FELIETON: Himalaje hipokryzji

Od czytelników

FELIETON: Himalaje hipokryzji

11.12.2016
autor: Jarosław Kalinowski
W pierwszą niedzielę po święcie Wszystkich Świętych Ludowcy z całej Polski tradycyjnie spotykają się w Wierzchosławicach na ziemi tarnowskiej, by wspólnie obchodzić Zaduszki Witosowe. Wierzchosławice to miejsce urodzenia największego z Ludowców, Wincentego Witosa. Trzykrotny premier II RP zmarł 31 października 1945 roku. Na lokalnym cmentarzu znajduje się jego grób; w Wierzchosławicach także do dziś znajduje się rodzinne gospodarstwo Witosa, aktualnie pełniące funkcję muzeum. Wierzchosławice to kolebka ruchu ludowego.
Niedawno minęła pierwsza rocznica, gdy miejsce to zostało odkryte na mapie przez aktualnie rządzących. Przed wyborami w 2015 roku zaczęły się wycieczki polityków PiSu do Wierzchosławic. W tym roku poszli jednak o jeden most za daleko. Tydzień po naszych – ludowych – cyklicznych uroczystościach, na zorganizowanym naprędce w Wojniczu „Kongresie Wsi Polskiej” Jarosław Kaczyński ogłosił się kontynuatorem polskiego ruchu ludowego i spadkobiercą Wincentego Witosa.
Trudno o większą obłudę. Jako „ludowiec” prezes Kaczyński chętnie chwali się osiągnięciami W. Witosa. Przypomina, że ten stał na czele rządu, gdy bolszewicy podchodzili pod Warszawę. Prawdziwą zasłonę milczenia roztacza jednak PiS nad przypominaną przez Ludowców kwestią szykanowania Witosa przez obóz sanacyjny, za spadkobiercę którego PiS także się uważa. O tym, że piłsudczycy wypuścili za Witosem list gończy, a następnie niesłusznie uwięzili w Berezie Kartuskiej, Jarosław Kaczyński milczy. Podobnie zresztą jak milczy w kwestii rehabilitacji Witosa. PiS nie chce potępić haniebnego wyroku, który skazywał Witosa za obronę wartości demokratycznych. Jak słusznie zauważył Jarosław Kaczyński, Wincenty Witos był propaństwowcem, choć zarazem synonimicznie i niestety całkowicie mylnie nazywa Witosa także narodowcem. 
Ale o faryzeuszowskiej postawie PiSu względem polskiej wsi i ruchu ludowego świadczy nie tylko wybiórcze traktowanie historii i symboli. „Partia zaufania polskiej wsi”, jaką w intencji prezesa mieni się PiS, od ponad roku szkodzi interesom polskich rolników. Patrząc na wieś z perspektywy wygodnego fotela w willi na warszawskim Żoliborzu, zapewne trudno wyobrazić sobie, jak wielkich ofiar wymaga praca rolnika. Z tej perspektywy łatwiej jest podjąć decyzję, by rolnicy pracowali 5 lat dłużej niż było do tej pory. Warszawscy „ludowcy z Nowogrodzkiej” pozostają też na wyższym poziomie kulturowym niż rolnicy, których interesów tak chętnie bronią. Jeszcze niedawno sam prezes z dumą to stwierdzał, gdy opowiadał się za wprowadzeniem zakazu uboju rytualnego, godzącego w dochody rolników. Wyższy poziom kulturowy niektórych polityków doprowadził do tego, że polski rolnik stracił, a zarobił rolnik np. francuski, który szybko przejął rynek. Gdy w 2006 roku, jako premier, Jarosław Kaczyński proponował, by zlikwidować dopłaty bezpośrednie dla rolnictwa i za te pieniądze budować europejską armię, też bronił polskich rolników. Broni ich także teraz, tym razem przed spekulantami, którzy czyhają na polską ziemię. Nota bene, świadomi istniejącego ryzyka, w 2003 roku, czyli jeszcze przed akcesją Polski do Unii Europejskiej, jako PSL doprowadziliśmy do wprowadzenia odpowiednich rozwiązań prawnych chroniących przed masowym wykupem polskiej ziemi przez obcokrajowców. W poprzedniej kadencji uszczelniliśmy zapisy. Dziś politycy PiS przekonują, że obronili polską ziemię. Powinni dodać, że obronili ją przed polskimi rolnikami, którzy państwowej ziemi dziś nie kupią i nie powiększą swoich gospodarstw.
Kończąc, wrócę do Wincentego Witosa, na którego słowa chętnie powołuje się dziś Jarosław Kaczyński. Prawdziwi Ludowcy dobrze te słowa znają, bo właśnie ich przestrzegał Wincenty Witos przed takimi politykami, jakich i dziś w Polsce nie brak: Musicie baczyć, aby nie wyzyskiwali waszej wiary ci, co Boga i Ojczyznę mają wciąż na ustach, ale sam fałsz i obłudę w duszy, co dla swoich prywatnych celów gotowi są nadużyć Kościoła i ambony.
MajsterPlus728x240
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość