ZABRODZIE: O Borkowskich z Młynarzy (foto)

Powiat

ZABRODZIE: O Borkowskich z Młynarzy (foto)

10.08.2018
autor: Elżbieta Szczuka
Coraz więcej rodzin poszukuje swoich korzeni. Nie ma z tym problemu  rodzina Borkowskich z Młynarzy. Mają pięknie opracowaną, bogato okraszoną zdjęciami, kronikę rodu. Co kilka lat odbywają się zjazdy rodzinne.
 
Początek to rok 1915. Wtedy w kościele w Dąbrówce związek małżeński zawarli dwudziestoletni Władysław Borkowski z Grądów (parafia Wyszków) i osiemnastoletnia Anna Redlin z Dręszewa. Kupili ziemię i osiedlili się w Młynarzach. Tu, w odstępie dwuletnim, przyszło na świat ich dwanaścioro dzieci: 6 chłopców i 6 dziewczynek (jedna zmarła w wieku 4 lat).
Anna Borkowska była krawcową, ale też przędła, wyrabiała materiały na krosnach. Szyła na maszynie Singera, którą otrzymała w wianie od rodziców. Lubiła śpiewać, opowiadać różne historie.
- Tata był rybakiem, kupcem, wodniakiem – opowiada Wacław Borkowski, najmłodszy syn Anny i Władysława, rocznik 1935, który pozostał na ojcowiźnie. – 30 lat pracował na Bugu jako rybak, wybierał też żwir z rzeki. Miał własną łódkę – bata.
Dla mniej zorientowanych bat to duża, drewniana łódź o długości powyżej dziesięciu metrów i szerokości do dwóch metrów. Bat służył dawniej do przewozu ludzi, towarów, a przede wszystkim piasku. Napędzany był przy pomocy wioseł pychowych i żagla rozprzowego. 
Łódka Władysława Borkowskiego była zarejestrowana w Wyszkowie pod numerem 13301. Zachowała się tabliczka z numerem, przybita do ganku domu w Młynarzach.
- Tata i jego dwaj bracia kacerzami wybierali żwir, wozili do Wyszkowa, a z Wyszkowa podwodami żwir wożony był na budowę betonowej drogi Warszawa – Białystok. Kacerz to coś w rodzaju durszlaka na długim kiju – tłumaczy pan Wacław. – Zgarnia się nim podłoże, a potem odsiewa żwir. Bat służył też ojcu do przewożenia przez Bug konia z wozem, krowy. To była jego praca. 30 lat na tej wodzie siedział i ryby łapał, i rodzinę utrzymywał.
Po 1945 r. Władysław zdecydował się wyjechać na Ziemie Odzyskane. Razem z nim pojechało kilkoro dzieci.
- Po wojnie nie było za co się wziąć, była bieda i pojechał na kilka lat do Wrocławia – wspomina pan Wacław. – Zajmował się tam rzeźnictwem, ale dręczyły ich podatki. Ostatecznie on i jego trzech synów poszło pracować na wodę. Bazę mieli w Malczycach k. Wrocławia. Ale umęczony, sterany przeszedł na rentę i wrócił do Młynarzy. Tu zmarł w 1956 r., miał 61 lat. Część dzieci pozostało we Wrocławiu, mieszkają tam do dziś.
- Moja mama Irena nie pojechała – dopowiada Jan Ślendak, wnuk Władysława i Anny. – W 1939 r. wyszła za maż za Władysława Ślendaka, kolejarza, syna rolnika i zamieszkała w Lipinach. A tatę poznała, bo pracował na bacie u dziadka. Mój tata zmarł w 1956 r., osierocił pięcioro dzieci, ja miałem wtedy 4 lata.
Nie wyjechał też syn Kazimierz Borkowski, który przez kilkanaście lat był kościelnym w kościele św. Idziego w Wyszkowie.
Z tamtych lat zachował się domek, teraz już przeznaczony do rozbiórki, przerobiony podczas wojny z obory. Tu mieszkała i zmarła w 1984 r. Anna Borkowska.
- Wychowali 11 dzieci – mówi o rodzicach Wacław Borkowski – ale biedy takiej nie było, jak bywało u gospodarzy. Jednego roku była susza i kartofle nie urosły, to gospodarze drobniutkie kartofle obierali. Ale zboże obrodziło. A u Borkowskich był chleb, mięso, ryby – szczupak, miętus, węgorz, sarny, zające, kuropatwy. Bo ojciec jeszcze był myśliwym. Jedzenia było w bród, jeszcze matka częstowała tych, którzy przyszli.
W starym domu stoi kuchnia węglowa, na niej mający 90 lat żeliwny garnek. Był tu też warsztat pana Wacława – pozostała maszyna do szycia butów, maszynka do obcinania butów, prawidła.
– Robiliśmy z żoną kapcie: dla dzieci i dorosłych. Bambosze, klapki. Warsztat został , ale nikt nie chce go wziąć – mówi pan Wacław.
Jeden z synów Anny i Władysława, mieszkający we Wrocławiu Jan, zainicjował rodzinne spotkania. W Młynarzach bywał każdego lata i pewnego razu zaproponował zjazd rodzinny w Młynarzach. Ukonstytuowała się rada rodu, pierwszy zjazd, a było ich już pięć, odbył się w 1994 r.  Dzięki dociekliwości i pracowitości Jana powstała również ogromna kronika rodu Borkowskich z Młynarzy.
Do dziś żyje troje dzieci Anny i Władysława – mieszkają w Radzyminie, Wrocławiu i Młynarzach – Wacław. A z tego rodu wywodzi się ponad 200 rodzin.
AK Finanse 728x90 (23.10.2019)
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
SOMIANKA: Pierwsze absolutorium

SOMIANKA: Pierwsze absolutorium

Wójt Andrzej Żołyński jako pierwszy z włodarzy w powiecie, 27 maja, otrzymał absolutorium za 2015 r. Dochody gminy zostały wykonane prawie w 100% i wyniosły 31.074.310 zł, wydatki to kwota 29.845.099 zł, co stanowi prawie 97% planu.
zobacz więcej
RZĄŚNIK: Gmina zwróci, ale chce wyegzekwować zwrot

RZĄŚNIK: Gmina zwróci, ale chce wyegzekwować zwrot

Jak już informowaliśmy w Nowym Wyszkowiaku, gmina dąży do tego, by firma Viatelecome poniosło koszty samowolnej zmiany 150 anten na inne, tym samym zmieniając technologię odbioru Internetu. – My zwrócimy te koszty – zapowiada wójt – ale od nich będziemy chcieli wyegzekwować zwrot.
zobacz więcej
SOMIANKA: Ścieki droższe chociaż z dopłatą

SOMIANKA: Ścieki droższe chociaż z dopłatą

O 1,09 zł wzrośnie opłata za metr sześcienny ścieków odprowadzanych do gminnej kanalizacji. Podwyżka będzie, mimo że rada gminy podjęła decyzję o dopłacie w wysokości 2 zł do metra.
zobacz więcej
BRAŃSZCZYK: Dopóki zna i pielęgnuje swoje obyczaje

BRAŃSZCZYK: Dopóki zna i pielęgnuje swoje obyczaje

Piękna i ważna uroczystość odbyła się 22 marca w Szkole Podstawowej w Trzciance. Spotkali się na niej najmłodsi i najstarsi mieszkańcy wsi, by wspólnie przypomnieć sobie wielkanocne zwyczaje. Jednym z nich jest przygotowywanie własnoręcznie palm oraz wiosennych stroików świątecznych. Na ogłoszony przez szkołę gminny konkurs wpłynęło 112 prac – 44 palmy, które wykonali starsi uczniowie i 68 stroików – dzieł najmłodszych. Wszyscy laureaci otrzymali dyplomy i sympatyczne pluszowe świąteczne zajączki.
zobacz więcej
Zitcom
Zitcom