Waleria Marrené-Morżkowska – literatka, feministka (foto)

historia Ziemi Wyszkowskiej

Waleria Marrené-Morżkowska – literatka, feministka (foto)

14.06.2016
komentarze: 1
autor: Elżbieta Szczuka
Pisarka, publicystka, feministka, tłumaczka dzieł Ibsena i Balzaca, działaczka społeczna, przyjaciółka Elizy Orzeszkowej, kobieta wszechstronnie wykształcona. Na przełomie lat 40. i 50. XIX wieku jako żona poety Michała Morzkowskiego mieszkała w pałacu w Rybienku, bywali tam m.in. Cyprian Norwid, Teofil Lenartowicz, Karol Brzozowski. 10 października minęła 110. rocznica jej śmierci.
Urodziła się w 1832 roku we wsi Zbożenna k. Przysuchy (Radomskie), była córką Adeli z Krasińskich i napoleońskiego generała Jeana-Baptiste Mallet de Granville, który osiedlił się na ziemiach polskich i przyjął nazwisko Malletski. W wieku niespełna 17 lat wyszła za mąż za Michała Morżkowskiego, ziemianina i poetę, najstarszego syna posła Augusta Morzkowskiego (były oficer armii napoleońskiej, odznaczony krzyżem „Virtuti Militari”, uczestnik powstania listopadowego) ówczesnego właściciela pałacu w Rybienku. 
 
Gościnny dom Morżkowskich
O tym, jak wyglądało codzienne życie w pałacu w latach 40. XIX wieku Waleria Marrene-Morżkowska napisała we wspomnieniowej książce „Cyganeria warszawska”. Oto jej fragmenty:
Szczególniej gościnnym dla cyganów był dom państwa M., dom typowy, jakich już nie ma, jakiego nawet wyobrazić sobie dzisiaj trudno i który z tego powodu zasługuje na opisanie, bo charakteryzuje epokę i ludzi. Żyło się tam bez pamięci o wczoraj, bez myśli o jutrze.
Rybienko to bardzo piękna miejscowość położona nad Bugiem, z ogromnym piętrowym pałacem, zbudowanym przez dawnych właścicieli Gedroyciów. Mógł on wygodnie pomieścić nie tylko licznych gości, ale kilkanaście rodzin, a oprócz mnóstwa pokojów zawierał cztery wielkie sale, z których jedna służyła za salę balową. Pięćdziesiąt par tańczyło często.
Rybienko leżało przy szosie warszawskiej, każdy więc dalszy sąsiad, przejeżdżając, zawadzał o dom państwa M., gdzie zawsze było liczne towarzystwo, a panowała tak serdeczna gościnność, że jeżeli interesy nie były naglące, przejeżdżający, wstąpiwszy na parę godzin, zostawali na dni i tygodnie, a jeśli mieli jakiś termin konieczny, musieli przyobiecać gospodarstwu, że wracając dłużej zabawią. I zawsze dotrzymywali obietnicy.   
W wielkiej jadalni były wiekuiście zastawione stoły. Goście wstawali w różnych godzinach, mieli też różne gusty i nawyknienia, a więc od rana syczały samowary i maszynki do kawy, ciągle zmieniane przez służbę.
Gospodarze zostawiali gościom wszelką swobodę. Towarzystwo zabawiało się wedle woli w całym szeregu salonów większych i mniejszych. W pierwszym starsi panowie grali w karty, w dalszych młodzież rozmawiała, czytała, deklamowała, układała teatry amatorskie, które udawały się zawsze, bo nie brakło ani uczestników, ani miejsca. Na piętrze była ogromna sala na ten cel przeznaczona. Domowy cieśla, pod kierunkiem improwizowanego reżysera, urządzał naprędce scenę, przystrajano ją jedliną, w miasteczku Wyszkowie, o parę wiorst odległym, była na każde zawołanie orkiestra żydowska, która wcale nieźle przygrywała do tańca na wieczorach w okolicy.
W Rybienku tańczono codziennie bez jej pomocy. W sali balowej od rana palił się suty ogień na kominku, bo sala, zajmująca róg pałacu, była zimna, pomimo dwóch pieców. Grano tam i śpiewano, odbywano próby, aż wreszcie ktoś zagrał polkę lub walca, a wesołe grono młodzieży puszczało się w tany, bez względu na porę.
Ma się rozumieć, że w tak licznym towarzystwie kwitł znakomicie flirt, chociaż ta nazwa była jeszcze nieznana, i kojarzyły się małżeństwa.
Gościnne Rybienko ze swym rozrzuconem, a w gruncie swobodnym życiem,  przypadło do smaku większej części młodych poetów. Najstarszy syn państwa M. , rówieśnik i kolega niektórych, przyjaźnił się z nimi i wprowadził do domu rodziców, którzy polubili ich dla życia i ruchu, które wnosili.
Było z pewnością niebanalnie, ale i kosztownie. W efekcie Laura i August Morzkowscy sprzedali Rybienko (w lipcu 1854 r. kupili Sycynę). 
Z Michałem Morżkowskim Waleria miała dwie córki: Antoninę i Irenę. Małżeństwo nie było udane. Waleria wystąpiła o rozwód, ale bezskutecznie. W 1868 roku została wdową. Rok później wyszła za mąż za Władysława Marrené, administratora Zbożennej, uczestnika powstania styczniowego i sybiraka. Ślub odbył się w Miłkowszczyźnie u Elizy Orzeszkowej, spowinowaconej z Walerią (babką Walerii ze strony matki była Ludwika z Orzeszków). W 1874 roku urodziła trzecią córkę, Kamilę. W 1877 roku, po utracie majątku, państwo Marrené przenieśli się do Warszawy; rozstali się w 1889 roku.
 
Rzeczniczka praw kobiet
Waleria Marrené-Morżkowska  utrzymywała rodzinę z pracy literackiej – pisała powieści, artykuły publicystyczne, recenzje itp., tłumaczyła z języka francuskiego, angielskiego, włoskiego, niemieckiego. Drukowała w wielu polskich czasopismach. Czasem używała pseudonimu Rycerski Stefan. Pierwszą swoją powieść „Nowy gladiator” napisała w 1857 roku.
Prowadziła salon literacki, gdzie odbywały się dyskusje o literaturze, zapoznawano się z utworami, które w okresie zaborów nie mogły ukazać się w druku. Później dyskusje literackie przeniosły się z salonów do redakcji czasopism. Wiosną 1886 Waleria objęła po Marii Konopnickiej redakcję czasopisma „Świt”  i prowadziła ją przez rok. Opublikowała ponad 20 utworów prozatorskich a także wiele tekstów dotyczących kobiet. 
Była rzeczniczką emancypacji kobiet. Podejmowała tematy społeczne, w tym tragicznej sytuacji kobiet po śmierci męża, jedynego żywiciela rodziny: Przy zwiększających się trudnościach ekonomicznych, kobiety takie skazane były wraz z potomstwem na śmierć głodową, jeśli wysiłkiem miłości macierzyńskiej — nie zdobyły sobie jakiego zarobku.
W tekście „Kobieta czasów obecnych”, opublikowanym w 1903 roku, pisała m.in.:
Kobiety zrozumiały szybko, iż w życiu praktycznem naczelne miejsce zajmuje kwestia ekonomiczna, że ona to stanowi głównie o niezależności, i postanowiły zdobyć ją sobie za pomocą pracy. Nie było to rzeczą łatwą. Dola pionierów jest zawsze ciężka., wymaga przymiotów i uzdolnień, nie mających z właściwą pracą nic wspólnego. Najtrudniej więc było kobietom nie tylko zdobyć tę pracę, a nawet raz ją zdobywszy, utrzymać się na stanowisku, pomimo nieprzyjaznych wysiłków. W tej walce, kobieta miała przeciwko sobie wszystko i wszystkich; mężczyźni bronili swoich zagrożonych stanowisk w domu i poza domem, a głównie bronili swojej wszechwładzy. A same kobiety, przywykłe do podrzędnego położenia, trzymały się uparcie wiekowych ograniczeń. Wreszcie przeciwko nim była rutyna, zawsze istniejąca w umysłach mniej lotnych, dla których decydującym argumentem jest: tak zawsze było.    
(...) Ruch kobiecy u nas rozpoczął się w siódmym dziesiątku zeszłego stulecia, a kryzys ekonomiczny, jaki kraj wówczas przechodził, nadał mu szczególny charakter i doniosłość.
Wiele kobiet, żyjących dotąd w dostatku, bez troski, znalazło się nagle w bardzo zachwianem położeniu. Tylko wyjątkowo wykształcone jednostki  wiedziały o ruchu naukowym niewieścim, o tych wytrwałych pionierkach, które rzucały się odważnie na drogę wiedzy i uczęszczały do nielicznych uniwersytetów, które otwarły się przed niemi. Rodziny patrzyły zwykle ze zgrozą, na studia uniwersyteckie kobiet. Studentka-doktorka w wyobraźni ogółu była przez długi czas rodzajem po tworu. Lękano się ich, wróżono im straszną przyszłość.Trzeba też dodać, że powieściopisarstwo nasze z Kraszewskim na czele, przedstawiało w najczarniejszych barwach podobne postacie.
Pisząc o tym, jak powinno się wychowywać kobiety, zaznaczała: Przygotowując się do pracy, kobiety muszą stać się samodzielne, muszą się nauczyć w każdym wypadku radzić sobie samym, obywać się bez cudzej pomocy w życiu, oglądać się tylko na siebie. Nie wyklucza to wcale ewentualności małżeństwa, ale idzie o to, aby kobiety na to nie rachowały ani oczekiwały. Przy tem ani chwilę nie wolno jej zapominać, że zadanie kobiety nie polega na tem, ażeby dorównać w praktycznych zajęciach mężczyźnie, tracąc jednocześnie przymioty, jakie posiadać powinna. Dobroć serca, łagodność, dar odczuwania cierpień bliźnich, nie sprzeciwiają się stanowczości ani samodzielności.
Waleria Marrené-Morżkowska zmarła w Warszawie 10 października 1903 roku. We „wspomnieniu pozgonnym”, opublikowanym w literackim dodatku tygodnika „Dobra Gospodyni” Witold Łaszczyński napisał: Ś.p. Morżkowska za młodu oddawała się z zapałem naukom przyrodniczym i przechodząc kolejne fermenty wieku, postępowe hasła pozytywizmu i naturalizmu, łatwo sobie „przyswoiła”, mimo to jednak, a może właśnie dlatego – pozostała raczej „romantyczką”, z tą tylko różnicą, że miała odwagę i siłę upominać się o prawa człowiecze kobiety, o wolność w rozporządzaniu przez nią sercem i ręką. 
Została pochowana na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
Wydawałoby się, że jej książki są zapomniane, tymczasem w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki” wydano kilka jej romansów. „Mąż Leonory”, „Błękitna książeczka”, „Jerzy”, „Przeciw wodzie” zostały poddane modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, żeby były przyjazne dla współczesnego czytelnika.
Nowy Wyszkowiak nr 41/2013 z 15 października 2013 r.

komentarze:

dodaj komentarz
Hello Web Admin, I noticed that your On-Page SEO is is missing a few factors, for one you do not use all three H tags in your post, also I notice that you are not using bold or italics properly in your SEO optimization. On-Page SEO means more now than ever since the new Google update: Panda. No longer are backlinks and simply pinging or sending out a RSS feed the key to getting Google PageRank or Alexa Rankings, You now NEED On-Page SEO. So what is good On-Page SEO?First your keyword must appear in the title.Then it must appear in the URL.You have to optimize your keyword and make sure that it has a nice keyword density of 3-5% in your article with relevant LSI (Latent Semantic Indexing). Then you should spread all H1,H2,H3 tags in your article.Your Keyword should appear in your first paragraph and in the last sentence of the page. You should have relevant usage of Bold and italics of your keyword.There should be one internal link to a page on your blog and you should have one image with an alt tag that has your keyword....wait there's even more Now what if i told you there was a simple Wordpress plugin that does all the On-Page SEO, and automatically for you? That's right AUTOMATICALLY, just watch this 4minute video for more information at. <a href="http://www.SEORankingLinks.xyz">Seo Plugin</a> seo http://www.SEORankingLinks.xyz/
seo

Człowiek niezwykłej prawości i religijności - wspomnienie o Tadeuszu Strusiu

Starał się być niezauważalny, nie absorbować nikogo swoją osobą. A jednak zapamiętało go mnóstwo osób, nie tylko ci, z którymi pracował.
Panie ze sklepu przy Sowińskiego:
- Kiedy wychodził z matką do kościoła, można było regulować zegarki - była 5.40.
Marian Świdwa: - Bardzo lubiany. Jeśli ktoś zwrócił się o pomoc, to nikomu nie odmówił.
Adam Świderski: - To był niezwykle spokojny, skromny człowiek, znakomity fachowiec. Sumienność z niego biła.
Tadeusz Dąbrowski: - Nigdy nie uniósł się, nie zajął pochopnego stanowiska.
Ireneusz Decewicz: - Życzliwy ludziom, typ samotnika. Z rana było słychać, jak śpiewa godzinki i modli się.
Zofia Chmiel: - Nigdy od nikogo nic nie potrzebował. Dla mnie to człowiek - legenda.
Ks. Wojciech Borkowski: Był człowiekiem wielkiej religijności, niezwykłej prawości. Codziennie uczestniczył we Mszy św. i przystępował do komunii świętej. Byłem jego spowiednikiem.
Tadeusz Struś (1908-1991) przyjechał do Wyszkowa w 1962 roku, by podjąć pracę w fabryce mebli. Przez kilka lat miesięcy mieszkał w Rybienku Leśnym, później otrzymał kawalerkę w bloku za kładowym przy ul. gen. Sowińskiego nr 29. Do dziś w I klatce tego bloku wisi spis lokatorów z jego nazwiskiem. Historię jego życia opisał Romuald Trzmiel w artykule „Pamięci majora Tadeusza Strusia, dowódcy Armii Krajowej” („NW” nr 8/99 z 19 lutego). Zainspirowała nas ona do skontaktowania się z tymi, którzy go znali, współpracowali, opiekowali się nim.
zobacz więcej
Wyszkowski epizod autora "Przybyli ułani"

Wyszkowski epizod autora "Przybyli ułani"

W Narodowe Święto Niepodległości chętnie śpiewamy pieśni legionowe, wśród nich powszechnie lubianą „Przybyli ułani pod okienko”. Autor jej tekstu, Feliks Gwiżdż (1885-1952), bywał w Wyszkowie, bo tu mieszkała jego córka, Krystyna Wałowska. Wraz z mężem, wyszkowianinem Janem Grzegorzem Wałowskim, architektem, który zaprojektował m.in. budynek Szkoły Podstawowej nr 1, spoczywa na cmentarzu parafialnym na Nadgórzu.
zobacz więcej
Tragiczna historia rodziny Biernackich (foto)

Tragiczna historia rodziny Biernackich (foto)

Dziś chcę opowiedzieć o szczęśliwych i tragicznych losach rodziny Biernackich, której korzenie tkwią w Drogoszewie i Wyszkowie. 
zobacz więcej
Marian Figlak "Krzyżak" w Wyszkowie

Marian Figlak "Krzyżak" w Wyszkowie

Był wysoki, przystojny. Jeden z kilku lotników pochowanych na wyszkowskim cmentarzu parafialnym; jeden z dwóch, którzy w czasie II wojny walczyli w Polskich Siłach Powietrznych w Wielkiej Brytanii. Był pilotem oblatywaczem. Został pochowany w mundurze powstańca wielkopolskiego. To Marian Figlak. 4 listopada minęła 41. rocznica jego śmierci.
zobacz więcej
Odwiedź naszą stronę www Odwiedź nas na facebooku
Odwiedź naszą stronę www Odwiedź nas na facebooku