Wydarzenia

1 / 5

Moim obowiązkiem jest pisać prawdę

13.05.2016
autor: Sylwia Bardyszewska
Nową, autobiograficzną książkę „Cienie moich czasów”, w której odnajdujemy m.in. nawiązania do pobliskiego Knurowca, 5 maja w bibliotece miejskiej promował, na zaproszenie Klubu Gazety Polskiej, Bronisław Wildstein. Spotkanie było okazją do rozmowy m.in. o słynnej liście Wildsteina, różnych spojrzeniach na historię Polski i zagrożeniach współczesnej Europy.
Publicysta rozpoczął spotkanie od przeczytania fragmentu książki, będącego jednym z nawiązań do Knurowca, z którego pochodziła jego matka, gdzie przyjeżdżał od dzieciństwa: „Knurowiec (…) jest ważnym punktem mojej biografii. W ciągu paru lat moja żona zbudowała tam dom, który, jak sądziłem, będzie miejscem ostatniego etapu mojego życia. Wyobrażałem sobie, że z dala, kontemplując szaleństwa świata i zdobywając do nich odpowiedni dystans, będę mógł zająć się wyłącznie pisaniem”.
Ważnym etapem w życiu Bronisława Wildsetina, m.in. ze względu na działalność opozycyjną, były studia w Krakowie. – Co zostało z tamtego Bronisława Wildsetina? – zapytał Marek Głowacki.
- Mój antykomunizm był taki sam wtedy, jak i teraz, widziałem zło tego systemu. Byłem natomiast niedoświadczonym człowiekiem. W sensie ideowym uformowałem się w latach 90., jestem konserwatystą od połowy lat 90. – odpowiedział pisarz.
Uczestnicy podczas spotkania kilkakrotnie nawiązywali do odznaczenia Bronisława Wildsteina przez prezydenta Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego. Zgotowali publicyście owacje na stojąco. – Ogromny zaszczyt, nie ma bardziej znaczącego orderu. Ale to jest rodzaj zobowiązania – zauważył odznaczony. 
Na pytanie, czy nie ma poczucia dyskomfortu, będąc w tym samym gronie, co Jacek Kuroń, Karol Modzelewski czy Adam Michnik, odparł: - Dużo mnie od nich dzieli, w tej książce piszę również, jak zmieniały się moje relacje z tymi ludźmi. Z niektórymi osobami z opozycji tak rozeszły się drogi, że ze sobą nie rozmawiamy. W tym gronie trafiały się inne postacie, przerażające, ale taka jest historia. Traktuję to odznaczenie bardzo poważnie, otrzymałem je od Polaków.
W tym roku mija 10 lat od słynnej listy Wildsteina. – Czy z perspektywy czasu przysporzyła więcej dobrego czy złego? – zapytał Roman Składanowski.
- Ja nic nie opublikowałem – podkreślił Bronisław Wildstein. – Wyjąłem katalog osobowy z IPN, przekazałem go kolegom dziennikarzom, przekonując, by zaczęli odsłaniać prawdę o osobach publicznych w Polsce. Myślę, że to posunęło częściowo proces lustracji. Nie spotkałem się z człowiekiem, który okazało się, że nie był agentem i miałby do mnie pretensje. Miałem kilkanaście procesów, które wytoczyli mi wyłącznie dawni agenci.
- Ujawniane są kolejne osoby, które łamały swoje moralne kręgosłupy. Również w naszym mieście chodzą po ulicach byli pracownicy SB, są szanowanymi ludźmi. Część dokumentów została zlikwidowana. Czy sądzi pan, że prawda zostanie w pełni ujawniona? – temat kontynuowała Teresa Trzaska.
- Pełnej prawdy do końca raczej się nie dowiemy – przyznał Bronisław Wildstein. – Ma pani rację, że koncentrujemy się na agentach, trochę zapominamy o tych prawdziwych sprawcach, którzy poruszali tymi marionetkami.
O to, kogo Bronisław Wildstein rekomendowałby na stanowisko szefa IPN, zapytał Krzysztof Rusak. Głośno dyskutowana jest kandydatura Sławomira Cenckiewicza. – Osobiście znam Cenckiewicza, cenię jako historyka. I trochę się obawiam – przyznał pisarz. – Jestem przeciwko rewizjonizmowi historycznemu, to nie jest specjalnie mądre. Z jednej strony m.in. Gazeta Wyborcza prowadzi pedagogikę wstydu – żeby nas zawstydzić naszą historią. To bałamutne, gorzej niż głupie. Ale ze strony prawicowej mamy podobne działanie. To strywializowana interpretacja historii. Są sytuacje, z których nie ma mądrych wyjść. To nie jest tak, że gdyby rządził Ziemkiewicz, poszlibyśmy z Niemcami, pokonali Rosjan, a potem obrócilibyśmy się przeciwko nim. Z perspektywy czasu historię ocenia się inaczej. Gdyby nie powstanie warszawskie, może nie byłoby Solidarności, gdyby nie przegrane powstania, w ogóle nie byłoby naszej tożsamości? Tego moi koledzy, prawicowi rewizjoniści, nie rozumieją. Czy mamy czcić AK, czy obśmiewać ich jako frajerów, bo powinni byli wygrywać? Naszym przodkom winni jesteśmy oddawać honory. W cieniu tego sporu, toczą się spory o to, kto będzie szefem IPN. Czy ktoś, kto reprezentuje takie poglądy, powinien nim być?
O nowe idee, jak choćby słowa Kornela Morawieckiego o tym, że dobro narodu powinno stać ponad prawem, zapytał Grzegorz Gajewski. – Idei mamy wystarczająco dużo, nie myślę o wynajdywaniu nowych – uważa Bronisław Wildstein. – Mamy świadomość, że żyjemy we wspólnocie, powinniśmy na jej rzecz działać. Moim obowiązkiem jest pisać prawdę. Wierzę, że da się poprawić rzeczywistość, narodową sprawę pchnąć w dobrym kierunku. Państwo prawa to nie jest państwo prawników. Twórca trójpodziału władzy Monteskiusz pisze jednoznacznie, że nie wolno oddawać strasznej władzy sądzenia. W całej Europie Trybunał Konstytucyjny działa w bardzo ograniczonym obszarze, bo inaczej przejmuje władzę.
Nowe kierunki działania wymusza rzeczywistość, jak choćby narastający problem kulturowy. – Współczesny Zachód jest na skraju upadku, kwestionuje swój własny ład, niszczy swoje fundamenty religijne, etyczne. Jak tak dalej pójdzie, to nie wierzę, żeby Europa mogła przetrwać – uważa pisarz. 
W tym kontekście padło pytanie o kryzys emigracyjny. – Otwarcie granic nie jest odpowiedzią, bo Europa się zawali – odpowiedział Bronisław Wildstein. – 
Nasza tożsamość jest narodowa i to się tak szybko nie zmieni. Integracja na siłę przyniesie odwrotny efekt. Kimś innym jest Polak, a kimś innym Portugalczyk czy Niemiec. Uważam, że powinniśmy być w Unii Europejskiej, ale powinniśmy działać w celu przeciwstawienia się negatywnym tendencjom, czego w ogóle nie robił poprzedni rząd.
Maria Oleksiak zapytała gościa o jego stosunek do ochrony życia, w kontekście projektu nowej ustawy antyaborcyjnej. – Absolutnie rozumiem te działania, optymalne byłoby, gdyby funkcjonował całościowy zakaz aborcji. Tylko trzeba zastanowić się, co realnie zaostrzenie prawa by przyniosło? Nasza ustawa antyaborcyjna na tle Europy jest i tak restrykcyjna. Oczywiście, można myśleć o jej poprawieniu. Ale czy radykalna ustawa nie byłaby dużo gorszym rozwiązaniem? Czy nie obróciłaby się przeciwko? Spowodowałaby obudzenie przeciwników, którzy domagaliby się pełnej dowolności. Kompromis ma to do siebie, że nie jest rozwiązaniem idealnym. Polityka to jest sztuka możliwego, tego, co uda nam się osiągnąć.
 
Office Expert
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
Odwiedź naszą stronę www Pobierz najnowszą gazetkę promocyjną Odwiedź nas na facebooku

Najczęściej komentowane

fotobudka star - czarne tło
Odwiedź naszą stronę www Pobierz najnowszą gazetkę promocyjną Odwiedź nas na facebooku
manhattan