Nic tak nie uszczęśliwia męża, jak szczęśliwa żona (foto)

Wydarzenia

Nic tak nie uszczęśliwia męża, jak szczęśliwa żona (foto)

14.03.2019
autor: Sylwia Bardyszewska
- młodzież przekonywał człowiek znany, choć po głosie nierozpoznawalny - najsłynniejszy polski mim Ireneusz Krosny. Spotkanie odbyło się w środę 13 marca w hali I Liceum Ogólnokształcącego podczas rekolekcji dla młodzieży szkół średnich.
W programie trzydniowych rekolekcji są m.in. konferencje, modlitwy wstawiennicze i o uwolnienie, adoracja i świadectwa. Jedno z nich dał Ireneusz Krosny. Rozmowę z młodzieżą poprzedził fragmentem jednego ze swoich kabaretowych programów. - Taki prezent rekolekcyjny - na występ zaprosił ks. Dawid Rosiński.
- Wiem, że nie poznajecie mnie po głosie - późniejsze spotkanie rozpoczął Ireneusz Krosny.
- Mam 51 lat, od 27 lat jedną i tą samą żonę, troje dzieci - przedstawił się. Znamy go doskonale z programów kabaretowych, ale niewiele osób wie, że jest magistrem teologii.
Wychował się w rodzinie katolickiej, ale jako nastolatek zainteresował się buddyzmem. - Zacząłem się zastanawiać, co ja właściwie wiem o chrześcijaństwie, postanowiłem dać chrześcijaństwu szansę. Pojechałem na rekolekcje, gdzie na własne oczy zobaczyłem, że modlitwa działa - opowiadał.
Podczas spotkania z młodzieżą skoncentrował się na relacjach rodzinnych: - Małżeństwo może przetrwać wiele lat i mam nadzieję, że też macie takie marzenie - mówił. - Rodzina jest ważniejsza niż praca. Wiem, że łatwo się mówi, a w rzeczywistości jest inaczej. Od 27 lat jestem mimem, ale kiedy zaczynałem, nikt mnie znał, nikt nie mógł zobaczyć mnie w Internecie, słabo stałem finansowo.
Po 3 latach Ireneusz Krosny zaczął wygrywać kolejne festiwale, coraz częściej można go było oglądać w telewizji. Pojawiła się propozycja półrocznego tourne po USA. - Stanąłem przed dylematem. Moja żona miała rodzić drugie dziecko - wspominał. - Wielu artystów wybrałoby Amerykę, a potem zamieniają się żonami. Jak się nie ma czasu dla siebie, to zaczyna się żyć osobno. Dzięki temu, że zostałem, mam teraz tę samą żonę, dzieci znają mnie z domu, a nie z telewizji. Niejeden z moich kolegów artystów ma rozbitą rodzinę. Rozmawiam z nimi i widzę, jak z biegiem lat coraz bardziej brakuje im relacji, a coraz mniej liczy się, czy jest się znanym artystą. I teraz on by chciał, żeby dzieci z wnukami do niego wpadły, ale one nie mają z nim relacji. Jeśli chcecie mieć szczęśliwe życie, to pamiętajcie, co jest w nim najważniejsze. Nic tak nie uszczęśliwia męża, jak szczęśliwa żona. Jeśli postawi się na Jezusa, to on to wszystko poustawia. 
Był też czas na pytania (m.in. o techniczne ciekawostki "pełnej złudzeń" pantomimy) i pamiątkowe zdjęcia.
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Odwiedź naszą stronę www Odwiedź nas na facebooku