Powracamy po swoich (foto)

Wydarzenia

Powracamy po swoich (foto)

28.04.2018
autor: Sylwia Bardyszewska
O żmudnych poszukiwaniach szczątków ofiar komunizmu na warszawskiej Łączce, towarzyszących temu emocjach opowiedzieli, podczas spotkania w Bibliotece Miejskiej 25 kwietnia, wolontariusze. To na Łączce w 2017 r. odnaleziono szczątki Jana Kmiołka.
- Spotkaliśmy się, aby wspólnie świętować symboliczny powrót śp. Jana Kmiołka do swej rodzinnej ziemi, którą kochał całym sercem, dla której walczył i dla której zginął – podkreślił prowadzący spotkanie regionalista Mirosław Powierza. - Żołnierze z oddziału Jana Kmiołka niemal w 100% polegli z bronią w ręku, a ich ciała zostały skrycie wrzucone do dołów śmierci.
- Ciągle brakowało ostatniego roku w życiorysie Jana Kmiołka, gdy został podstępnie aresztowany – dodała Dorota Cywińska. - W 1952 r. został rozstrzelany na Rakowieckiej i ślad po nim zaginął. Okazało się, że jednak Łączka, został odnaleziony. To wielkie, wielkie święto dla nas. Witamy cię na naszej ziemi, nasz partyzancie. Powróciłeś. Spełniły się twoje prorocze słowa: „Jeszcze się Polska o nas upomni”. To nasze wielkie zwycięstwo. Powróciłeś też do naszych serc, dusz, umysłów, do naszej narodowej pamięci.
Tytuł spotkania został zaczerpnięty ze słów Krzysztofa Szwagrzyka kierującego powołanym przez IPN Biurem Poszukiwań i Identyfikacji: „Powracamy po swoich, by ich odnaleźć. By ich opatrzeć na drogę. A ci, którym dany jest ten zaszczyt – pracownicy Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, rzesze wolontariuszy, którzy z nami pracują i wierzę, że będą czynili to nadal – wiedzą, że nie prowadzimy wykopalisk, ale dotykamy świętości. Nie odnajdujemy szkieletów, lecz szczątki bohaterów.”
O tym, jak wyglądały prace poszukiwawcze opowiedział pracownik biura Marek Nadolski. Na Łączce ofiary komunistów chowane były potajemnie do drugiej połowy lat 50. – Potem ten teren był wysypiskiem śmieci, kompostownią, w końcu przyłączono go do cmentarza. Na grobach naszych bohaterów pobudowano krypty osób zasłużonych dla systemu komunistycznego – mówił Marek Nadolski. - Ekshumacje poprzedza kwerenda archiwalna, uzyskanie zgody właścicieli terenu. Nie możemy się nawet pomylić o metr. Łączka to 152 dni prac, 5 etapów. Przesialiśmy ponad 1 tys. ton ziemi. W ostatnim etapie zaangażowanych było 250 wolontariuszy plus kilkudziesięciu gości. Znaleźli ponad 5 tys. luźnych fragmentów kości. Z tych kości możemy złożyć nie mniej niż 80 szkieletów. W sumie mamy 300 – 320 osób, prawie wszystkich zamordowanych na Rakowieckiej. Materiał porównawczy mamy tylko do 40%. Więcej nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Wielu umarło bezpotomnie, rodzice, rodzeństwo odeszli. Do 1 lutego 2018 r. na Łączce mamy zidentyfikowanych 58 osób, dwie kolejne czekają na ogłoszenie. Nasze biuro może się poszczycić 103 osobami zidentyfikowanymi. 
Marek Nadolski za współpracę podziękował Marcinowi Ślubowskiemu, wyszkowianinowi, pracownikowi współpracującego z IPN Domu Pogrzebowego „Czyżak”. Obaj przyznali, że przekonanie rodzin, których groby znajdowały się na terenie poszukiwań było zadaniem trudnym i delikatnym. Do przeniesienia było aż 165 grobów. - Jan Kmiołek został znaleziony prawdopodobnie przez nas, gdy odkrywaliśmy groby – dodał Marcin Ślubowski. Powiedziano mu wtedy: „Ty jesteś z Wyszkowa, to nie jest przypadek”. 
Jednym z wolontariuszy na Łączce jest Jarosław Wróblewski, autor książki „Kwatera Ł - Wolność jest kuloodporna”. - Łączka to zwycięstwo, ciężka, fizyczna praca wielu osób, to fundament wolnej Polski – podkreślił. - W tym szatańskim planie, zbrodni doskonałej komuniści nie przewidzieli jednej rzeczy: DNA. Udało się zidentyfikować ludzi, o których mieliśmy już nie usłyszeć. Prawda zwyciężyła, ktoś się o nich upomniał, odszukał, wydobył. Jesteśmy świadkami ziemskiego zmartwychwstania tych ludzi. Poznajemy ich zdjęcia, obszerne dokonania. Powracają jako bohaterowie. To była ciężka praca, determinacja, odpowiedzialność, poczucie misji, modlitwa. Mam wrażenie, że jesteśmy dopiero na początku tej drogi.
O swoim wolontariacie na Łączce opowiedział również Marek Kutyłowski: - W pewnym momencie ludzie nie chcieli wracać do domu, widać było po każdym energię. Oni dla nas próbowali odzyskać niepodległą Polskę za cenę życia. Za długo byli pomijani, wyzywani od bandziorów.
Wolontariuszkami były także Monika Proniewska i Magdalena Toczyłowska.
- Potraktowałam to jako swój obowiązek wobec tych żołnierzy – mówiła pani Monika. - To był właściwie dla mnie zaszczyt, niesamowity, szczególny czas. 
Na decyzje pani Magdy wpływ miała historia rodzinna, ale też książka wyszkowian Grzegorza Pikory i Adama Rosłońca „Strzały spod pierzyny”, w której „przemycili historie o partyzantach z Puszczy Białej”. - Zadałam sobie pytanie: dlaczego nie pomagam? – opowiadała. - To dla mnie czas przemyśleń, wielkiego przewartościowania. Bardzo mocno wierzę, ze Jaś Kmiołek został znaleziony dzięki Tomkowi, jego modlitwie.
Wyszkowianin ks. Tomasz Trzaska jest kapelanem środowiska Żołnierzy Wyklętych. Nie bez znaczenia jest dla niego fakt, że to ksiądz wprowadził do oddziału Jana Kmiołka agenta bezpieki: - Kilkadziesiąt lat temu jeden z naszych starszych kolegów został złamany. Nie wiadomo jak i dlaczego, ale nie dał rady. Tymczasem Jan Kmiołek wymyślił historię, żeby nie wsypać księdza, który wsypał jego.
- Dziękujemy za odnalezienie szczątków naszego partyzanta i wierzymy, że wasza trudna i emocjonalna praca przyniesie dalsze efekty, bo jeszcze wielu naszych chłopców czeka na odnalezienie – za spotkanie dziękował Mirosław Powierza.
Karolina Puchalska
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość