Skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci Roberta Czajkowskiego

Wydarzenia

Skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci Roberta Czajkowskiego

15.06.2016
autor: Sylwia Bardyszewska
Wyrokiem 3,5 roku pozbawienia wolności zakończył się trwający prawie półtora roku proces 24-letniego Sebastiana G., skazanego za nieumyślne spowodowanie śmierci Roberta Czajkowskiego. Rodzinie zmarłego mężczyzna ma też zapłacić zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę i zwrócić koszty postępowania, w sumie 40 tys. zł. – Jakikolwiek wyrok nie zwróci życia Robertowi – komentuje rodzina państwa Czajkowskich. Ale nie ukrywają, że od tego, który zapadł w piątek 10 czerwca, zamierzają się odwołać.
28-letni Robert Czajkowski zaginął w nocy z 31 października na 1 listopada 2013 r. W jego poszukiwania zaangażowało się wiele osób, służby ratunkowe, rodzina, przyjaciele, a nawet ci, którzy nigdy go nie spotkali. Po tygodniu jego ciało wyłowiono z rzeki Bug, na wysokości LOK-u. Tego samego dnia policja zatrzymała 21-letniego wówczas Sebastiana G., który, jak pokazuje nagranie monitoringu, w pobliżu dyskoteki szarpie się z Robertem Czajkowskim i goni go. Dalej, do miejsca utonięcia Roberta Czajkowskiego, oko kamery jednak nie sięga.
Sebastian G. został skazany za dwa czyny: naruszenie nietykalności cielesnej i nieumyślne spowodowanie śmierci, za co Sąd Rejonowy w Wyszkowie wymierzył mu karę łączną 3,5 roku więzienia. „Goniąc Roberta Czajkowskiego, wywołał w nim potrzebę ucieczki, czym spowodował jego wbiegnięcie do rzeki Bug, a następnie oddalił się, pozostawiając pobitego Roberta Czajkowskiego w wodzie, czym nieumyślnie spowodował skutek w postaci jego śmierci przez utonięcie” – czytamy w wyroku.
 
Do wody uciekł przed atakiem
Do zatargu między Sebastianem G. a Robertem Czajkowskim doszło na dyskotece ok. godz. 3.00. Obaj byli nietrzeźwi. Opuścili budynek i zaraz za furtką padł pierwszy cios, Sebastian G. uderzył Roberta Czajkowskiego pięścią w brzuch. Sebastian G. szedł za Robertem Czajkowskim, uniemożliwiając mu jednocześnie powrót na dyskotekę. Doszło do szarpaniny, padły kolejne ciosy w plecy, okolice głowy. Gdy Robertowi Czajkowskiemu udało się wyrwać, pobiegł w kierunku rzeki. Uciekając, wbiegł do wody, jak czytamy w akcie oskarżenia, „chcąc uniknąć agresywnego zachowania i broniąc się przed atakiem”. Po zatrzymaniu oskarżony twierdził, że próbował namówić Roberta Czajkowskiego do wyjścia z rzeki, ale bezskutecznie. W końcu wrócił do klubu, ale po ok. 10 minutach jeszcze raz poszedł nad rzekę. Zeznał, że Roberta Czajkowskiego już nie było. Słyszał dochodzące z parku odgłosy i myślał, że mężczyzna jednak wydostał się z wody. Tak się jednak nie stało. Ciało Roberta Czajkowskiego wyłowiono po 7 dniach, sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było utonięcie. 
Sebastian G. przed sądem stanął w lutym ubiegłego roku, nie przyznał się do winy. W trakcie śledztwa przekonywał, że Robert sam wbiegł do wody, że nie wpadł do niej na skutek uderzenia czy popchnięcia, nie został też do niej wrzucony. Być może chwilę wcześniej szarpali się jeszcze, być może uderzył Roberta w plecy; dokładnie nie pamięta: – Powiem prawdę, nie będę kłamał. Było to tak. Wtedy, co Robert zaczął uciekać po ostatnim moim uderzeniu, wbiegł do wody i powiedział do mnie: „Ja ją kocham”, czy coś takiego (…). Jeszcze jak chodził po tej wodzie, to krzyczał: „Zostaw mnie już, nie chcę się z tobą bić, mam dość”. 
Dlaczego nie wskoczył za nim do wody? – Gdy ze mną rozmawiał, to stał w wodzie, nie krzyczał, że potrzebuje pomocy, nie było tego po nim widać. Gdyby potrzebował pomocy, to ja bym wskoczył do wody i mu pomógł, bo umiem pływać – zapewniał. 
- Do dziś nie myślałem, że mam go na sumieniu – mówił w dniu zatrzymania. – Jak się dowiedziałem, że nie żyje, to stwierdziłem, że muszę zgłosić się na komendę, wszystko wyjaśnić. Teraz też myślę, że mam go na sumieniu, bo zadałem mu tylko kilka ciosów.
 
3,5 roku więzienia za śmierć człowieka 
Wydając wyrok, sąd nałożył na Sebastiana G. także „obowiązek zadośćuczynienia za doznaną krzywdę poprzez zapłatę na rzecz oskarżycieli posiłkowych” w sumie 30 tys. zł oraz prawie 10 tys. zł tytułem zwrotu kosztów sądowych.
Zdaniem członków najbliższej rodziny zmarłego, występujących w procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych, zarzuty były zbyt łagodne, dlatego już w trakcie procesu składali wniosek o zmianę kwalifikacji czynu z nieumyślnego spowodowania śmierci na zabójstwo w zamiarze ewentualnym. Niejasna, ich zdaniem, do dziś pozostaje kwestia obrażeń i tego, na ile miały wpływ na utonięcie Roberta. 
Od wyroku zamierzają się odwołać. – 3,5 roku więzienia za śmierć człowieka – komentują piątkowy wyrok. Poza tym w dalszym ciągu nie wiedzą, jak zginął ich bliski. – Poza wynikami sekcji zwłok i zeznaniami oskarżonego nie mamy nic. Tylko on wie, co się wydarzyło.
- Najbardziej boli nas to, że Sebastian G. nie ma poczucia winy – dodają. – Była zimna, listopadowa noc, Robert był w wodzie w samej koszuli, pobity. Sebastian G. wiedział, czym to się może skończyć. Dlaczego nie wezwał pomocy?
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Odwiedź naszą stronę www Odwiedź nas na facebooku