LIST DO REDAKCJI: Gimnazja do likwidacji?

Wydarzenia

LIST DO REDAKCJI: Gimnazja do likwidacji?

04.10.2016
autor: Karol Pękul
Zgodnie z zapowiedziami MEN, 1 września 2017 roku gimnazja zostaną zlikwidowane. W  ich miejsce (oraz dotychczasowych 6 - klasowych podstawówek), zostaną wprowadzone 8-klasowe szkoły podstawowe. Zapowiadana likwidacja gimnazjów jest przedmiotem ostrej krytyki wielu środowisk zawodowych i społecznych. W moim przekonaniu, gimnazja przeszły długą drogę rozwoju i dobrze zdają egzamin ze swej działalności edukacyjnej. Ich zlikwidowanie – i zastąpienie wydłużoną, 8-letnią szkołą podstawą - odbędzie się ze szkodą dla młodego pokolenia i polskiej edukacji. Poniżej postaram się uzasadnić moje stanowisko, odnosząc się do tez, które w zamyśle autorów zmian mają poprawić jakość kształcenia w Polsce.
 
    1. Teza pierwsza: Likwidacja gimnazjum poprawi jakość nauczania w polskiej szkole.
Dotychczas MEN nie przedstawił żadnych dowodów ani badań na słuszność tej tezy. W ciągu 17 lat funkcjonowania gimnazjów ich jakość kształcenia systematycznie rosła. Potwierdzają to coraz lepsze wyniki egzaminów gimnazjalnych na przestrzeni lat. Gimnazja podlegały procesowi ciągłego rozwoju, od udoskonalania bazy dydaktycznej po zmiany organizacyjne procesów kształcenia. Dopracowaliśmy się w skali kraju ponad 300 gimnazjów dwujęzycznych, stwarzających nowe, leprze szanse dla ich absolwentów na drodze ich dalszej edukacji. Jest to proces otwarty i ciągły, podlegający zmianom jakościowym i ilościowym. Bardzo dobre, stale rosnące wyniki nauczania w badaniach PISA, świadczą o rosnącym poziomie nauczania w gimnazjach i w polskiej szkole. To są fakty.
 
    2. Teza druga: Likwidacja gimnazjów wyrówna szanse edukacyjne uczniów. 
Teza nie mająca pokrycia w faktach, z gruntu nieprawdziwa. Właśnie gimnazja poprzez swoją formułę organizacyjną i praktyczne działanie są najlepszą drogą i sposobem na wyrównywanie szans edukacyjnych. Analiza na przestrzeni lat obiektywnych egzaminów gimnazjalnych jest dowodem na zmniejszające się dysproporcje między szkołami. Właśnie obiektywny sprawdzian umiejętności - dla wszystkich gimnazjalistów w Polsce - pozwala nauczycielom danej szkoły na porównanie się do innych i zastosowanie niezbędnych korekt w dalszej pracy edukacyjnej. Dobrym przykładem jest ocena procesu nauczania w szkołach gimnazjalnych powiatu wyszkowskiego na przestrzeni ostatnich lat. Różnice w poziomie kształcenia między szkołami miejskimi a wiejskimi – które przed laty były duże - ulegają systematycznemu zmniejszaniu. Owszem, różnice są i będą jeszcze długo, jeśli naszym punktem odniesienia będą szkoły wielkomiejskie, jak np. w Warszawie. Wielkie miasta to jednak zamożniejsze samorządy, a co za tym idzie, większe pieniądze na edukację czy powszechna i łatwa dostępność do dóbr kultury. To również łatwiejszy dostęp do szkoleń i warsztatów dla nauczycieli. To proces na dziesięciolecia. Tych różnic nie zmieni 8 klasowa szkoła podstawowa.
 
    3. Teza trzecia: Likwidacja gimnazjów wydłuży przebywanie ucznia w tym samym środowisku szkolnym o kolejne 2 lata.
Należy postawić pytanie, czy wydłużenie pobytu ucznia w tej samej szkole o kolejne 2 lata, będzie miało na niego pozytywne oddziaływanie? Pytanie nabiera szczególnego znaczenia, kiedy uświadomimy sobie, że taki uczeń na korytarzach w czasie przerw lekcyjnych będzie się spotykał z 6- i 7-latkami. Zmiana szkoły to też zmiana otoczenia - pojawia się naturalna potrzeba nabycia umiejętności znalezienia się w nowej dla siebie rzeczywistości. Jest to bardzo ważne w dzisiejszym, szybko zmieniającym się świecie. Nie rozumiem, dlaczego wydłużenie pobytu ucznia w jednym środowisku w opinii autorów reformy miałoby mieć na niego pozytywny wpływ? Zmiana środowiska szkolnego nie stwarza zagrożeń. Samorządy dokładają wszelkich starań, aby droga do szkoły była wygodna i bezpieczna. Wreszcie, nowa szkoła to nowe wyzwania i ciekawość wynikająca ze zmiany. A ciekawość jest przecież ważnym źródłem wszelakiego rozwoju! Pomysł twórców reformy o wydłużeniu czasu  przebywania ucznia w tym samym środowisku w żaden sposób się nie broni, gdyż i tak część młodzieży trafi do budynków po zlikwidowanych gimnazjach.
 
    4. Teza czwarta: Likwidacja egzaminu szóstoklasisty.
W uzasadnieniu do założeń reformy można spotkać się z poglądami - podnoszonymi zresztą przez Panią minister w Wyszkowie - że egzamin szóstoklasisty to bardziej test, a nie egzamin. W ocenie Pani minister ten egzamin to niepotrzebne źródło stresu ucznia. Dla nauczycieli i szkoły jest również niepotrzebny, bo pozycjonuje szkołę, nie zawsze w górnej części tabeli w sytuacji, gdy ma słabych uczniów. No pewnie tak jest, że każdy egzamin to stres. Ale prawdą jest też, że od sprawdzianów i egzaminów w życiu nie uciekniemy. Im szybciej je polubimy i nauczymy się z nimi żyć, tym dla nas lepiej. Nawet jeśli któregoś z nich nie zaliczymy, to i tak lepiej, jeśli wracamy pierwszy raz ze złą wiadomością do domu jako dzieci, do bliskich, niż wtedy, kiedy spotyka nas to po raz pierwszy w dorosłym życiu i mierzymy się z tym problemem sami. Mówił kiedyś o tym Robert Korzeniowski na spotkaniu z młodzieżą wyszkowskiego liceum. Obiektywny i jednakowy dla wszystkich uczniów egzamin i osiągnięta nota jest ważną informacją dla ucznia, rodzica i nauczyciela. A także dla dyrektora szkoły. Jest informacją, w którym miejscu znajduje się uczeń ze swoją wiedzą. Można wtedy w odpowiednim czasie wykonać niezbędną korektę. Egzamin na zakończenie szkoły podstawowej takiej możliwości nie da, bo będzie już za późno. Brak zunifikowanego sprawdzianu wiedzy dla wszystkich na wczesnym etapie nauki jest wielkim ryzykiem dla ucznia.
 
Ośmioletnia szkoła podstawowa w dobie społeczeństwa globalnego, wydaje się krokiem wstecz w stosunku do obecnego systemu kształcenia. Negatywne skutki takiego rozwiązania będą widoczne szczególnie w małych szkołach wiejskich. Tam często nauka przebiega w klasach łączonych ze względu na małą liczbę uczniów w oddziale, a niektóre lekcje (np. z grupy przedmiotów przyrodniczych) ze względu na małą liczbę godzin będą prowadzone przez nauczycieli dochodzących. Czy absolwent takiej szkoły będzie miał równe szanse w starcie do dobrej szkoły średniej z absolwentem szkoły miejskiej? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.
Przedstawione przeze mnie uwagi i wątpliwości wynikają z jeszcze jednego ważnego powodu. Czy dla poprawy funkcjonowania szkół średnich należy jednocześnie „zaorać” szkołę, która się sprawdziła, przygotowała rzesze młodych, sprawnych, dobrze przygotowanych do dalszej drogi edukacyjnej ludzi? Szkołę, która posiada ogromny potencjał i w dalszym ciągu się rozwija? I czy nas jest zwyczajnie na to stać? Uważam, że nie. Pani minister odpowiedziała mi, że nie mam racji. Ministerstwo twierdzi, że reforma będzie przebiegać prawie bezkosztowo. Według danych, resort podobno przygotował na ten cel sto kilkadziesiąt milionów złotych. Organizacje samorządowe obliczyły koszty reformy na ponad miliard złotych. Pozostają jeszcze koszty społeczne - ZNP szacuje, że w związku z reformą pracę straci 37 tysięcy nauczycieli. Kosztów nieudanej reformy nie da się oszacować. Można by było ich uniknąć, gdyby wdrażanie reformy było poprzedzone szerokimi konsultacjami społecznymi, w efekcie których znaleźć można byłoby optymalne rozwiązanie.
Na spotkaniu w Wyszkowie Pani minister mówiła o konsultacjach. Pytanie brzmi: z kim konsultowano? Nauczyciele są zaskoczeni i zaniepokojeni, samorządowcy oprotestowali zaproponowane zmiany. Sześć wielkich organizacji samorządowych powiedziało zmianom -NIE! Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty skupiające 5 tysięcy dyrektorów i liderów oświaty zajęło krytyczne stanowisko wobec proponowanych zmian. W podobnym tonie wypowiadają się autorytety oświaty. Prof. Samsonowicz uważa zaproponowane zmiany za szkodliwe dla polskiej oświaty. Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiada protesty.
Family Gym
Komentuj, logując się przez Facebooka, Google+, Twittera, Disqus LUB pisz jako gość
lesne wrota
Mrówka listopad 2017
Mrówka listopad 2017