To małżeństwo z rozsądku, a nie z miłości

Wydarzenia

To małżeństwo z rozsądku, a nie z miłości

25.11.2018
autor: Sylwia Bardyszewska
Fragmenty wywiadu z Grzegorzem Nowosielskim, który rozpoczyna piątą kadencję na stanowisku burmistrza Wyszkowa. W wyborach zagłosowało na niego prawie 9 tys. mieszkańców, dzięki czemu wygrał je w pierwszej turze i to ze sporą przewagą.
 
Na pewno jesteście po analizach wyników wyborczych. Co zdecydowało o tak dużym poparciu burmistrza w wyborach?
    - Na sukces składa się zawsze wiele czynników. Po pierwsze konsekwentna polityka prowadzona od wielu lat w różnych wymiarach. Począwszy od polityki społecznej, przez gospodarczą, po inwestycyjną. Mieszkańcy docenili pewną przewidywalność i niewchodzenie w spory polityczne, a już na pewno nie w takie, które nie dotyczą bezpośrednio samorządu, nieprzenoszenie tych sporów z polityki centralnej na lokalną. Chodzi o to, żebyśmy nie dzielili się ideologicznie, tylko dyskutowali o lokalnych sprawach i problemach. Sprzyjały temu spokojne rządy i zgoda w radzie miejskiej. Oczywiście nie znaczy to, że w każdej kwestii zawsze powinniśmy być zgodni. Być może niektórzy uważali, że temperatura tych rozmów jest za niska, za mało jest konfrontacji politycznej. Ale generalnie większość społeczeństwa docenia spokojną rozmowę o problemach.
Na pewno aspektem sprzyjającym była wysoka frekwencja. Zawsze łatwiej jest zmobilizować osoby niezadowolone, często mobilizujemy się na wybory przeciwko komuś. Na wybory raczej idą ci, którzy chcą zmienić władzę. Przy wyższej frekwencji idą również ci zadowoleni, z zasady mniej zmotywowani.
Poza tym pojawiła się tendencja głosowania na samorządowców. Wszystkie partie są teraz zadowolone i ogłaszają sukces wyborczy. Nie dotyczy to zresztą tylko naszej polityki, bo w Stanach Zjednoczonych po ostatnich wyborach i Demokraci i Republikanie ogłosili, że wygrali je i wszystkim wynik pasuje. Jeśli przeanalizujemy wyniki ostatnich wyborów w Polsce, to tak naprawdę wygrali je bezpartyjni samorządowcy. Odwróciła się tendencja z poprzednich wyborów - tendencja na zmianę. Teraz wielu dotychczasowych samorządowców wygrało wybory. Zresztą dobre wyniki w radzie miejskiej i powiatu osiągnęli dotychczasowi radni, zarówno ci, których możemy zakwalifikować do koalicji, jak i opozycji. To pokazuje, że społeczeństwo wysoko ocenia samorząd. Może było to spowodowane ogólną narodową debatą o samorządzie. Mówiło się przecież o zmianie konstytucji, ustroju samorządu, o ograniczeniach władzy samorządowej, zmianach sposobu finansowania. Być może dzięki tej publicznej dyskusji ludzie zauważyli, że samorząd jest potrzebny, że pełni ważną rolę i poszli na wybory.
Czy którąś z propozycji zgłoszonych przez konkurentów w kampanii wyborczej burmistrz uważa za wartą rozważenia i realizacji?
    - W politologii jest tak, że kampanię zaczyna się od analizy programów kontrkandydatów. Ja z kolei zamierzam od tej analizy zacząć nową kadencję. Po odrzuceniu oczywiście aspektów związanych z wyborami, umizgiwania się do wyborców, bo to robi każdy, każdy chce, żeby jego program był najpiękniej opakowanym prezentem. Jak już zdejmiemy to opakowanie, to w programach możemy natknąć się na ciekawe propozycje albo diagnozy problemów. 
Zwróciliśmy uwagę na często poruszane kwestie socjalne: darmowa komunikacja miejska, darmowe żywienie w szkołach, mniejsze, albo symboliczne wręcz opłaty za korzystanie z obiektów kulturalnych i sportowych. Czeka nas dyskusja, czy na tym etapie rozwojowym iść w bezpłatną komunikację tam, gdzie ona jest, czy raczej ją rozwijać na obszary, gdzie jej nie ma, bo i tak jest dotowana. Dotujemy bilety na basen, czy budujemy basen zewnętrzny? To też kwestia poszukiwania złotego środka i zrównoważonej polityki rozwoju, nie tylko w aspekcie geograficznym: miasto - wieś, osiedla, ale we wszelkich aspektach, np. wieku społeczeństwa. Czy na politykę senioralną, która zaczyna być bardziej dostrzegana, wydajemy odpowiednią kwotę w stosunku do polityki skierowanej do najmłodszych? Czy właściwie dostrzegamy potrzeby osób aktywnych zawodowo, które mają 30 - 40 lat i dzieci?
Radnych, którzy startowali do rady miejskiej i powiatowej z komitetów, które mnie wspierały, poprosiłem, aby na najbliższym spotkaniu podzielili się spostrzeżeniami z kampanii bezpośredniej, tematami, które zgłaszali wyborcy. Może jest problem, który często się pojawiał, może pojawiały się propozycje rozwiązań albo tendencje, które do tej pory się nie pojawiały. Cały czas zmieniamy się jako społeczeństwo. Jako zarządzający cały czas musimy trzymać rękę na pulsie, czuć nastroje, potrzeby, odczucia społeczeństwa.
 
Nie stajemy się PiS-em
 
Gdybyśmy chcieli głosować na PiS, zagłosowalibyśmy na panią Runo - co pan odpowie swoim wyborcom, którzy tak komentują koalicję z PiS-em?
    - Każda koalicja to małżeństwo z rozsądku, a nie z miłości. Żeby skutecznie rządzić w gminie i współrządzić w powiecie, trzeba było zawrzeć koalicję. Na naszej scenie było trzech graczy: Wspólnota Samorządowa, PiS i PSL. Mogły powstać wszystkie koalicje, wszystkie konfiguracje.
Myślę, że dla PiS-u ta koalicja jest tak samo trudna, jak dla Wspólnoty Samorządowej. Też musi tłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego właśnie ze Wspólnotą Samorządową.
Po pierwsze liczba mandatów w radzie miejskiej: PiS ma 6, PSL tylko 2. Ja już przeżyłem rządy, kiedy było 11:10, kiedy jeden radny mógł postawić budżet na głowie i powiedzieć, że jeśli jakiś jego projekt, inwestycja, działanie nie znajdzie się w budżecie, to on za nim nie zagłosuje i budżet nie zostanie uchwalony. To nie są dobre rządy, bo wymagają naprawdę bardzo ciężkich kompromisów.
To, że jesteśmy w koalicji z PiS-em, nie znaczy, że stajemy się PiS-em, czy zapisujemy się do PiS-u. Tak samo jak PiS nie stanie się Wspólnotą Samorządową. Każdy ma swoje poglądy, swoją tożsamość, ale co do większości aspektów programowych się zgadzamy. Będziemy się starali udowodnić mieszkańcom w trakcie tej kadencji, że to będzie dobra koalicja, która będzie skutkowała też współpracą z wieloma instytucjami zarządzanymi przez PiS, bo PiS rządzi w kraju. Jak mówimy o bliższej współpracy z wojewodą, z GDDKiA, z poszczególnymi ministerstwami, to ta droga po prostu prowadzi przez PiS. 
Mówił pan, że samorząd stał się ważny dla społeczeństwa m.in. dzięki dyskusji politycznej.
    - Dostrzeżono rolę samorządu. Pewne działania podjęły korporacje samorządowe, Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich…
Ale były to działania przeciwko PiS-owi. Jak odnajdujecie się w tej koalicji pod tym względem? PiS jest postrzegany jak partia antysamorządowa, która chce raczej centralizować.
    - Tak to odczytuję. PiS jest partią, która próbuje centralizować i ja tego zjawiska nie popieram. Stworzenie samorządów w Polsce było udaną reformą i wiele krajów, np. Ukraina, chciało się wzorować na polskim systemie samorządowym. Oczywiście, nie ma ideałów, można rozmawiać o udoskonaleniach, większym umocowaniu powiatów w tym systemie, ale generalnie reforma była udana. Uważam, że czym bliżej mieszkańca, tym lepiej jego problemy są załatwiane. Z perspektywy miasta wojewódzkiego czy stolicy te problemy są zupełnie inaczej widziane.
To nie jest tak, że przez koalicję zmienimy pogląd w jakiś sprawach. I nie oczekuję, że przedstawiciele PiS-u odejdą od swoich poglądów. Ale to nie znaczy, że nie możemy razem pochylić się nad lokalnymi problemami, dyskutować, które inwestycje i w jakiej kolejności będziemy robili, czy jak będziemy przeprowadzali reformę oświatową w szkołach średnich. 
 
Konsultacje to nie prawo weta
 
Przejdźmy do pana propozycji z kampanii. Chciałabym zapytać o niektóre, kiedy chcecie je realizować w ciągu 5-letniej kadencji. Zacznijmy od Wyszkowskiego Parku Rozrywki i Sportu i basenów zewnętrznych. Czy będzie tak, jak pan przed chwilą powiedział, że albo baseny albo tańsze bilety na pływalnię?
    - Mówiłem o pewnych zależnościach. Jeśli chodzi o inwestycje, to powiedziałbym raczej, że albo budujemy drugą część stadionu, albo baseny zewnętrzne. Zakładam, że obie inwestycje będziemy robili w oparciu o środki zewnętrzne. Po pierwsze nie jest możliwe, żebyśmy dostali na obie środki w jednym roku. Po drugie gdybyśmy realizowali je równolegle, skutkowałoby to zmniejszeniem inwestycji w pozostałych obszarach. A słyszeliśmy, gdy dostaliśmy środki na inwestycje w mieście, bo takie były programy, że niewiele robimy na wsiach.
Do momentu pozyskania środków równolegle będziemy te dwa projekty realizowali. W pierwszej kolejności będzie realizowany ten, na który uda się pozyskać środki zewnętrzne. Stadion mamy już zaprojektowany i skosztorysowany. W przyszłym roku chcemy dopracować koncepcję i przeprowadzić fazę przedprojektową basenów, żeby wiedzieć, co i za ile. Czy w przyszłym roku będziemy robić projekt, tego nie wiem. Chcemy dobrze przygotować ten projekt na 2020 r.
To nie jest tak, że to wymyśliliśmy i zastanawialiśmy się, czy ten projekt "zaskoczy", ale wynikało to z głosów mieszkańców, a także niedoskonałości naszej plaży, która jest kosztowna, chimeryczna, mocno zależna od stanu wody w rzece. Takie baseny byłyby dobrą alternatywą. Tegoroczny projekt udostępnienia basenu latem za darmo, przerósł nasze oczekiwania.
Budowa mostu.
    - Będę wkrótce rozmawiał na ten temat z GDDKiA. Na razie GDDKiA przechodzi restrukturyzację więc musimy chwilę poczekać.
Ale gdzie taki most widziałby wieloletni burmistrz?
    - Za wcześnie, żeby mówić. Każda lokalizacja będzie miała swoich przeciwników i zwolenników. Z mostem jest trochę jak z oczyszczalnią ścieków. Wszyscy wiemy, że jest potrzebna, tylko nikt nie chce mieć jej obok siebie.
Wymiana oświetlenia na ledowe.
    - Niestety, na ten cel nie będzie środków unijnych, wszystkie zostały skierowane na walkę ze smogiem.
Będziemy to robić w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Sięgniemy po środki inwestora i będziemy spłacali różnicą między ceną, którą teraz płacimy, a ceną po zamontowaniu nowych lamp. Przygotujemy się do tego w przyszłym roku.
Pozostając w temacie inwestycji i w cieniu kampanii wyborczej, podczas której słowo konsultacje odmieniane było przez wszystkie przypadki, czy zamierzacie państwo pytać mieszkańców o inwestycje, np. czy wolą tańsze wejścia na basen, czy budowę basenu zewnętrznego?
    - Bierzemy to pod uwagę. Rozważamy również konsultacje drogą elektroniczną. Na konsultacje przychodzi bardzo mało osób, więc szukamy innych form ich przeprowadzania.
Nie wiem, czy to kwestia zmiany naszej mentalności czy upowszechnienie komunikacji elektronicznej, mediów społecznościowych, ale w tej chwili nie ma działania, które nie spotykałoby się z jakimś oporem czy niezadowoleniem społecznym. Czasami może powstać wrażenie, że wszyscy wszystkiemu jesteśmy przeciwni. Trzeba mieć świadomość, że ci, którzy są za, nie odzywają się, a głośni są ci, którzy są przeciw. Nigdy nie będziemy uciekali od rozmów i dyskusji, natomiast nie możemy mylić konsultacji z prawem weta. Niektórzy tak to sobie wyobrażają: przychodzę na konsultacje, jestem przeciwny, to znaczy że gmina czy inwestor odstąpią od projektu. Tak po prostu nie jest. Po wszystkich rozmowach i konsultacjach przychodzi czas decyzji i trzeba ją podjąć za albo przeciw i ponieść jej konsekwencje w następnych wyborach. Gdybyśmy czekali na jednomyślność, to nie wyobrażam sobie, że zrobiliśmy cokolwiek. Każde działanie znajduje przeciwników.
Dziękuję za rozmowę.
Cały wywiad z Grzegorzem Nowosielskiem w ostatnim wydaniu Nowego Wyszkowiaka, już w sklepach i kioskach.
 
MajsterPlus728x240
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Zitcom