DŁUGOSIODŁO: Zasłużony dla gminy, regionu, województwa (foto)

Powiat

DŁUGOSIODŁO: Zasłużony dla gminy, regionu, województwa (foto)

02.08.2016
autor: Ewa Elward
Profesor Henryk Samsonowicz w Długosiodle otrzymał medal „Pro Masovia”. Wyróżnienie przyznał marszałek Adam Struzik na wniosek wójta Stanisława Jastrzębskiego w uznaniu wybitnych zasług i całokształtu działalności na rzecz rozwoju województwa mazowieckiego. 
Marszałka reprezentował radny sejmiku wojewódzkiego Marian Krupiński, który wraz ze Stanisławem Jastrzębskim wręczył medal „Pro Masovia” prof. Henrykowi Samsonowiczowi, który jest honorowym obywatelem gminy Długosiodło. W spotkania uczestniczyli także m.in. prof. Adam Dobroński z Uniwersytetu w Białymstoku, dr Jerzy Kijowski, historyk z Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego, wójt gm. Kadzidło Dariusz Łukaszewski, dr Jan Mirończuk i Marek Niewiadomski z ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego, prezes Związku Kurpiów Mirosław Grzyb i dr Stanisław Pajka.
Zebrani dyskutowali o Kurpiowszczyźnie. Przypominali czasy średniowieczne, ale i te niezbyt odległe, które pamięta m.in. prof. Samsonowicz. 
– To jeden z najpiękniejszych zakątków Mazowsza – o Puszczy Zielonej mówił Marian Krupiński. – Biedny, jeśli chodzi o gleby, ale bogaty za sprawą ludzi, pracowitych i wyjątkowo utalentowanych.    
Należy pamiętać, że Kurpie byli niezwykłym ludem – nie szlachta, nie chłopi, wolni ludzie, żyjący w niełatwym warunkach, z prawem do noszenia broni i chętnie z niego korzystający, ceniący niezależność i trudniący się leśnymi zawodami.
 
Dlaczego kłaniam się Kurpiom?
– Kurpiowszczyzna przypomina mi najwspanialszy okres w dziejach Rzeczpospolitej Obojga Narodów – zauważył Henryk Samsonowicz. Nawiązał do osadnictwa na terenie gminy, które było bardoz różnorodne, co widać po nazewnictwie. Wśród nazw miejscowości znaleźć można słowiańskie, jak Wólka czy Długosiodło, ale i wynikające z migracji ludności, np. Jaszczułty czy Prabuty (bałtyjskiej), Chorchosy (holenderskiej), Blochy (pruskiej). Tak zróżnicowane społeczeństwo żyło raczej zgodnie. W Długosiodle od pocz. XIX w. żyła duża grupa żydowska, jak opisał ją profesor, „warszawskie Nalewki przy niej były niczym”. Miejscowości są nasycone historią, np. ulica Czwórki nazwę wzięła od czworaków, budynków dla służby folwarcznej z majątku w Długosiodle. Otrzymał go oficer rosyjski, który tłumił powstanie listopadowe. Obszary te były niegdyś własnością biskupów płockich, którzy byli na tych terenach aż do powstania diecezji łomżyńskiej. 
– Tutaj szukali szczęścia i je znajdowali przybysze z różnych stron świata. Niemcy, Rusini, Bałtowie, Rusini, Żydzi – wyliczał profesor. – Ta ziemia była żywicielką m.in. Warszawy w czasie wojny. 
Wspominał m.in. okupacyjne czasy i podróż pociągiem do Rybienka (most na Bugu był zniszczony), potem jazdę furmankami do Wyszkowa. W 1940 r. podczas takiej przeprawy wozy przejechały po zamarzniętej rzece. To miejsce było blisko Rzeszy, Generalnej Guberni, stosunkowo niedaleko od Białorusi. Profesor przytaczał wiele ciekawostek i danych, cytował zapiski z ksiąg. Przypomniał, że Długosiodło leży na archaicznej drodze z Pułtuska do Ostrowi Mazowieckiej. Wspominał obóz dla jeńców radzieckich przy szosie i więzionych, którzy z głodu zbierali spadłe z wozów kłosy żyta. 
– Dlaczego nisko kłaniam się Kurpiom? – kontynuował. – To lud szczególny w okresie pańszczyźnianym, tutaj świadomość bycia Kurpiem trwała od początku XVII w., dawali opór Szwedom. Były liczne grupy partyzanckie, nawet radzieckie. 
W związku z różnorodnością osadnictwa zastanawiano się nad tożsamością mieszkańców, przynależnością do regionów, przejawiającą się choćby w używaniu tradycyjnych strojów. Prof. Adam Dobroński przypomniał, że kiedyś w województwie białostockim głównym zespołem ludowym były „Kurpie Zielone”. 
W rozmowie nie zabrakło wątku niechęci do nazywania siebie Kurpiami. Wielu mieszkańców twierdzi, że nie ma tu Kurpiowszczyzny.
– To chyba wynikało z tego, że Kurp był wolny, ale biedny. Drobna szlachta, ciut bogatsza, mogła wskazać gorszych od siebie. Kto ciągnął do szlachty i tego etosu, nie przyznawał się do bycia Kurpiem – podpowiedział Adam Dobroński. 
Ktoś z obecnych zauważył, że bieda zaczęła się w II połowie XIX w., gdy Kurpie nie mogli już wykonywać leśnych zawodów. Rolnictwo na tutejszych glebach dużych zysków nie przynosiło. Z „królewskiego”, wolnego i zadziornego Kurpia został rolnik na piaskach. Okazuje się jednak, że może biedna, ale oryginalna grupa ma wielki atut – autentyzm, odrębność, charakter. 
– Nie powinniśmy mieć zahamowań. To powinna być wielka promocja kultury, to unikat w skali Polski i Europy – dodał wójt Stanisław Jastrzębski. – Są regiony, które szukają, sztucznie tworzą przeszłość. Mamy subregion autentyczny, mało rozpowszechniony.
Przypomniał, z jakim zdziwieniem reagowali inni, gdy po studiach podjął pracę w Długosiodle. Mówiono mu, że gleby są tak słabe, że nie ma tu hodowli zwierząt. Tymczasem skupy zwierząt trwały po kilka dni, wszystkie kawałki ziemi były obrobione.
Dariusz Łukaszewski z Kadzidła przypomniał jeden z wykładów prof. Samsonowicza o pochodzeniu Kurpiów, rozpoczęty stwierdzeniem: „Kurpie to przywłoki”. W jego odbiorze nie jest to negatywne, świadczy o różnorodności, mobilności, bogactwie genów. Przywiązanie do tradycji, czy to narodowych w ogóle, czy regionalnych, nazwał zacną anachronicznością, która cechuje profesora, która też każe wójtom w gminach wspierać lokalnych artystów i twórców. 
W rozmowie wspomniano o odmienności Kurpiów Białych i Zielnych. Żartobliwie, ale pytano o przyczynę nikłej obecności Białych. 
– Różnice zdań tworzą homo sapiens, są niezbędne, to bodziec, by więcej wiedzieć i rozumieć, wybierać lepsze – do wspomnianego antagonizmu odniósł się Henryk Samsonowicz. – Abelard napisał: „Kamieniem węgielnym poznania jest częste i pilne pytanie”. 
Stwierdzono, że Kurpie Zieloni byli zawsze bardziej ofensywni, dynamiczni, Biali nie stworzyli autonomicznej grupy. Przeszkadzała im w tym ekspansywna drobna szlachta, potem Kurpie Zieloni. 
Zebrani przytaczali też wiele ciekawostek, anegdot. W ubiegłym wieku do kościoła w Broku przyszła grupa wiernych z puszczańskiej osady. Źle obliczyli dni i przybyli już po Wielkanocy. Niezrażony tym proboszcz polecił im obejść kościół ze świecami i śpiewać: „Panie Boże Chryste, zmartwychwstaliście zeszłej niedzieli, myśmy o tym nie wiedzieli”. Druga anegdota wiąże się z czasami powojennymi. Ówczesny przewodniczący prezydium wojewódzkiej rady narodowej twierdził, że nigdzie nie ma takiego szacunku do władzy jak na Kurpiach. Wybrał się wieczorem na wizytację do Kadzidła i Myszyńca. Gdy o godz. 18 biły dzwony, ludzie klękali i żegnali się. Dygnitarz akurat wjeżdżał do miejscowości i był przekonany, że to z okazji jego wizyty. W Myszyńcu natomiast zastał w urzędzie przewodniczącego gromadzkiej rady i innych pracowników podczas libacji. Przewodniczący w oszołomieniu i strachu pocałował wojewodę w rękę. Ten odtąd opowiadał, że Kurpie przed władzą klękają i całują ją po rękach. 
Prof. Henryk Samsonowicz prawdopodobnie będzie jeszcze gościł w gminie w połowie sierpnia, przed Dniami Długosiodła. Na otwartym spotkaniu będzie można posłuchać jego barwnych i ciekawych opowieści.
MajsterPlus728x240
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Zitcom