Tu spędziłem najpiękniejsze chwile dzieciństwa (foto)

historia Ziemi Wyszkowskiej

Tu spędziłem najpiękniejsze chwile dzieciństwa (foto)

17.08.2016
komentarze: 1
autor: Elżbieta Szczuka
TU SPĘDZIŁEM NAJPIĘKNIEJSZE CHWILE DZIECIŃSTWA – o swoich związkach z Lipnikiem (gm. Długosiodło) opowiada wybitny historyk, prof. Henryk Samsonowicz.
- Mój pradziadek ze strony mamy za udział w powstaniu 1830 roku został skazany na karę śmierci. Aliści w Rosji carskiej panował bałagan, czasami nieopisany, i zapomniano wykonać wyrok. Kiedy sobie o moim pradziadku przypomniano, to już nie wypadało przyznać się do błędu i został skazany tylko na osiedlenie się na Syberii. Dziadek Korwin–Krukowski był jednym z jedenaściorga rodzeństwa, ale co było tam robić poza dziećmi? Zrobił karierę jako inżynier hutnik. Pracował w różnych miejscach dawnej Rosji carskiej. Moja matka, Henryka urodziła się, jak mówiła, pod Wiatką, 600 wiorst (wiorsta to ok. 1,3 km) na północ od Wiatki. Proszę policzyć, co w tamtych czasach znaczyło „pod Wiatką”. Dziadek nie brał urlopu co roku, bo zanim dokądkolwiek by dojechał, to już trzeba było wracać. Dlatego urlop brał raz na 4 lata, żeby móc przyjechać do kraju. Rzecz ciekawa: kraj to było Królestwo Kongresowe, czyli Warszawa. I kiedy dorobił się, to w 1906 roku, w wieku 46 lat wrócił na stałe do kraju. Zaczął pracować jako profesor w Szkole Wawelberga, poprzedniku Politechniki Warszawskiej. Potem był jednym ze współzałożycieli Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie. Dziadek kupił tanio, akurat wystawiony na sprzedaż, folwark Lipnik. Było to ok. 120 hektarów, z czego 80 ha zajmował las, porastający bardzo malownicze wydmy. Zaletą Lipnika była jego niedaleka odległość od Warszawy – tak drogę swojej rodziny do Lipnika (gm. Długosiodło) opisuje prof. Henryk Samsonowicz. 
Poprzednim właścicielem Lipnika był niejaki Markuszewski, on zaś kupił Lipnik od rosyjskiego generała, który otrzymał ten majątek za zasługi z okresu powstania styczniowego.
- Pierwsze rodzinne wspomnienie, które funkcjonuje wśród moich bliskich, jest związane z tym, jak dziadek z moją ciotką Heleną i plenipotentem właścicieli jechali koleją żelazną relacji Warszawa – Ostrołęka. Stacji wtedy było niewiele. Była stacja w Tłuszczu, Wyszkowie, Pasiekach (w szczerym polu) i w Ostrołęce, która była strategicznym węzłem kolejowym. Ciotka zauważyła, że kiedy pociąg przejeżdżał obok budki dróżnika, to ten plenipotent wychylił się i krzyknął do dróżnika: „Niech Józef da znać do Lipnika, żeby przysłali konie”. Dziadek z ciotką dojechali do Pasiek, usiedli w restauracji i rzeczywiście, za jakiś czas dojechały konie z Lipnika. To nie było daleko – 8 kilometrów. Teraz tych stacji zrobiło się co niemiara, ale za to likwidowane są linie kolejowe.
 
Henryka Korwin–Krukowska wyszła za mąż za Jana Samsonowicza. Mieli troje dzieci: Hannę (1920 r.), Andrzeja (1923 r.) i Henryka (1930 r.). Andrzej Samsonowicz (pseudonim Xiążę) był uczestnikiem akcji w Sieczychach, poległ w powstaniu warszawskim we wrześniu 1944 r. 
- Urodziłem się w Warszawie. Jestem muzealnym okazem, ponieważ w Warszawie lewobrzeżnej mieszkam w domu, w którym się urodziłem. To jeden z nielicznych domów, które uratowały się w powstaniu. 
W połowie lat 30. Henryk Korwin–Krukowski wybudował w Lipniku dla najmłodszego wnuka i jego rodziny, ok. 300 metrów od dworku, domek nazwany „Willą Henryka”. Żeby mieli gdzie spędzać wakacje. Stoi do tej pory, bardzo zniszczony, ale napis można jeszcze odczytać. 
- Jeszcze pamiętam, jak w nim mieszkaliśmy. Przed tym domkiem – takie mam wspomnienie – szarżował na mnie straszliwy byk. Z opowieści rodziny okazało się, że to cielak uciekł z obory – śmieje się profesor. - „Willa Henryka” nazywana też była murowanką, bo był to pierwszy murowany dom w Lipniku. Tak jak w Warszawie „Pałac pod Blachą” był pierwszym budynkiem krytym blachą.
Prof. Korwin–Krukowski zmarł w 1937 roku. Folwark Lipnik odziedziczyła po nim najstarsza córka, Helena. Jej mąż, Karol Dąbrowski (1884 – 1940), pisał podręczniki do łaciny dla klas gimnazjalnych, był też wydawcą. Dąbrowscy byli bezdzietni.
- Wuj w 1938 roku wybudował w miejscu drewnianego dworku dom murowany, w którym ja spędziłem najpiękniejsze chwile mojego dzieciństwa. Wuj lubił eksperymentować – dla zabawy wybudował kurnik z płaskim dachem. Mieszkałem w nim przez miesiąc, kiedy Rosjanie w 1944 roku zajęli dom na szpital. Wybudował i spichlerz, który jeszcze stoi. 
W czasach mojej młodości w promieniu 1,5 km od Lipnika były 3 duże zbiorniki wodne, po których jako dziecko pływałem łódką. Teraz trudno to sobie wyobrazić. Jeden młyn, tzw. papiernia koło Zamłynia, jeszcze stoi, drugi młyn jest tuż obok Lipnika, trzeci to Żachy na Wymakraczu. Ktoś, jeszcze w czasach Bieruta, zdecydował o uregulowaniu rzeczek. Te najmniejsze zamieniono w kanały. I wyginęła cała fauna, wystepowiały łąki. Sądzę, że na dłuższą metę dało to same straty.
 
Ten koszmarny czas
- W czasie okupacji hitlerowskiej mieszkałem i uczyłem się w Warszawie. W Lipniku spędzałem wakacje. Warszawa okresu okupacji to było życie w koszmarze rewizji i łapanek. Cała moja rodzina była w rozmaitych organizacjach: brat w Batalionie „Zośka”, ja w harcerstwie podziemnym, które potem zostało wcielone do Batalionu „Gustaw”. Siostra i brat studiowali medycynę w szkole doc. Zaorskiego, który praktycznie zorganizował tajny wydział medyczny. Ja np. chodziłem do zawodówki, bo Polakom nie należała się edukacja poza podstawową i zawodową. Pamiętam zimę 1939/40, kiedy nie było co jeść, czym opalać mieszkania itp.; wtedy moja matka, nauczycielka geografii, uczyła mnie w domu. Kiedy zacząłem chodzić do gimnazjum (prof. Samsonowicz poszedł do szkoły jako pięciolatek – ES), to pierwszy rok chodziłem na komplety, które odbywały się u mnie w domu. Muszę powiedzieć, że, niezależnie od koszmaru okupacyjnego, ten rok mojej nauki najmilej wspominam. Proszę sobie wyobrazić – na godzinę (wszystkie przedmioty trwały godzinę, raz na tydzień) sześciu chłopców siadało wokół stołu, siódmy był nauczyciel, i to była lekcja. Wtedy nauczyłem się dużo więcej niż w poprzednich latach. 
- Wczesną wiosną 1940 roku przyjechaliśmy do Lipnika. Wyjechaliśmy z Warszawy o czwartej po południu pociągiem do Tłuszcza. Tam była przesiadka do Rybienka. Mostu na Bugu nie było, rzekę przejechaliśmy saniami. O godz. 6 rano następnego dnia byliśmy w Przetyczy. W czasie okupacji Lipnik był rzeczywiście azylem, szczególnie przez pierwsze dwa lata wojny. To był taki kąt Generalnej Guberni, gdzie do tzw. Reichu, czyli Rzeszy było chyba 4 km. Tu niedaleko jest wieś Znamiączki, która była już za granicą. Rzeka Wymakracz była kiedyś większa.  Pamiętam roztopy w 1940 roku; trzeba było jeździć przez Bosewo, ponieważ w Kornaciskach droga przez most była nieprzejezdna, tak wylał Wymakracz. 
- Z ciekawostek – w czerwcu 1941 roku Stalin nie wiedział, że będzie wojna, a ja wiedziałem! Bo przez Lipnik ciągnęły masy żołnierzy niemieckich, które m.in. tu kwaterowały. Oficerowie niemieccy dość wyraźnie mówili, że idą na Moskwę. Nie mieli wątpliwości, my też. Chyba 22 czerwca o świcie obudził nas huraganowy ogień artylerii. Trwało to około godziny, strasznie byliśmy podnieceni. Tego dnia widziałem nad Lipnikiem walkę powietrzną, dwa pościgowce przeciwko trzem bombowcom, które leciały na wschód. W końcu sierpnia 1944 roku obserwowałem tu odwrót Niemców. Proszę sobie wyobrazić, że front przez tydzień stał o 10 km od Lipnika. Przez 3 dni Wymakracz był linią frontu – Rosjanie wbili się klinem i w Ostrymkole zrobili przyczółek. W naszym domu było w tym czasie stu uciekinierów z różnych miejsc Polski. Kilka miesięcy później na polu pod Lipnikiem Rosjanie założyli lotnisko polowe, lądowały kukuruźniki. Marszałek Rokossowski zrobił tu przegląd wojsk, wielką paradę, która poprzedzała ofensywę styczniową 1945 roku.
 
Zabrać i odsprzedać
 W 1940 roku zmarł na zawał serca Karol Dąbrowski. Miał 56 lat, został pochowany na cmentarzu w Długosiodle. Jedyną właścicielką Lipnika została Helena Dąbrowska.
W 1944 roku nowa władza upaństwowiła lasy – pozostało 40 ha ziemi nie podlegającej upaństwowieniu.  
- Ciotka mieszkała w Lipniku do 1949 czy 50 roku. Ziemię rozdała, bo sama nie mogła jej uprawiać. W 1949 roku, w ramach, że się tak wyrażę, przebudowy socjalistycznej, każda gmina musiała rozprawić się ze swoimi kułakami. W tej gminie nie było kułaków, z dóbr ziemskich był tylko Lipnik. 
Pewnej zimowej nocy przyszła do Heleny Dąbrowskiej „władza ludowa”. Dała jej dwie godziny na opuszczenie Lipnika. Polecenie (pistolet przyłożony do głowy) było ustne, na piśmie niczego nie dostała.
- Chyba wiedzieli, że zabranie majątku było bezprawne, bo pozwolili jej zabrać część rzeczy.
Helena Dąbrowska zamieszkała u rodziny w Warszawie. Zmarła w 1988 roku w wieku 101 lat, spoczywa obok męża na cmentarzu w Długosiodle.
 W dworku przez krótki czas była szkoła, potem ochronka dla sierot. W 1962 roku domy z przyległym ogrodem (ok. 4 ha) kupiło przedsiębiorstwo budownictwa przemysłowego „Dźwigar”. Urządziło tu słynny w Polsce ośrodek kolonijny. Ostatnie kolonie zostały zorganizowane w 1989 roku. W 1990 roku „Dźwigar” przez zasiedzenie uwłaszczył się na tym terenie, choć o to nie zabiegał. Przez 10 lat właściwie Lipnikiem nikt się nie interesował, teren był opuszczony i zapuszczony. W 2000 roku nieruchomość odkupiła od „Dźwigaru” córka prof. Samsonowicza. Po 50 latach od bezprawnego zawłaszczenia Lipnik wrócił do potomków prof. Henryka Korwin–Krukowskiego. 
 
Prof. zw. inż. Henryk Bogowid Korwin - Krukowski 
Urodził się 23 lutego 1860 roku w Myzie-Sakach pow. kobryński, guberni grodzieńskiej, zmarł 19 kwietnia 1937 roku Warszawie. Ukończył Instytut Górniczy w Petersburgu. Początkowo pracował w przemyśle rosyjskim, od 1914 r. na kursach zawodowych w Warszawie. Był jednym z założycieli Politechniki Warszawskiej. Docent technologii metali i kierownik Zakładu Metalurgicznego PW. W 1920 r. został powołany na profesora i organizatora Wydziału Hutniczego Akademii Górniczej. W 1921 r. rozpoczął wykłady z metalografii i obróbki cieplnej. Nie zgodził się zostać dziekanem Wydz. Hutniczego, jednak początkowo, jako jedyny metalurg wśród profesorów Akademii, był  jego faktycznym kierownikiem. W latach 1925-1929 pełnił funkcję prodziekana, w latach 1930 – 31 był rektorem Akademii Górniczo - Hutniczej. Brał również czynny udział w pracach Komitetu Rozbudowy Wydziału Hutniczego z Funduszu Daru Polskiego Hutnictwa Żelaza. Doktor honoris causa AGH (w 1934 r.). 
Współpracował z wieloma stowarzyszeniami technicznymi, brał udział w Komisji Słownictwa Technicznego ANT, redagował  dział hutniczy w "Przeglądzie Górniczo-Hutniczym". Jego dorobek naukowy został tylko w części opublikowany, reszta pozostała w postaci notatek i zapisków. W pracach tych poruszał nie tylko zagadnienia rud żelaznych, biegu wielkiego pieca, koksowania węgli, ale i stali damasceńskiej.
 
Prof. dr hab. Henryk Bohdan Samsonowicz 
Urodził się 23 stycznia 1930 roku w Warszawie. Jego ojciec, Jan Samsonowicz (1888 – 1959) był geologiem, profesorem Uniwersytetu Lwowskiego i Uniwersytetu Warszawskiego. Henryk  Samsonowicz został historykiem, specjalizuje się w historii średniowiecznej Polski i Europy. W latach 1975-1980 był dyrektorem Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego, w latach 1980-1982 rektor UW. Członek Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności. W grudniu 1988 wszedł w skład Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechu Wałęsie, gdzie kierował sekcją nauki i oświaty, przygotowującą tematy do rozmów z rządem przy Okrągłym Stole. W latach 1989-1991 był ministrem edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.  W 2010 r. odznaczony Orderem Orła Białego. Honorowy obywatel m.in. Długosiodła, Pułtuska, Warszawy.
 
miss mazowsza 2017

komentarze:

dodaj komentarz
Gracias por compartir con todos nosotros toda esta amena información. Con estos granitos de arena hacemos màs grande la montaña Internet. Enhorabuena por este blog. Saludos cumpleaños vigo http://www.ocioinfantiltrasnos.com/servicios2/cumpleanos-en-vigo.html
cumpleaños vigo
O Zofii Karłowskiej, wyszkowskim Sokratesie (foto)

O Zofii Karłowskiej, wyszkowskim Sokratesie (foto)

Wyszkowianie zapamiętali ją jako wspaniałą nauczycielkę o ogromnej wiedzy, osobę bardzo religijną i z charakterem. To ona, splunąwszy na dłoń, uderzyła nią w twarz dyrektora liceum Jana Wołoszczuka za to, że drwił z jej uczuć religijnych. Była doktorem historii i pedagogiki, magistrem filozofii. Wkrótce minie 105. rocznica urodzin Zofii Karłowskiej.
zobacz więcej
Stateczkiem do Wyszkowa – wspomnienia warszawianki, pani Kazimiery Sylwin

Stateczkiem do Wyszkowa – wspomnienia warszawianki, pani Kazimiery Sylwin

Do Wyszkowa przypływałam przed 1939 rokiem stateczkiem. To było śliczne miasto, cudownie położone. Wspominam go, choć to było dawno. Dziś jestem już bardzo stara, ale wciąż mam przed oczami tamten Wyszków – cudowne powietrze, masa zieleni, wspaniały widok z wysokiego brzegu.
zobacz więcej
Jej bogactwem były książki - wspomnienie o Janinie Jellaczyc

Jej bogactwem były książki - wspomnienie o Janinie Jellaczyc

13 grudnia 2015 r. minęła 55. rocznica śmierci Janiny Jellaczyc, bibliotekarki, która w czasie okupacji niemieckiej prowadziła konspiracyjną bibliotekę w Wyszkowie (jedyną w mieście) i  której imię od 11 lat nosi Wypożyczalnia dla Dorosłych Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej. Dla uczczenia tej rocznicy na grobie pani Jellaczyć stanął skromny, ale piękny kamienny pomnik.
zobacz więcej
Urodziny Karola Ferdynanda

Urodziny Karola Ferdynanda

Co wiemy o królewiczu Karolu Ferdynandzie Wazie, patronie parku miejskiego? Z przeprowadzonej przeze mnie krótkiej sondy wynika, że niewiele lub nic. Zmarł 10 maja 1655 roku na dworze biskupim w Wyszkowie. Jego pamięci jest poświęcony najstarszy wyszkowski zabytek, drugi w Polsce pomnik świecki, czyli obelisk Wazów. 13 października 2013 roku minęła 400. rocznica urodzin Karola Ferdynanda.
zobacz więcej

Sonda

Czy jesteś za ograniczeniem kadencyjności wójtów i burmistrza?
57.89% (132 głosów)
42.11% (96 głosów)