzielnicowy powiedział mi, że niczego nie musi. To po co ja poszłam na komendę? Jaki jest wynik mojej interwencji? Co zrobiła policja? Czy dzielnicowy w ogóle robił jakiś wywiad środowiskowy, czy rozmawiał z sąsiadami? Chcielibyśmy, żeby policja tak zadziałała, żeby ten pan dał już święty spokój. Nie zależy nam na żadnych karach czy czymś takim, tylko żeby był spokój.
Koniec końców nasza czytelniczka na skargę udała się do zastępcy komendanta policji. Po jakimś czasie złożyła skargę pisemną, w której zarzuca dzielnicowemu zlekceważenie zgłoszenia, odmowę spisania protokołu z wizyty, wykonania czynności w terenie, „brak zainteresowania krzywdą obywateli, w tym przypadku dzieci”, „stronniczość oraz brak obiektywnego spojrzenia na sprawę bez weryfikacji jakichkolwiek poszlak i dowodów”, „potraktowanie jej nie jako osobę poszkodowaną działającą w imieniu pokrzywdzonych i pomawianych małoletnich dzieci, a wręcz przeciwnie”.
Spodziewała się wezwania, by przed rozpatrzeniem skargi funkcjonariusze zapoznali się z jej relacją zaistniałej sytuacji. Otrzymała jednak odpowiedź, że w opinii zwierzchników dzielnicowego postępowanie skargowe nie wykazało uchybień w jego czynnościach. 
Policja odpiera zarzut lekceważenia: „Wizyta Pani potraktowana była jako interwencja i została odnotowana  w policyjnych systemach informatycznych, sposób zakończenia – pouczono” – czytamy w odpowiedzi. Pouczono, bo… dzielnicowy pouczył obie strony: naszą czytelniczkę, a dzień wcześniej jej sąsiada. Byłby to dowód, gdyby któraś ze stron chciała wystąpić do sądu z powództwa cywilnego. To oczywiście wiązałoby się z kosztami dla skarżącego.
Według wyjaśnień policjanta w czasie Pani wizyty i rozmowy z dzielnicowym nie zlekceważył Pani zgłoszenia, wysłuchał Panią i dokładnie omówił możliwości załatwienia tej sprawy” – czytamy dalej w odpowiedzi na skargę. – „Nie chciała Pani w tym dniu złożyć zawiadomienia na Pani sąsiada. Stwierdziła Pani, że musi się zastanowić i jeżeli się zdecyduje, wówczas przyjdzie do komendy i złoży takie zawiadomienie. Policjant stwierdził również, że nie był stronniczy, zainteresował się Pani problemem, rozpatrzył go obiektywnie i bezstronnie, wskazał sposób dalszego postępowania”. 
- Policja nie dała mi nawet możliwości wypowiedzenia się, konfrontacja powinna być. Dlaczego dano wiarę policjantowi? Bo jest policjantem, a ja jestem nieważna? – skarży się nasza czytelniczka.
- W przypadku niejasności skargi osoba składająca jest wzywana do uzupełnienia, ale ta skarga była jasna i oczywista – uważa zastępca komendanta podinsp. Zbigniew Zięcina. – Poza tym pani była wcześniej na komendzie, rozmawiała ze mną, zastępcą naczelnika wydziału prewencji. Chcieliśmy od razu przyjąć, spisać skargę, ale pani powiedziała, że musi się zastanowić.
MajsterPlus728x240
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Zitcom
Odwiedź naszą stronę www Odwiedź nas na facebooku Pobierz najnowszą gazetkę promocyjną