Uhonorujmy Stanisława Wróbla "Jaskółkę"

historia Ziemi Wyszkowskiej

Uhonorujmy Stanisława Wróbla "Jaskółkę"

16.06.2016
komentarze: 0
autor: Elżbieta Szczuka
Przy głównej alei wyszkowskiego cmentarza parafialnego znajduje się grób Stanisława Wróbla, pseudonim Jaskółka, który w maju 1943 roku został zakatowany przez Niemców. Torturowany przez kilka dni, nie wydał nikogo. Jego towarzysze broni po 1989 roku starali się, żeby jednej z wyszkowskich ulic nadać imię tego bohaterskiego żołnierza. Na razie bezskutecznie. Może obecnej radzie miejskiej uda się uhonorować Stanisława Wróbla „Jaskółkę”?
Stanisław Wróbel, syn Anny i Józefa, urodził się w Wyszkowie 20 sierpnia 1917 roku. Przed wojną ukończył Korpus Kadetów (prawdopodobnie w Rawiczu) i Szkołę Podchorążych Broni Pancernej w Modlinie. W walkach o obronę Warszawy został odznaczony Krzyżem Walecznych. Wstąpił do Służby Zwycięstwu Polski. Pod koniec 1939 r. wrócił do Wyszkowa. Kiedy na początku 1942 r. Związek Walki Zbrojnej, oparty na strukturach SZP, został przekształcony w Armię Krajową, „Jaskółka” został mianowany dowódcą plutonu. 
- Młody, przystojny, inteligentny, skromny, bardzo grzeczny – takim pamięta  Stanisława Wróbla wysz-kowianka Natalia Kwiatkowska. – Mieszkał na Parcelach Huckich, w pokoju wynajętym przy rodzinie Sztompków.
- To był bardzo dzielny, szlachetny młody człowiek. Musiał bardzo wysoko zdać egzamin, bo szkoła kadetów była szkołą dla wybranych – uważa Bolesław Wolski, syn przedwojennego burmistrza. - Pamiętam go w mundurze i kadeckiej czapce, na której błyszczała blacha ze szwoleżerskim półsłońcem.
Najwięcej o Stanisławie Wróblu i o jego tragicznej śmierci możemy dowiedzieć się z książki Stanisława Grzybowskiego* (honorowy obywatel Gminy Wyszków) „Nadzieja z tamtych lat”.
„Jaskółka” zajmował się m.in. redakcją techniczną wyszkowskiego dwutygodnika „Do celu”, ukazującego się od 1941 roku. Drukarnia mieściła się w Rybienku Leśnym. W nocy z 27 na 28 maja 1943 roku ubezpieczeniem drukarni dowodził Stanisław Wróbel. Rankiem najnowsze numery gazety rozdano kolporterkom, jedną z nich była Janina Siekówna. Łączniczka wsiadła do pociągu relacji Warszawa – Wyszków, tym samym pociągiem wracał do domu „Jaskółka”. Daleko nie ujechali – na moście pociąg został zatrzymany przez żandarmów. Stach Wróbel, opanowany, wyrzucił paczkę z gazetami do rzeki. Niestety, ktoś z przedziału niemieckiego zauważył to i doniósł Niemcom. Ci nakazali rybakowi, który był na łódce, wyłowienie pakunku, a ten, trzęsąc się ze strachu, wykonał polecenie. Stanisław Wróbel, chcąc ratować łączniczkę i kurierkę, która miała drugą paczkę, znalezioną przez Niemców w pociągu, przyznał się do przewożenia prasy. Jeszcze przy moście kolejowym został skatowany, leżącego na ziemi Niemcy masakrowali butami.
Rybak, który wyłowił paczkę, został wkrótce zlikwidowany przez organizację.
Część zatrzymanych pasażerów pociągu Niemcy zapakowali do 3 samochodów, trzymali ich pod strażą bez jedzenia i picia. Następnego dnia wywieźli pod Fidest, kazali kopać doły, a potem rozstrzelali. Teraz w tym miejscu stoi pomnik.
Stanisław Grzybowski tak opisuje ostanie dni życia „Jaskółki”:
 
Wśród rozstrzelanych nie ma ani Stacha Wróbla, ani Trzcianki. Są zbyt ważni dla gestapo, aby ich natychmiast likwidować. Stach jest przetrzymywany na żandarmerii trzy dni Jest bity i torturowany. Milczy. Przychodzi matka. Żandarm, licząc na jakieś niekontrolowane słowa ze strony więźnia, wpuszcza ją do pomieszczenia, w którym Stach stoi z rękami podniesionymi w górę, twarzą do ściany. 
- Synu mój! – krzyczy matka.
Stach odwraca się i mówi:
- Czego pani chce? Ja pani nie znam – i zajmuje poprzednią pozycję, twarzą do ściany.
(…)
Stach żyje jeszcze 31 maja rano i, choć nieprzytomny, zostaje zabrany przez gestapo. Przez poprzednie dni jest on przy przesłuchiwaniu katowany do granicy śmierci, potem cucony.  Według przecieków z żandarmerii w ogóle nie odpowiada na pytania. Stosuje taktykę, którą zresztą sam wpajał swoim podkomendnym – jeśli mówi, to tylko po to, aby wymyślać Niemcom. Liczy, że sprowokuje któregoś do strzału. Po wielu godzinach bezowocnych prób rzucają go, już niemal bez życia, do celi. Ostatnie świadome chwile Staszka są pełne krwi. Opuchłe usta, nos i oczy. Ból rozsadza piersi, czaszkę. Odrażający widok całkowicie upodlonego ciała. A przecież w tym fizycznym łachmanie ludzkim nawet oprawcy muszą, zapewne z wściekłością, dostrzegać wewnętrzną wielkość tego wciąż wolnego człowieka o tak niezwykłej woli i wierze, który mimo straszliwych tortur nikogo nie wydał i nic zupełnie o swojej konspiracyjnej pracy nie powiedział. O ile nieporównywalnie łatwiej zginąć w walce.
Jest 31 maja. Wcześnie rano gestapo wyciąga Stacha do samochodu, aby przewieźć go do Ostrowi. W czasie transportu kona w samochodzie. Niemcy stwierdzają zgon. Zatrzymują się na dziesiątym kilometrze od Wyszkowa. Niemcy nie mają zwyczaju kopania własnymi rękami grobów dla zabitych przez siebie podludzi. W tym przypadku ofiara nie mogła tego zrobić przed śmiercią sama. Idą więc do widocznego z dala zabudowania, aby jego gospodarzowi nakazać pogrzebanie zwłok, które ściągnęli z samochodu. Pada wśród nich w rozmowie nazwisko „Wróbel”. Dziwnym trafem gospodarzem jest Bolesław Gałązka, wuj przyrodniego brata Stacha. Natychmiast po odjeździe Niemców daje znak rodzinie Staszka w Wyszkowie. Po wojnie brat Tadeusz ekshumuje ciało i przenosi je na cmentarz wyszkowski. Jest tam skromniutka tablica na rodzinnym grobie z napisem: Stanisław Wróbel/ lat 25/ 28 V 1943 r./ ppor. WP oficer AK/ zginął bohaterska śmiercią/  żołnierza w walce o Polskę. Na tablicy podana jest data aresztowania. (…) Nazwisko Stanisława Wróbla obecnym mieszkańcom Wyszkowa nic nie mówi.
Stanisław Kielak ps. Orion w książce „Dzieje Obwodu AK „Rajski Ptak” – „Burak” opisał,jak wyglądało po ekshumacji ciało Stanisława Wróbla: Miał powyrywane paznokcie u rąk i nóg, połamane ręce i nogi, zmasakrowaną głowę.
 
- Gdyby otworzył usta, to by nas nie było. Całych rodzin by nie było – mówił córkom Marian Strzelecki. – Niemcy go zamęczyli, ale my mamy w stosunku do niego dług życia. 
Pan Strzelecki starał się, żeby którejś z wyszkowskich ulic nadano imię tego bohatera. Bezskutecznie. Może obecnej radzie miejskiej uda się uhonorować Stanisława Wróbla „Jaskółkę”? 
NW 44/2011 z dnia 1 listopada 2011
 
* Stanisław Grzybowski (1922 - 1993), ekonomista, inżynier, naukowiec (doc. dr inż.). Podporucznik Armii Krajowej, pseudonim Wicherski.  Z ziemią wyszkowską związany od czasów okupacji, brał udział w akcjach zbrojnych na naszym terenie. Autor „Nadziei z tamtych lat” – książki „o zbiorowym wysiłku w walce z okupantem niemieckim ludzi Ziemi Wyszkowskiej - ludzi rozmaitych zawodów i w różnym wieku - zorganizowanych w strukturze Armii Krajowej Obwodu "Rajski Ptak". W grudniu 1990 roku otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta Wyszkowa.
MajsterPlus728x240

komentarze:

dodaj komentarz

Brak komentarzy

Uhonorujmy Stanisława Wróbla "Jaskółkę"

Uhonorujmy Stanisława Wróbla "Jaskółkę"

Przy głównej alei wyszkowskiego cmentarza parafialnego znajduje się grób Stanisława Wróbla, pseudonim Jaskółka, który w maju 1943 roku został zakatowany przez Niemców. Torturowany przez kilka dni, nie wydał nikogo. Jego towarzysze broni po 1989 roku starali się, żeby jednej z wyszkowskich ulic nadać imię tego bohaterskiego żołnierza. Na razie bezskutecznie. Może obecnej radzie miejskiej uda się uhonorować Stanisława Wróbla „Jaskółkę”?
zobacz więcej
100-lecie odzyskania praw miejskich. Wzloty i upadki Wyszkowa (foto)

100-lecie odzyskania praw miejskich. Wzloty i upadki Wyszkowa (foto)

Sto lat temu, 4 lutego 1919 roku, ukazał się dekret o samorządzie miejskim, zawierający wykaz 150 miejscowości uznanych za miasta. Jednym z nich był Wyszków, który odzyskał prawa miejskie po 50 latach. W tym roku mija 150 lat od utraty przez Wyszków praw miejskich i 517 lat od ich uzyskania. To także doskonała okazja, by przypomnieć historię wzlotów i upadków naszego miasta.
zobacz więcej
Kalos Kagathos – rzecz o Januszu Różyckim (foto)

Kalos Kagathos – rzecz o Januszu Różyckim (foto)

Do Wyszkowa na uroczystości związane z 90. rocznicą zdania egzaminu dojrzałości przez kryptologa Jerzego Różyckiego – 21 kwietnia przyjedzie Janusz Różycki, jego jedyne dziecko. Artysta plastyk, florecista (leworęczny) Legii Warszawa, olimpijczyk. Następnego dnia odsłoni na budynku I Liceum Ogólnokształcącego im. C.K. Norwida tablicę poświęconą swojemu ojcu, absolwentowi wyszkowskiego gimnazjum.
zobacz więcej

Człowiek niezwykłej prawości i religijności - wspomnienie o Tadeuszu Strusiu

Starał się być niezauważalny, nie absorbować nikogo swoją osobą. A jednak zapamiętało go mnóstwo osób, nie tylko ci, z którymi pracował.
Panie ze sklepu przy Sowińskiego:
- Kiedy wychodził z matką do kościoła, można było regulować zegarki - była 5.40.
Marian Świdwa: - Bardzo lubiany. Jeśli ktoś zwrócił się o pomoc, to nikomu nie odmówił.
Adam Świderski: - To był niezwykle spokojny, skromny człowiek, znakomity fachowiec. Sumienność z niego biła.
Tadeusz Dąbrowski: - Nigdy nie uniósł się, nie zajął pochopnego stanowiska.
Ireneusz Decewicz: - Życzliwy ludziom, typ samotnika. Z rana było słychać, jak śpiewa godzinki i modli się.
Zofia Chmiel: - Nigdy od nikogo nic nie potrzebował. Dla mnie to człowiek - legenda.
Ks. Wojciech Borkowski: Był człowiekiem wielkiej religijności, niezwykłej prawości. Codziennie uczestniczył we Mszy św. i przystępował do komunii świętej. Byłem jego spowiednikiem.
Tadeusz Struś (1908-1991) przyjechał do Wyszkowa w 1962 roku, by podjąć pracę w fabryce mebli. Przez kilka lat miesięcy mieszkał w Rybienku Leśnym, później otrzymał kawalerkę w bloku za kładowym przy ul. gen. Sowińskiego nr 29. Do dziś w I klatce tego bloku wisi spis lokatorów z jego nazwiskiem. Historię jego życia opisał Romuald Trzmiel w artykule „Pamięci majora Tadeusza Strusia, dowódcy Armii Krajowej” („NW” nr 8/99 z 19 lutego). Zainspirowała nas ona do skontaktowania się z tymi, którzy go znali, współpracowali, opiekowali się nim.
zobacz więcej

Najczęściej komentowane