Advertisement 
Tłum krzyknął: „Won do Brukseli!” (foto)

Wydarzenia

Tłum krzyknął: „Won do Brukseli!” (foto)

22.05.2019
autor: Sylwia Bardyszewska
- Wiele osób ma ze mną problem, wielu przestępców, polityków, bo brałem udział w ujawnianiu różnych afer. Ale nikt tak się na mnie nie mścił, jak obecna władza – na wtorkowym spotkaniu w Wyszkowie mówił Paweł Wojtunik, były szef CBŚ i CBA, kandydat do Parlamentu Europejskiego.
 
Adam Mróz przypomniał, że po spotkaniach z Waldemarem Skrzypczakiem i Wiesławem Leśniakiewiczem to kolejne na temat bezpieczeństwa. Jako były szef CBA i CBŚ Paweł Wojtunik ma w tej kwestii sporo do powiedzenia.
Do policji wstąpił w 1992 r. Po ukończeniu Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie pracował w biurze ds. walki z przestępczością zorganizowaną. - Nie będę wam, w Wyszkowie opowiadał, czym jest przestępczość zorganizowana. Znam okolice Wyszkowa, ale od strony płotów, zarośli, zasadzek, obserwacji - zaznaczył.
Był zastępcą dyrektora CBŚ, skąd odszedł za pierwszych rządów PiS. Został oficerem łącznikowym w Londynie, pracował w Scotland Yardzie. Po powrocie do kraju znów został szefem CBŚ. W 2009 r., po zdymisjonowaniu Mariusza Kamińskiego, zajął jego miejsce na stanowisku szefa CBA. - Po wyborach wygranych przez PiS, historii związanej z zarzutami dla Kamińskiego, okazało się, że nasza dalsza współpraca nie jest możliwa - przypomniał.
Wyjechał do Mołdawii, gdzie został doradcą z ramienia UE dla tamtejszego premiera.
 
Naturalnie wkurzony
Paweł Wojtunik startuje z listy Koalicji Europejskiej. - Startuję, bo jestem naturalnie wkurzony, zły. Przelała się w moim życiu czara goryczy. Postanowiłem nie siedzieć w domu załamany - mówił. - To najmniej polityczne wybory, najbardziej fachowe, są naturalnym miejscem dla fachowców w dziedzinie bezpieczeństwa. Choć oczywiście startują osoby, które mają takie, a nie inne notowania w danej partii, które nie znają języków. Dotyczy to zresztą wszystkich partii. Jestem bezczelny, ale PO dała mi miejsce na liście, bo chciała mieć takiego bezczelnego, szczerego człowieka.
Kandydat ma 47 lat, urodził się i wychował w Białobrzegach Radomskich. - Jestem dzieckiem ziemi mazowieckiej, po zamieszkaniu w Warszawie stałem się klasycznym słoikiem - przyznał z uśmiechem. - Wiem, co to bieda. Pochodzę z rodziny tradycyjnej, pryncypialnej, silnie związanej z wsią, nie boję się ciężkiej pracy. Znam wiele problemów normalnego, codziennego życia, nie jestem odklejony od rzeczywistości, jak osoby, które przyjeżdżają z pomysłami obliczonymi na PR. Ćwiczymy to np. z lotniskiem w Radomiu. W kampanii politycy potrafią obiecać wszystko. Kiedyś powiedziałem, że zagłosuję na polityka, który niczego nie obieca. Jak mogę obiecać, skoro nie mam do tego instrumentów? Jestem policjantem, urzędnikiem, nie umiem obiecywać. I zagłosuję na osobę, która w wywiadzie telewizyjnym powie: nie wiem, zapytam specjalistę, fachowca, dowiem się. Jak ktoś mnie pyta, czy Polska powinna wstąpić do strefy euro, to za cholerę nie wiem. Nie znam się, powinien na ten temat wypowiedzieć się ekonomista. Nie lubię, jak ktoś mówi, że zna się na bezpieczeństwie i że w jedną noc można uchwalić kodeks karny. Przez brak pokory, lizania tyłka dwa czy trzy razy musiałem odejść, zapłacić za to cenę.
Zdaniem Pawła Wojtunika, Polska znajduje się na piku nacjonalizmu i ksenofobii: - Przez 3 lata jako unijny dyplomata obserwowałem, jak wygląda autorytet Polski za granicą. Wygląda fatalnie. Tak jest, jak jest się z każdym pokłóconym, nie zna się języków obcych. Polska nie zostałaby dziś przyjęta do UE z powodu wątpliwości związanych z sądownictwem, upolitycznienia prokuratury, służb specjalnych i policji. To, co się dzieje, nie jest synonimem prawa i sprawiedliwości.
Paweł Wojtunik czuje się prześladowany przez rządzących i to jeden z powodów, dla których zdecydował się na start w wyborach. - Wiele osób ma ze mną problem, wielu przestępców, polityków, bo brałem udział w ujawnianiu różnych afer. Ale nikt tak się na mnie nie mścił, jak obecna władza - podkreślił. - Wiem, co to nękanie i represje ze strony władzy. Bezpodstawne, fikcyjne postępowania, żeby przesłuchiwać moją rodzinę i znajomych. Wyrzucono z pracy moją żonę, rodziny moich współpracowników również straciły pracę. Moja 19-letnia córka była nękana przesłuchaniem. Miała opowiedzieć, co się działo w domu, gdy miała lat 16. Ja bym się nie zgodził na przesłuchanie córki Uchala. Żona i dzieci nie są żadnymi świadkami, ich zeznania są bezwartościowe. To ma tylko charakter represji.
 
Politycy bawią się nami
Jako europarlamentarzysta chciałby zająć się kwestią szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Nie chodzi tylko o zagrożenie ze wschodu i terroryzm, ale i bezpieczeństwo w sieci. - Ok 20% dzieci cierpi na stany depresyjne z powodu tego, co dzieje się w Internecie. Zgodzicie się państwo, że kliknięcie przycisku, że mam 18 lat nie jest wystarczającym zabezpieczeniem - zauważył.
W pytaniach poruszono m.in. kwestię ustawy dezubekizacyjnej. - 50 tys. osób zapakowano w jedną paczkę i przybito pieczątkę UB. Kiedy mówię, że to nie w porządku, nazywają mnie obrońcą ubeków - skomentował Paweł Wojtunik. - Tymczasem odpowiedzialni za zabójstwo Popiełuszki mają emerytury, bo jak siedzieli w więzieniu, to naliczano im składkę, jak wszystkim innym.
- Wybory są po to, żeby rozwiązywać sprawy na przyszłość, a nie grzebać w grobach, w teczkach. Dobrze by było, żeby władza mówiła o jutrze, a ja cały czas słyszę tylko wczoraj, wczoraj… - dodał.
Poruszono też temat coraz wyraźniejszych podziałów w społeczeństwie. - Politycy bawią się nami, podpuszczają nas, a potem idą razem na wódkę i rozmawiają, który bardziej dołożył - uważa Paweł Wojtunik. - Ale jak giną ludzie, prezydent miasta, to trzeba usiąść i zastanowić się, co się z nami stało?
Kandydat zachęcał do udziału w wyborach: - Należy pójść i zagłosować. Jeśli to będę ja, to będę zaszczycony. Zapewniam, że nie cofnę się. Przed nami wyborczy trójskok. Boję się, że po kolejnych 4 latach tych rządów nie będzie policjantów, prokuratorów, sędziów, którzy będą jeszcze wiedzieli, co to niezależność.
Na koniec Paweł Wojtunik przyznał, że do kandydowania zainspirował go… Mariusz Kamiński. W ubiegłym roku przyjechał na spotkanie w Białobrzegach, rodzinnej miejscowości Pawła Wojtunika. Ten obiecał żonie, że nie będzie zadawał pytań… ale nie wytrzymał. Padło pytanie o nagrody w rządzie. - Zapytałem Kamińskiego, czy wiedział, że dostaje premie, a jeśli tak, to czy powiedział prezesowi – relacjonował.
W odpowiedzi posypały się oskarżenia pod adresem Pawła Wojtunika, a na koniec Mariusz Kamiński stwierdził: „Wracaj, pan, do Brukseli”. - Tłum krzyknął: „Won do Brukseli!” - na spotkaniu w Wyszkowie opowiadał Paweł Wotunik. - Pomyślałem, że z tą Brukselą to genialny pomysł. Mam nadzieję, że mi się powiedzie dzięki państwu, że będą mógł was reprezentować.
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Odwiedź naszą stronę www Odwiedź nas na facebooku