Ludzie nazywali ich bandytami. Ale oni i tak wierzyli, walczyli (foto)

Wydarzenia

Ludzie nazywali ich bandytami. Ale oni i tak wierzyli, walczyli (foto)

28.02.2020
autor: Sylwia Bardyszewska
- tak o żołnierzach niezłomnych opowiadają dziś ich potomkowie. Wspomnień snutych przez łzy młodzież szkół średnich wysłuchała podczas spotkania inaugurującego powiatowe obchody Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, które odbyło się w piątek 28 lutego w I Liceum Ogólnokształcącym.
 
Spotkanie rozpoczął krótki wykład Agnieszki Wojtkowskiej, archeolog z biura poszukiwań i identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej. Mówiła m.in. o poszukiwaniach szczątków w Kwaterze na Łączce, „listach z przeszłości” - licznych znaleziskach, które pomagają w identyfikacji pomordowanych. Opowiedziała też o kilku postaciach, żołnierzach niezłomnych, m.in. Danucie Siedzikównie ps. Inka, Feliksie Selmanowiczu ps. Zagończyk, ks. Władysławie Gurgaczu, Stanisławie Sojczyńskim ps. Warszyc.
Dotychczas udało się zidentyfikować ok. 200 osób. - Dlaczego szukamy? Bo rodziny zbyt długo czekały na to, by dowiedzieć się, gdzie są ich bliscy, by ponownie pochować tatę, dziadka, rodzeństwo. Słyszymy jeszcze czasami, że nikt ich nie chce, nikt na nich nie czeka. Ale tak nie jest. Wiele osób wciąż nie wie, gdzie są ich bliscy. To także wasza misja - zwróciła się do młodzieży. - Ci młodzi ludzie w większości byli w waszym wieku. Nasze pokolenie jest odpowiedzialne, żeby pamięć o żołnierzach wyklętych przetrwała.
Jedną z zidentyfikowanych osób, których szczątki znaleziono na terenie kwatery „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach, jest pochodzący z Rząśnika Jan Kmiołek. Historię jego oraz braci przybliżył młodzieży film dokumentalny.
W spotkaniu wziął udział m.in. syn Stanisława Kmiołka, Jan. Wspomnieniami, często nie kryjąc łez, z młodzieżą podzieliły się także Teresa Czajkowska, córka żyjącego Mariana Czajkowskiego oraz Irena Lekso z domu Nasiadko. Goście - jak podkreślił prowadzący tę część spotkania Rafał Jaźwiński, naczelnik powiatowego wydziału promocji - mają w genach kod żołnierzy wyklętych.
- Nie przepadam za określeniem żołnierze wyklęci - przyznała Teresa Czajkowska. - Byli wyklęci, ale przez komunistyczny system, przyprawiano im twarz zbrodniarzy. Rzeczywiście, mamy to w dna. Znamy to od dzieciństwa. To byli bohaterowie, najlepsi synowie Polski. To nie są wyklęci, ale niezłomni bohaterowie.
- 1944 r. był dla Polski momentem przełomowym, nadchodziła nowa władza. Ale państwa rodziny uznały, że przychodzi nowy okupant. Dlaczego tak uważali?
- Nie jest tak, że tylko nielicznym nie podobała się wolność przyniesiona na bagnetach - uważa Teresa Czajkowska. - Większej liczbie Polaków się nie podobała, ale nie wszyscy byli tak zdeterminowani, by ponownie chwycić za broń. Ludzie po wojnie byli zmęczeni, była bieda. Nasze rodziny ruszyły, bo miały nadzieję, że świat się o nich upomni, że będą walczyć do końca o prawdziwą wolność.
- Tata powiedział: dzieci, jeszcze przyjdą takie czasy, że się Polska o nas upomni, że uznają naszą pracę, trud w lesie, ukrywanie się - dodała Irena Lekso, przyznając, że ciężko jej wracać do tamtego czasu. - Tata opowiadał, że cała rodzina została psychicznie zniszczona. Nachodzono naszą rodzinę, zdewastowano wszystkie budynki. Pisał: kochałem ojczyznę, walczyłem o nią. Oni po prostu chcieli lepszego życia. Ludzie bali się im udzielić pomocy, nazywali ich bandytami. Ale oni i tak wierzyli, walczyli.
- Patrzę, tyle tu młodzieży - na wypełnianą uczniami halę sportową liceum spojrzał Jan Kmiołek. - Mój stryj Franciszek miał 16 lat, jak go wzięli na wojnę.
Po aresztowaniach w 1951 r. Jan Kmiołek jeździł z mamą na rozprawy. - Co miała zrobić mama po aresztowaniu taty? Uklękliśmy, różaniec zmówiliśmy. Tylko mama jeździła na sprawy, wszyscy inni się bali. Stryj powiedział jej: „Bratowa nie płakać, nie dawać satysfakcji tym łobuzom, ratować Staśka. Bo ja już jestem stracony”. Ciężko mi dziś mówić, bo wspomnienia wracają, boję się, że się rozkleję.
Goście opowiadali o nieprzyjemnościach, z jakimi spotykały się rodziny żołnierzy niezłomnych. - Braci Nasiadków uważano za bandytów, że źle postępowali, po co poszli walczyć? Nie rozmawiało się o tym, jakby to był temat wstydliwy - opowiadała Irena Lekso. - Sąsiedzi po cichu rozmawiali. Dopiero po latach, kiedy prezydentem był Lech Kaczyński zaczął poruszać tę sprawę. Tata już o niczym innym nie umiał mówić, tylko o tych wspomnieniach i płakał.
- Tylko za to, że było się bratem, siostrą też trafiało się do więzienia - mówiła Teresa Czajkowska. - Sąsiedzi ze strachu się odsuwali, być może nie wszyscy byli po stronie Polski walczącej, pracowali w służbach UB, byli donosicielami. Rewizje polegały na tym, że leciały połamane dachy, gospodarstwa w ruinie, kobiety same musiały sobie z tym radzić. Babcia nie wierzyła, że tata wróci z więzienia. Po prostu prosiła Boga o śmierć, nie chciała żyć w takiej Polsce, nie chciała żyć sama. Chodziłam do szkoły w Leszczydole. Kiedyś ciotka mnie zapytała, czy wiem, że mój ojciec to bandyta? Wróciłam spłakana do domu, dopiero babcia mi wytłumaczyła, więc później byłam odporniejsza na te zarzuty. To nie było proste, uwierało, ale i hartowało tych, którzy byli traktowani takim oszczerstwem. 
- Jak tata wrócił z więzienia, na początku mówiłem do niego wujek. Zmarł 9 lat po więzieniu, jako 50-letni mężczyzna. UB go zniszczyło. Dziś mam rodzinę, bardzo się cieszę. Kmiołki mieli zginąć, ale istnieją - dodał pan Jan.
- Kiedy poczuliście, że godność żołnierzy wyklętych została przywrócona? - dopytywał Rafał Jaźwiński.
- Jak tatę żeśmy zrehabilitowali. Synowie na sprawy jeździli, sędziowie im ręce podawali, gratulowali, że z takiej rodziny pochodzą - mówił Jan Kmiołek.
Z kolei Irena Lekso poczuła się tak, gdy w Jurgach powstała pierwsza mogiła (w 1951 r. doszło tam do rozbicia oddziału Jana Kmiołka). - Często tam jeździliśmy, paliliśmy światło - wspominała Irena Lekso.
- Kiedy prezydent Lech Kaczyński ustanowił 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych – to było najmocniejsze uderzenie. Tu lokalnie - powstanie pomnika nad Bugiem - mówiła Teresa Czajkowska. - Pokazanie oddziału Jana Kmiołka w nowej odsłonie, niezakłamanej. Czujemy, że nasi bliscy w końcu zostają pokazani w prawdziwym świetle.
- Mój tato ma niespełna 90 lat, nie może już uczestniczyć w takich uroczystościach. Do tej pory podkreśla, że młodzież jest przyszłością narodu. Idźcie za ciosem, przyjdźcie w niedzielę - do udziału w uroczystości 1 marca młodzież zachęcała Teresa Czajkowska. - Będziemy świętować Dzień Żołnierza Niezłomnego, to już jest święto radości. Człowiek czuje później taki prawdziwy kręgosłup Polski.
W drugiej części uroczystości głos oddano młodzieży, która zaprosiła na koncert poświęcony żołnierzom wyklętym. - Przez parę dekad nie można było o nich pisać, mówić i śpiewać. Wraz z przywracaniem o nich pamięci, powstało wiele piosenek o żołnierzach niezłomnych - na koncert zaprosiła Julia Borzymek.
Rozpoczęła go piosenka „Biały Krzyż” – napisana przez Krzysztofa Klenczona dla upamiętnienia jego ojca, żołnierza Armii Krajowej i uczestnika podziemia antykomunistycznego. Można też było usłyszeć wzruszające utwory z płyty „Panny Wyklęte”, m.in. „Walczyk”, „Jedna chwila”, „Inka” oraz popularną wśród młodzieży piosenkę z filmu „Miasto 44”.
Wystąpili licealiści z Norwida: Ewa Czupryniak, Olga Getka, Adriana Dobosz, Karolina Zwolińska (akompaniament Dawid Zwoliński), Wiktoria Kukwa, Julia Antoniak, Julian Obuchowski, Katarzyna Dutkiewicz, Jagoda Ciskowska, Maciej Chaciński, Jan Książek; z Zespołu Szkół nr 1: Ewa Antoniak oraz zespół; z CEZiU Kopernik - Sylwia Stankiewicz (akompaniament Kacper Podleś), Olga Kaczmarczyk (akompaniament Michał Murza); z Zespołu Szkół nr 3 - Kamila Dzierbun.
MajsterPlus728x240
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość